O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Nic co ludzkie

Piotr Głuchowski
Nic co ludzkie
Piotr Głuchowski
Nic co ludzkie Wydawnictwo Agora
Kiedy brałem tę książkę do ręki, pomyślałem, że to kolejna, mniej lub bardziej udana, próba dyskontowania sporego sukcesu. I takie miałem wrażenie przez pierwsze pięćdziesiąt stron tekstu. Potem zrozumiałem, że Piotr Głuchowski opowiedział na nowo całą historię. Historię trzech kapłanów, z których każdy przeżył własną, dziecięcą traumę. Cała historia zaś została wzbogacona opowieścią o matce, zmuszoną do podjęcia najtrudniejszej w świecie decyzji.

Opowieść rozpoczyna sławetna libacja alkoholowa. Trzech przyjaciół, jeszcze z czasów seminarium, spotyka się na prywatnym, męskim spotkaniu. Ta popijawa kończy się bójką dwóch z nich, nocnym powrotem do domu jednego i wypadkiem samochodowym. Tak, to wszystko znamy z filmu Smarzowskiego, instynktownie jednak wiemy, że film nie odda wszystkiego, że bohaterowie ukrywają własne tragiczne historie, których film, nawet w najbardziej tragicznych scenach, oddać nie może.


Dzięki opowieści Głuchowskiego, poznajemy całą historię na nowo. Ksiądz Trybus, świetnie grany przez Roberta Więckiewicza, alkoholik, szukający pocieszenia w ramionach pięknej dziewczyny, był dzieckiem alkoholika i sadysty. Ksiądz Lisowski, w którego postać wcieli się Jacek Braciak, spadł w dzieciństwie w otchłań rozpaczy. Osierocony w wyniku wypadku samolotu Kościuszko, trafił do sierocińca, gdzie musiał podjąć stałą walkę o to, by nie zostać wykorzystany. Chorobliwie ambitny, dzielił ludzi na dwie grupy : tych, którzy wykorzystują i wykorzystywanych. Ta okrutna prawda, przyjęta jako życiowe credo, połączona z nietykalnością, jaką daje koloratka i wiedza o innych. Nadal demoniczny ksiądz budzi niezdrową sympatię widza. Jest niesamowicie inteligentny. Jego intelekt, umiejętnie wykorzystany, mógłby być źródłem dobra, a nazwisko samego Lisowskiego wypowiadane by było z czcią i uznaniem. Wystarczy jednak w nic nie wierzyć, będąc jednocześnie kapłanem. Zdolnym, ambitnym i świetnym organizatorem. Wtedy cały świat stoi otworem. Wystarczy tylko nie mieć skrupułów, wystarczy, choćby wykorzystać matczyną miłość, kupić człowieka w zamian za nadzieję, która w konsekwencji okaże się ułudą.

I właściwie to książka Głuchowskiego jest o tym, jak przeszłość determinuje ludzką teraźniejszość. Jak wcześniejsze przeżycia wpływają na nasze zachowania, reakcje i jak trudno jest żyć życiem godnym miana życia ludzkiego. Bowiem człowiek bywa zły i to nie tylko z powodu wcześniejszych przeżyć, ale też dlatego, że ma ku temu okazję. Że może skrzywdzić drugiego człowieka, dotknąć go, zrobić mu złośliwy żart, czy utrudnić życie. I tylko czasami będzie to wynikało z chęci zemsty, częściej, by pokazać swoją władze i możliwości. Władza bowiem deprawuje, odczłowiecza i to absolutnie. Czytajmy więc „Nic co ludzkie” i to nie tylko jako opowieść o pedofilii wśród księży, nie tylko jako historię trzech, a nawet czterech kapłanów, nie tylko jako tragedię dziennikarki i matki, ale uniwersalnej opowieści o naszych namiętnościach i pragnieniach, które stają się naszymi okowami, przez które stajemy się niewolnikami tych, którzy znają nasze słabości. Seks, tytoń, alkohol, dzieła sztuki, a nawet książki. Wszystko to może być namiętnością, a jednocześnie pułapką. Nie mówmy więc, że jako ludzie jesteśmy wolni. Będziemy dopiero wtedy, kiedy panować będziemy nad naszymi słabościami, kiedy te nie zdobędą nad nami przewagi.


Inaczej zawsze będziemy się tłumaczyć, ze nic co ludzkie…..
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...