O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Gram koki

Nacho Carretero
Gram koki
Kolumbijski narkobiznes wchodzi do Europy
Nacho Carretero
Gram koki
Kolumbijski narkobiznes wchodzi do Europy Wydawnictwo Sonia Draga
Hiszpańska Galicja. Najbardziej wysunięty na zachód region Kraju. Tutejsza ludność długo z trudem wiązała koniec z końcem. Utrzymanie się z rybołówstwa było tu trudne. Zbyt wielu rybaków, za dużo niebezpieczeństw czyhających na morzu i zbyt małe rynki zbytu. Nic dziwnego, że najbardziej atrakcyjnym sposobem zarabiania na życie stał się przemyt.

Na początku były papierosy. Te kradzione i nieoficjalna, nieewidencjonowana produkcja legalnych fabryk. Zyski z ich przemytu były tak wysokie, że wyeliminowały przemyt innych artykułów, oraz spowodowały uporządkowanie i zhierarchizowanie grup przestępczych. Wielu prostych przemytników zrobiło wtedy oszałamiającą karierę, zdobywając sławę, władzę i pieniądze. Ubrania od najdroższych krawców, luksusowe samochody, piękne kochanki i towarzystwo lokalnych polityków. Jeśli dodamy do tego setki ludzi, którym ich nielegalne lub półlegalne interesy dawały zatrudnienie, otrzymamy pełen obraz mafijnej struktury, która powstawała jeszcze w czasach dyktatury Franco. Jednak prawdziwe eldorado miało dopiero nadejść.


Można śmiało powiedzieć, że dopiero kres dyktatury Franco dał zielone światło organizacjom przestępczym. Skorumpowana policja, brak doświadczenia w zwalczaniu narkobiznesu, a także ambicje Kolumbijczyków, by wejść na rynki europejskie ze swoim towarem spowodowały, że oto Hiszpania stała się bramą do Europy dla kokainy. Początkowo były to samodzielne przedsięwzięcia narkomanów, którzy poszukiwali taniego towaru na własne potrzeby. Nielegalny biznes ma to do siebie, że szybko wietrzy szansę na wzbogacenie się, toteż dawni przemytnicy tytoniu, mając własne szlaki komunikacyjne, struktury, a co najważniejsze, pieniądze, mogli z powodzeniem zmonopolizować rynek. Złote lata trwały do początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy to hiszpańska policja zaczęła odnosić pierwsze sukcesy w walce z handlarzami śmiercią.

Nacho Carretero, hiszański dziennikarz śledczy, napisał książkę, która nie pozostawia złudzeń. Narkobiznes i polityka przeplatały się w historii Hiszpanii bardzo często. Z tego powodu towarzyszyły ukazaniu się książki, protesty, a nawet sprawy sądowe. Tak to już jednak jest, że prawda bywa niewygodna, a im bardziej jest kłopotliwa, tym większa jest pokusa jej ocenzurowania. Nie jest to oczywiście tylko domena Hiszpanów, angielskie powiedzonko mówi o kryjących się w szafie trupach, sprawach, o których chcemy zapomnieć, a które ukazują się w najmniej spodziewanych momentach. Jednak te próby tuszowania prawdy, albo tworzenia prawd alternatywnych, uwiarygodniają przekaz. i tak jest właśnie w przypadku książki Carretero, którą co prawda czyta się jak sensacyjną powieść, lecz cała jej treść jest oparta na faktach.


Brakuje jednak książce pointy, zakończenia dającego nadzieję na przyszłość. Wiary, że narkobiznes można zwalczyć. Jak jednak walczyć z czymś, co jest nielegalne, a jednocześnie zyskowne? Jak walczyć z milionami uzależnionych i tysiącami sępów, próbujących zbić na nich fortunę? To chyba nigdy nie będzie możliwe.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...