O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Wszystko, co mamy

Dwie kobiety, dwa różne pokolenia, różne doświadczenia i oczekiwania od życia. Matka z córką. Kopalnia tematów dla pisarzy. Dołóżmy do tego wspomnienia z przeszłości, Iran i współczesną Szwecję, ciążę i śmiertelną chorobę, a otrzymamy cholernie trudną i dołującą lekturę.

Książkę otwiera wybuch emocjonalnej bomby atomowej. Kobieta w średnim wieku dowiaduje się, że jest śmiertelnie chora. Taka chwila jest najgorsza w życiu człowieka, cały świat wali się, jedyne, co można odczuć to paraliżujący strach i złość. Wydaje się, że oto cały świat musi cierpieć wraz z nami, więc stwierdzenie, że otoczenie ma własne sprawy, własne problemy, musi budzić wściekłość. A tę nasza bohaterka kieruje w stronę córki. To córka staje się winna błędów i porażek, to na niej skupić ma się wściekłość kobiety, która analizuje całe swoje życie, swoją rewolucyjno-konspiracyjną przeszłość i moment, w którym porzuciła swoje ideały. A jest co analizować- dawna rewolucjonistka i żona konspiratora przeżyła traumę, którą można by obdzielić kilka jej rówieśniczek. Jednocześnie czuje się winna, że uciekła z kraju i jest teraz bezpieczna. Czy jednak te przeżycia i poczucie winy mogą usprawiedliwić zachowanie matki w stosunku do córki? Każda rozmowa z córką, każdy gest tej drugiej, poczyniony w celu normalizacji stosunków, zapewnienia matce choć chwilowej rozrywki, zapomnienia o tym nieuchronnym, kończy się kłótnią. Wreszcie w chorą kobietę wstępuje nadzieja, a jest nią nadzieja. Oto kobieta dowiaduje się o ciąży córki, będzie więc babcią, a wieść o tym jawi się jej niczym iskierka nadziei na poczucie życiowego spełnienia, nadania swoim przeżyciom jakiegoś sensu, zdobycia motywacji do walki z chorobą. Nasza bohaterka nie umie się jednak zmienić, toksyczność pozostaje, czy możemy więc liczyć na szczęśliwe zakończenie tej historii?


Jak widzimy, Golmaz Hashezadeh Bonde nie stosuje żadnej taryfy ulgowej. Czytelnik żyje życiem obu kobiet, utożsamia się z nimi i cierpi jak one. Czytelnik czuć będzie w czasie lektury narastającą wściekłość na bohaterki. Matka będzie irytować za obarczanie córki swoją traumą, córka za bezwolne poddanie się tyranii matki. Wszystko, co mamy nie jest więc łatwą lekturą, czytelnik będzie rzucać książką, przerywać jej lekturę, czując ból duszy. Syndrom sztokholmski, przywiązanie ofiary do kata, to jedyne, co przychodzi na myśl, w czasie czytania. Nie sposób więc zrozumieć dlaczego jeden ze szwedzkich recenzentów, nazwał ją podręcznikiem życia.

Życie bowiem jest zupełnie czym innym.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...