O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Martwa natura

Louise Penny "Martwa natura"
Louise Penny "Martwa natura" Wyd. Poradnia K
Małe, spokojne miasteczko gdzieś pod Montrealem. Każdy każdego zna, każdy wie wszystko o innych, łącznie z genealogią parę pokoleń wstecz. Przestępstw w zasadzie nie ma, wyjąwszy naprzykrzających się myśliwych, którzy wchodzą na cudze tereny. I w tym cichym Three Pines, gdzie nic się nie dzieje, nagle w odstępstwie miesiąca giną dwie kobiety.


Na pozór nie ma w tym niczego dziwnego – pierwsza była już od lat ciężko schorowana, druga zginęła w lesie, trafiona strzałą. Ten drugi zgon wywołuje przyjazd policji, bliższe przyjrzenie się śmierci, która wygląda jak wypadek podczas polowania. Zmarła Jane, emerytowana nauczycielka, dobra dusza, którą każdy kocha, szanuje i o której trudno powiedzieć jakieś złe słowo. Dlaczego ktoś miałby ją zabijać? I dlaczego z łuku?

„Martwa natura” rozpoczyna serię o inspektorze Gamache, kanadyjskim policjancie zajmującym się przestępstwami na spokojnej prowincji. Ma za sobą kilkadziesiąt lat doświadczenia, widział niejedno i zajmował się najróżniejszymi przypadkami. Śmierć w Three Pines jest kolejną z setek spraw, jaką podejmuje, jedyną różnicą jest młoda policjantka Yvette, dla której jest to pierwsze doświadczenie w terenie. Niesforna, mówiąca prosto z mostu o tym, co myśli, twarda – o wiele większe wyzwanie dla Gamache’a niż potencjalne morderstwo.


Relacje między starszym, doświadczonym policjantem, a młodą adeptką śledzi się o wiele przyjemniej niż samo śledztwo, które porusza się niemrawo naprzód. W ogóle wydaje się, że Louise Penny nie za bardzo zainteresowana jest częścią kryminalną swojej historii. Podgląda życie bohaterów „Martwej natury” – śledczych, ale i mieszkańców Three Pines, od czasu do czasu kierując swoją uwagę w stronę morderstwa. Całe to śledztwo jest więc w sumie bardziej pretekstem do przyjrzenia się społeczności małego miasteczka – czyli Penny nie odbiegła za daleko od większości kryminałów.

Tyle że uwagę skierowała w zupełnie innym kierunku, za bardzo nie ukrywając swoich zamiarów. Zresztą trudno mieć do niej o to pretensje, gdy część obyczajowa, na której się skupiła, wychodzi jej o wiele lepiej niż sprawne poprowadzenie zagadki. To, co i kto kryje się za śmiercią Jane, staje się jasne na dość wczesnym etapie. Do tego nie trzeba być Sherlockiem – po prostu Penny porozrzucała wskazówki, teoretycznie przeznaczone dla wprawnego czytelnika, ale w rzeczywistości łatwe do zauważenia nawet przez odbiorcę nie obcującego na co dzień z klasycznymi kryminałami. Ślady są za lekko przykryte, za łatwe do odkrycia. Możliwe, że Penny nie chciała, by dane fakty uciekły czytelnikowi, jednak zrobiła to niezbyt subtelnie, przypadkowo kierując uwagę czytelnika od razu na fakty, które miały wybrzmieć dopiero w finale.

I cóż – jest to poważna wada, zwłaszcza, że w końcu „Martwa natura” to kryminał i na zagadce opiera się cała struktura powieści. Oczywiście, miło się obserwuje poczynania policji i to jak powoli dochodzą do rozwiązania, ale jednak jakby czytać instrukcję czegoś, co człowiek obsługuje już od paru lat. Na szczęście część obyczajowa ratuje sytuację – zwłaszcza, że nie dopowiada wszystkiego i wskazuje, że nie wszystkie zagadki Three Pines zostały rozwiązane.

„Martwa natura” jako kryminał nie robi wrażenia, sprawdza się bardziej jako ciekawostka – o taki przykład powieści kryminalnej prosto z Quebecu. O wiele lepsza jest jako powieść obyczajowa, zwłaszcza, że postaci wykreowane przez Penny nie zawodzą. A że do Three Pines Gamache ma powrócić w tomie następnym, to można mieć nadzieję, że będzie się działo.
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...