O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Smocze kły

Michael Crichton "Smocze kły"
Michael Crichton "Smocze kły" Wyd. Rebis
Dziki Zachód, bijatyki, wyścig na śmierć i życie dwojga naukowców, wykopaliska i dinozaury – czego można chcieć wiedzieć? Zwłaszcza, gdy za historię odpowiada człowiek, który napisał „Park Jurajski” czy „Westworld”?

William Johnson, młody, rozpuszczony i skłonny do ryzyka student pod wpływem nierozważnie zawartego zakładu, dołącza do wyprawy paleontologa Marsha. Wprawdzie nie żywi wielkiego zainteresowania dla dinozaurów, ale zachowanie profesora, przewrażliwionego i węszącego wszędzie spisek, sprawia, że całe te wykopaliska zaczynają go intrygować. A gdy Marsh przekonany, że William szpieguje dla jego przeciwnika, porzuca go podczas drogi, jego fascynacja wykopaliskami staje się już na tyle wielka, że bez wahania Johnson łączy siły z Copem. Nawet się nie spodziewa, że to dopiero początek jego problemów.


„Smocze kły” to najnowsza, pośmiertnie wydana powieść Michaela Crichtona, człowieka, którego może nie jest przez wszystkich kojarzony z nazwiska, ale o których tytułach słyszał każdy. To pisarz, który stworzył takie tytułu jak „Park jurajski”, „Andromeda znaczy pamięć” czy „Człowiek terminal”. To reżyser „Świata Dzikiego Zachodu”, „Wielkiego napadu na pociąg” i twórca „Ostrego dyżuru”. Człowiek, który całe życie spędził nad kolejnymi projektami, ciekawy świata i nauki, chętnie korzystający z prawdziwych wydarzeń czy faktów, by opowiedzieć jakąś historię.

Tak jest i w przypadku „Smoczych kłów” – napisanych pod wpływem historii rywalizacji profesorów Marsha i Cope’a. Obaj paleontolodzy przez całe życie zażarcie ze sobą konkurowali, ich spór przekraczał granice absurdu, a czytanie o tym sprawia, że człowiek się zastanawia, jakim cudem ktokolwiek brał ich na poważnie. To jedna z tych historii, która i bez oprawy powieściowej brzmi interesująco, a której nikt by nie poznał poza wąskim gronem naukowców zajmujących się historią naturalną.


Co z pewnością czuć to to, że Crichton pracował z filmami – jego książki są niezwykle plastyczne, pełne opisów, niemal widać, jak kolejne wydarzenia się rozgrywają, ale jednocześnie sceny akcji są napisane tak sobie. Tak jakby Circhton jedynie robił sobie notatkę, mając w głowie całą sekwencję bitwy, ale streszczając ją do paru zdań, bo hej, i tak to przecież nakręci, więc po co się wysilać. Może zresztą tak było – rozbudowany szkic, zarys scenariusza filmowego, pomysł, który rozrósł się do książki, ale nie w każdym aspekcie dopracowany i skończony. Trudno orzec z perspektywy czasu, wszak sam autor od dawna nie żyje, ale można przypuszczać, że były powody, dla których „Smocze kły” przez trzydzieści lat leżały w szufladzie.

„Smocze kły” to nie jest powieść wybitna, bo też i Crichtona trudno uznać za wybitnego pisarza. Ale bije z niej sentyment – do świata westernu, do świata pełnego przygód, różnorodnego i niebezpiecznego. Do czasów wielkich, niespodziewanych odkryć dokonywanych przez śmiałków niebojących się śmierci, a spryt i szczęście było głównym sprzymierzeńcem. I tę podróż, w jaką zabiera czytelników Crichton, jest ze wszechmiar udana.
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...