O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Gliny z innej gliny

Marcin Wroński
Gliny z innej gliny
Marcin Wroński
Gliny z innej gliny Wydawnictwo WAB
Polskie czytelnictwo na kryminale się opiera, a w tym gatunku poczesne miejsce zajmuje Marcin Wroński, twórca lubelskiego supergliny Zygi Maciejewskiego. Dziesiąty tom przygód lubelskiego policjanta spina poprzednie tomy i przenosi nas z powrotem do naszej rzeczywistości. Marcina Wrońskiego wspierają w tym Ryszard Ćwirlej, Robert Ostaszewski i Andrzej Pilipiuk.

Był w Grecji jeden cwaniak. Jak mu stało w metryce, nie wasza trefna broszka, dość że dla swojej ferajny ten urka prawilny był Tantal, takie miał pseudo oryginalnościowe. Zblatował się na prawo i lewo, pił jak równy z ważniakami i najlepsze kurwy były jego, forsą szastał i trząsł nie tylko swoją dzielnicą, ale całą Grecją, pod hajrem…..


Ta dość oryginalna w swojej formie wersja mitu o Tantalu, otwiera pierwsze opowiadanie o Maciejewskim, opowiadanie, w którym dzielny policjant szuka sprawcy potrójnego morderstwa. W kolejnych Policjant odwiedza Poznań, szuka fałszerzy kosztowności i sprawców włamania do mieszkania emerytowanego pasera. W końcu akcja przenosi nas w lata powojenne, w których to pojawia się drugi, w rodzinie Maciejewskich pogromca złoczyńców. Olek, syn Zygi jest całkiem niezłym milicjantem, który o mały włos nie stał się esbekiem. Czasem Olek korzysta z doświadczenia ojca, naśladując jednocześnie jego przywiązanie do mocnej wódki. Zarówno ojciec i syn są dobrymi śledczymi, jednak z woli Autorów są niejako glinami z innej zupełnie gliny. W sumie to warunki kreują naszą codzienność, nasze postępowanie, zmuszając jednocześnie do zawierania mniej, lub dalej idących, kompromisów. Ojciec nie będzie więc rozumiał postępowania syna, a syn ojca. Twórcy opowiadań wyraźnie sympatyzują z ojcem, nie potępiając jednak syna. Bo i ten nie splamił się do końca, mimo służby w komunistycznej milicji. Ale tak naprawdę to Lublin ze swoimi tajemnicami, lubelski Kośminek, na którego ulicach jeszcze teraz można zebrać po twarzy, choćby przez przypadek. I wreszcie eleganckie, jak na standardy wschodniego miasta, Centrum miasta, są prawdziwym bohaterem tego zbiorku. A dla mnie, człowieka, który kilka lat swego życia spędził na jego ulicach, chodził do mieszkającej na LSM dziewczyny i pijał podrasowaną winem wytrawnym kawę w Czarciej Łapie i uciekał milicjantom przez całą Lubartowską, te opowiadania to powrót do tamtych lat, kiedy nie tylko miałem więcej włosów, ale też bardziej czarnych niż dziś. I do tego miasta, które przeklinałem czasami, ale do którego czuję też sentyment.


Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...