O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Na krawędzi mroku

Jeff Giles "Na krawędzi mroku"
Jeff Giles "Na krawędzi mroku" Wyd. IUVI
Zoe ma zaledwie siedemnaście lat, a problemów całą masę. Jej sąsiadów zamordowano, ona sama straciła dom i (ponownie) ojca, nie wie, co chce robić z życiem, ale jej największym zmartwieniem pozostaje fakt, że nie może być z ukochanym. Chłopakiem, którego zna mniej więcej dwa tygodnie.


Para zakochanych stara się za wszelką cenę być razem, uważając to za dużo ważniejszą sprawę do załatwienia niż to, że jedno z nich jest w zasadzie bezdomne, drugie zaś jest na drodze do ostatecznego stracenia życia z powodu niewykonania rozkazu. Cóż z tego, że znają się krótko, odbyli jakieś dwie poważne rozmowy, a on nawet nie pochodzi z tego świata i jest profesjonalnym łowcą głów. Kto by sobie zawracał głowę takimi drobiazgami.

„Na krawędzi mroku” to kontynuacja „Na krawędzi wszystkiego” pióra Jeffa Gilesa. Już pierwszy tom był kiepski – choć patrząc po recenzjach, mam małe wrażenie, że czytałam nieco inną książkę niż pozostali – ale jak się okazuje na tamtym, całkiem niezłym zresztą, finale tamta historia nie mogła się skończyć.


Giles postawił sobie prawdopodobnie na celu dopowiedzenie wątków, których nie zdążył wyjaśnić w poprzedniej powieści, a ściśle, wyjaśnienie zagadki pochodzenia Iksa. A że jedyną ciągłą pomiędzy tomem pierwszym a drugim jest romans Zoe i Iksa, to właśnie na tym wątku i na śledztwie Iksa, Jeff Giles oparł całą fabułę „Na krawędzi mroku”.

Co nie wyszło nikomu na dobre. Między Zoe i Iksem jest zerowa chemia, sprawy nie ułatwia to, że bohaterowie nic o sobie nie wiedzą, znają się krótko, ale całkowity brak porozumienia między nimi nie przeszkadza im na ciągłe wzdychanie za sobą. Co prawda, ponad połowę książki bohaterowie nawet nie są w tym samym miejscu, ale trudno uznać, czy to dobrze, czy źle. Zoe poświęca każdą sekundę Iksowi, wszystkie jej działania są podporządkowane ukochanemu, a gdy już raz robi coś dla siebie, to natychmiast porzuca to na wieść, że może w jakiś sposób poświęcić się dla chłopaka. Nie ma w niej ani krztyny własnego charakteru, niczym Bella ze „Zmierzchu” traci całe swoją osobowość, gdy poznaje wybranka.

Więcej charakteru ma Iks, ale to tylko dlatego, że gdy jego myśli nie są poświęcone Zoe, to zajmuje się poszukiwaniem swojej matki, co sprawia, że przynajmniej czytelnik nie tkwi w zaklętym kole wzdychaniem do nieobecnego wybranka. Nie sprawia to jednak, że Iks jest ciekawą postacią albo że samo śledztwo ożywia powieść. Nie, Iks błądzi, pyta i przechodzi z jednego miejsca do drugiego, dociera coraz bliżej, ale żadna wskazówka, żaden etap nie potrafi wzbudzić w czytelniku jakiegokolwiek zainteresowania. Jeff Giles nie pozwolił, by czytelnikom choć trochę zależało na postaciach.

Osobnym problemem jest rozłożenie akcji – część powieści dzieje się na ziemi, część w Nizinie. Widać, że Giles postanowił skupić się na tym drugim miejscu, bowiem tam rozgrywa się lwia część powieści, co samo w sobie nie byłoby niczym złym, gdyby nie to, że jednocześnie całkowicie zlekceważył wszystkie sceny dziejące się w prawdziwym świecie. To są takie zapchajdziury, dzieje się tam jeszcze mniej niż w tych ponoć pełnych akcji scen walk, odstają tematycznie i fabularnie od reszty. Możliwe, że Giles chciał pokazać pozornie normalne życie Zoe po dramatycznych wydarzeniach, które miały miejsce wcześniej. Jeśli tak, to trzeba było nad nimi więcej popracować.

„Na krawędzi mroku” brakuje logiki w ciągu przyczynowo-skutkowym między poszczególnymi wydarzeniami, zdecydowanie zabrakło jakichś scen pomiędzy wyjaśniających, jakim cudem jedni bohaterowie wiedzą o rzeczach, o których nie powinni mieć jakiegokolwiek pojęcia (jest w tym pewna ironia – mnóstwo tu niepotrzebnych scen, ale tych kluczowych i ważnych zabrakło). Zachowania i działania bohaterów nie mają najmniejszego sensu i można je tłumaczyć albo absolutnym ogłupieniem z miłości (para głównych zakochanych), albo tym, że autor chciał, by tak postąpili, bo potrzebował tego do powieści.

Z pewnością są osoby, które zakochają się w powieściach Jeffa Gilesa. Te docenią drugi tom losów Zoe i Iksa i będą wyczekiwać ciągu dalszego. Jednak dla ludzi jak ja „Na krawędzi mroku” będzie lekturą pełną zgrzytania zębami i życzenia sobie, by autorowi nie zamarzyło się zrobienie z tej opowieści trylogii.
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...