O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Złe towarzystwo

Robyn Harding "Złe towarzystwo"
Robyn Harding "Złe towarzystwo" Wyd. Prószyński i S-ka
Hannah właśnie kończy szesnaście lat, a mama planuje dla niej urodziny. Ma być grzecznie – parę koleżanek, tort i kilka filmów. Wystarczy jednak chwila nieuwagi rodzica i na niewinnej imprezie pojawiają się zakazane rzeczy. Wieczór wymyka się spod kontroli i kończy tragedią. Choć poszło nie tak, jak powinno, jedna rzecz się zgadza – tej imprezy nigdy nie zapomną.


Ten jeden niefortunny wieczór ciągnie się za nimi, niczym najgorszy koszmar. Błąd, wypadek, wynik zaniedbania ze strony dorosłych czy konsekwencja głupoty – jakkolwiek nazwać to, co wydarzyło się na urodzinach Hannah, prawdą jest, że jedna z dziewczyn została ranna. Ronni straciła oko, do tego dochodzi alienacja ze strony rówieśników i furia matki, która żądna zemsty domaga się odszkodowania. Wydawać by się mogło, że im dalej od jakiegoś wydarzenia, tym bardziej emocje powinny słabnąć. Tu przeciwnie – emocje buchają coraz mocniej, do sporu wciągane są kolejne osoby, tak więc sprawa dzieli coraz więcej osób.

„Złe towarzystwo” to takie nowe „Małe kłamstewka”. Owszem, inna fabuła, inni bohaterowie i trochę inna sytuacja, ale wydźwięk podobny. Idealne rodziny – a przynajmniej z wierzchu, bowiem w środku wszystko kipi. Co prawda u Harding idealność rodziny jest podkreślana tylko na jednym przykładzie – Sandersonów alias rodziców Hannah – u reszty rysy widać od początku. I może właśnie dlatego, właśnie przez to jest jedna rodzina idealna, dlatego aż tak wielki skandal wywołuje ten jeden wieczór.


Harding nieźle portretuje środowisko, w którym obracają się bohaterowie. Nie jest to nic odkrywczego, wielu zwrotów akcji, czy zachowań poszczególnych bohaterów można się domyślić, ale miło, że autorce udało się dobrze zarysować zarówno bohaterów dorosłych, jak i środowisko nastolatków.

O wiele lepiej idzie Harding portretowanie rodziny – a konkretnie Sandersonów. Dając Jeffowi, Kim i Hannah możliwość prowadzenia własnych narracji w powieści, pozwala to Harding ukazać ich rozpad z różnych perspektyw. Zabrakło trochę głosu Aidana – młodszego brata Hannah, o którym chyba nawet i autorka zapomniała, bo nastolatek pojawia się w całej książce ze trzy razy. Niby jest to zrozumiałe, bo jest poza główną osią fabularną, ale jednak ciekawym byłaby obserwacja całej tej sytuacji z perspektywy chłopaka, który nie jest w środku tego problemu, choć jednocześnie jest z tym wszystkim powiązany.

Robyn Harding napisała książkę, w której nie da się polubić żadnego bohatera. Żaden z narratorów nie potrafi zaskarbić sobie choćby grama sympatii czytelnika, niezależnie czy mowa o rodzicach Hannah, matce Ronni, czy też nastolatkach. Prawdopodobnie taki był zabieg, bo trudno uwierzyć, by autorce przypadkowo wyszły tak odpychający bohaterowie. Ten efekt potęgują niedomówienia, których skądinąd jest mnóstwo – nie wiedząc, co dokładnie działo się na urodzinach Hannah i opierając się tylko na rzucanych po kątach komentarzach, czytelnik może podejrzewać najgorsze. Zwłaszcza, że im dalej w las, tym gorsze oblicze odsłaniają poszczególne postaci. Nic dziwnego – emocje buzują, a napięcie rośnie.

Porównując „Złe towarzystwo” do „Małych kłamstewek” powieść Harding wypada blado. Patrząc na niego jednak odrębnie, zyskuje, choć trudno uznać to za tytuł zaskakujący. Jednak jako studium przypadku, studium powolnego rozpadu rodziny – rodziny, która w chwili urodzin Hannah była już nadpsuta, czyta się to świetnie.
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...