O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Alcatraz kontra Bibliotekarze #5 Mroczny talent

Brandon Sanderson "Alcatraz kontra Bibliotekarze #5 Mroczny talent"
Brandon Sanderson "Alcatraz kontra Bibliotekarze #5 Mroczny talent" Wyd. IUVI
Alcatraz uratował Mokię przed złowrogą sektą Bibliotekarzy, jednak nie wszystko poszło dobrze. Przy okazji udało mu się zepsuć talenty Smerdych, jego ojciec próbuje wcielić w życie swoje szalone plany, matka chce pomóc, ale kto wie, co naprawdę planuje, a dziadek, no cóż, jest jego dziadkiem.


Do tego Bastylia jest w śpiączce, nie ma więc nikogo przy sobie, kto mógłby pilnować go, by nie robił głupot większych niż zwykle. Ale tak po za tym, to całość brzmi jak całkiem zwyczajny dzień z życia Alcatraza Smerdy’ego, najwyraźniej jednak nie miał dość rozrywek, bo przypadkowo wypowiada wojnę Bibliotekarzom. Szykuje się więc kolejna misja, którą ród Smerdych będzie musiał wykonać w swój najlepszy, fajtłapowaty sposób.

„Mroczny talent” to piąty i, jak głoszą informacje prasowe, ostatni tom zmagań Alcatraza ze złowrogą sektą Bibliotekarzy. Stawka zdaje się więc być tą najwyższą, decyzje mogą być już ostateczne, a poziom napięcia i oczekiwania ciągle podbija sam narrator, powtarzając, jak to czytelnicy powinni odłożyć książkę i sobie pójść. Albo zrobić sobie przerwę i zająć się czymś innym. To mogłoby denerwować, ale Sanderson prowadzi całość na tyle sprawnie, że książka jak zwykle jest świetna.


Widać pewną ciągłą, konsekwentną ścieżkę prowadzenia zarówno całej historii, jak i charakterów poszczególnych bohaterów. Fabuła jest spójna, całość spaja klamra kompozycyjna jednej sceny – tej, która ciągle wracała, jako taka szokująca, tworząca mnóstwo pytań w głowie czytelnika, sytuacja. Czuć, że Alcatraz dojrzał – bije to z jego zachowania, z tego, jakie decyzje podejmuje (cała relacja z rodzicami), jak wielką odpowiedzialność bierze na siebie.

Nie oznacza to jednak, że „Mrocznemu talentowi” brakuje humory. Wręcz przeciwnie – jest tu nowy poziom żartów z czytelnika i z całej koncepcji powieści, konsekwentnie prowadzony żart z przypisów do książek. Serio, wpierw Sanderson poprzez Alcatraza żartuje z istnienia przypisów i wrzuca tam jakieś głupie komentarze, potem zaś, gdy już połowa czytelników rozważa porzucenie ich czytania, nagle wymyśla inny sposób wykorzystywania ich do żartów.

Do tego jak zwykle mnóstwo interakcji z czytelnikami, które także wchodzą na wyższy poziom (jak instrukcja robienia kanapki), naigrywania się z ich niewiedzy czy naiwności. Może i całość staje się coraz bardziej poważna, może i widać, jak bohaterowie dorastają, a podjęte wcześniej decyzje teraz odbijają się bokiem, ale nie sprawia to, że Sanderson traci choć trochę ze swojego humoru czy pomysłowości. To po prostu innego rodzaju pomysłowość i humor, jednak tym razem podszyta odpowiedzialnością zarówno za swoją historię, jak i za bohaterów. I to należy docenić.

Nadszedł koniec przygód Alcatraza, choć historia urywa się w takim momencie, że trudno nie oprzeć się wrażeniu, że to jakichś kolejny podstęp ze strony Brandona Sandersona. Całkiem możliwe, że w najmniej spodziewanym momencie szósty tom pojawi się na półkach, a autor będzie się zaśmiewał, że tak udało mu się zmylić czytelnika. Niestety, równie prawdopodobne jest to, że rzeczywiście, piąty tom jest ostatnim, a otwarte i sugerujące ciąg dalszy zakończenie, prztyczkiem w nos czytelników i w ich oczekiwania. W końcu, Sanderson robił to przez pięć tomów, więc co mu wadziło tak zakończyć tę serię żartów z czytelnika i konwencji kulturowych?
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...