O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Skąd się biorą Holendrzy

Ben Coates
Skąd się biorą Holendrzy
Ben Coates
Skąd się biorą Holendrzy Wydawnictwo Uniwersytetu Jaiellońskiego
Gdybym miał jednym zdaniem powiedzieć o czym jest ta książka, to bym powiedział, że o wszystkim, czego nie wiedzieliście o Holandii, bo nie mieliście się kogo o to zapytać. W tej oto książce na wszystkie pytania udziela nam odpowiedzi Anglik z urodzenia, a Holender z wyboru, Ben Coates.

Holandia w oczach statystycznego Polaka jawi się jako kraj, gdzie ludzie jedzą dużo sera, marihuana jest ogólnie dostępna, jeździ się na rowerach i kwitną tulipany. Przyznam, że moja wiedza o tym kraju niewiele wykraczała poza wymienione wcześniej ogólniki, dlatego chętnie sięgnąłem po tę pozycję. Jak już wcześniej wspomniałem, Autorem jest Brytyjczyk, który pewnego pięknego dnia utknął w Rotterdamie i pozostał w nim do dnia dzisiejszego. Autor pokochał swą nową ojczyznę miłością na tyle szczerą, ze postanowił ją przejechać wszerz i wzdłuż, zdobywając na jej temat wiedzę zarówno historyczną i geograficzną, jak i poznając mentalność statystycznego Holendra. Z tych oto właśnie Podróży powstał niecodzienny przewodnik po współczesnej Holandii.


Holendrzy pracują znacznie mniej od innych Europejczyków, a są od nich bardziej zamożni i wyluzowani. Jednocześnie jednak przywiązują wielką wagę do czystości, a brudne okno w domu staje się hańbą dla całej rodziny. Holender jest wyższy od innych mieszkańców Europy, bwiem jada dużo nabiału, Holender dba o zabezpieczenie socjalne, bowiem świeże są w pamięci narodu doświadczenia godowej zimy 1944/45, kiedy to niedostatek i głód wkradł się do każdego holenderskiego domu. Holender nie lubi Niemców, szczególnie za dokonywane w czasie wojny konfiskaty rowerów, nie chce jednak pamiętać o sporym odsetku kolaborantów w podbitym narodzie. W końcu Holender wie, że w kraju położonym poniżej poziomu morza, obywatele skazani są na współpracę i dbałość o dobro wspólne, co znajduje przełożenie na ogólną kondycję kraju. W tym obrazie Holandii jest jednak pewna nieścisłość. Coates surowo ocenia postawę Holendrów w czasie ostatniej wojny, zapominając jednocześnie, że ci postępowali dokładnie tak, jak mieszkańcy okupowanych wysp brytyjskich. Ich mieszkańcy dostali zalecenie, by nie prowokować w niczym okupanta i powstrzymać się przed aktami oporu. To prawda, że swoją okupacyjną przeszłość Holendrzy rozliczali bardzo długo, przyznając dopiero w 2000 roku, że nie powstała żadna, zorganizowana pomoc prześladowanej ludności żydowskiej, że rząd holenderski odwrócił się od swoich żydowskich obywateli, ale to właśnie w Amsterdamie wybuchł jedyny w całej okupowanej Europie strajk skierowany przeciwko prześladowaniom i deportacji Żydów. Nie zrównoważy to oczywiście zaangażowania holenderskiej policji w deportację, warto jednak wspomnieć o tym, zorganizowanym przez lewicowych robotników, akcie oporu. Choćby przez zwykłą uczciwość.

Czy po tej książce Holandia jawić się może jako kraj, w którym można mieszkać? Pewnie tak, ale zawsze wszystko zależy od indywidualnej oceny każdego z nas.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...