O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Bezsenność w czasie karnawału

Janusz Głowacki "Bezsenność w czasie karnawału"
Janusz Głowacki "Bezsenność w czasie karnawału" W.A.B.
„Teraz tak: ja się w tej opowieści będę nazywał Janusz Głowacki. Na to się przed chwilą zdecydowałem i to jest odważna decyzja. Bo mogłem sobie napisać, że ten, co to pisze, się nazywa inaczej, Max F. na przykład albo Tyberiusz Włosiak, czy się tchórzliwie schować jak Stendhal za jakiegoś nieszczęsnego Juliana Sorela.”


„Bezsenność w czasach karnawału” to ostatnie dzieło Janusza Głowackiego, powieść pisana aż do śmierci. Trudno nazwać to jedną książką, zwartą fabułą. To raczej strzępy, zarysy dopiero tworzącej się powieści. Powieści, której całości już nigdy nikt nie pozna, może jedynie domyślać się powiązań pomiędzy poszczególnymi scenkami i anegdotami.

Miała to być pewnie wędrówka głównego bohatera po mieście i po własnych wspomnieniach. Chaotyczna, bez większego celu i przystanków porusza się Głowacki w czasie i przestrzeni, przechodząc między wydarzeniami sobie tylko znanym kluczem. Przez kartki przechodzą dawne, znane już z poprzednich dzieł Głowackiego anegdotki, urywki historyjek, które trudno teraz ze sobą czasem powiązać.


Bo jedynym pewnym kluczem wyboru poszczególnych historii jest sam Janusz Głowacki. Faktycznie „Bezsenność w czasie karnawału” miała być powrotem autora do swoich poprzednich dzieł, ponownym podsumowaniem swojego życia, jak już to zrobił w „Z głowy”, autobiografii wydanej w 2004 roku. Są więc wspomnienia z przeszłości, są zręby wyobrażonych dopiero scen, są i bohaterowie, którzy pojawiali się na kartach jego licznych powieści i na deskach jego teatralnych dzieł.

Tytuł z kolei nasuwa inną możliwą wizję wątku spajającego wszystkie te elementy. „Bezsenność w czasie karnawału” jest oczywiście tytułem jednego z tekstów w książce, jednak sam obraz karnawału, nocy i błądzenia po mieście przewija się przez całość. Samo więc chodzenie, nieco chaotyczny spacer miastem nocą, mogłoby wywołać na wpół oniryczne wizje, to zaś spowodować to błąkanie się w czasie, przestrzeni i wymiarach – literackim, historycznym i własnej wyobraźni, podsuwającej najróżniejsze wizje w czasie wędrówki. Czy taki był zamysł – trudno powiedzieć. Z pewnością jest to jednak ponowne podsumowanie własnego życia.

To podsumowanie jest tym bardziej widoczne, gdy przeczyta się epilog napisany przez Zuzannę Głowacką, córkę pisarza. Dopisuje ona zakończenie planowane przez Głowackiego, które może nie ujawnia jakiejś zaskakującej czy przełomowej opowieści, ale jednak budzi żal, że nie starczyło czasu. Że nie udało się zdążyć z ukończeniem książki i że pozostały tylko urywki – wymowny znak kruchości życia ludzkiego.
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...