O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Bańka

Siri Pettersen "Bańka"
Siri Pettersen "Bańka" Wyd. Rebis
Kine ma dwanaście lat i jest przekonana, że nie ma sprawiedliwości na tym świecie, a wszyscy są przeciwko niej. Dlatego, gdy pewnego, bardzo przykrego dla niej dnia, znajduje tajemniczą kulę, która pozwala jej oddzielić się od rzeczywistości bańką, bez wahania jej używa.


Siedzenie w bańce, odgrodzona od świata – to jest spełnienie marzeń Kine, pewnej, że nic dobrego jej nie spotyka. Wszak rodzice wydają jej tylko rozkazy, nie rozumieją, każą chodzić na tę głupią pływalnię, będącą dla niej koszmarem, a mama nie chce ustąpić ani na krok w jakiejkolwiek kwestii. Do tego jest przezywana Bańką, musi śpiewać w bożonarodzeniowym chórku – uosobieniu żenady. Biorąc to pod uwagę, siedzenie w bańce z dziwną, szmacianą lalką, jest czymś wręcz idealnym. Oczywiście, bardzo szybko okazuje się, że bańka ma nie tylko swoje plusy, że odgrodzenie się od świata jest niebezpieczne i nie należy do najlepszych pomysłów.

„Bańka” to najnowsza powieść Siri Pettersen, autorki znanej w Polsce trylogii „Krucze pierścienie”. Co prawda ciągle siedzi w konwencji fantasy, ale w przeciwieństwie do poprzednich książek, wykorzystuje ją w zupełnie inny sposób. „Krucze pierścienie” były typową fantastyką, „Bańka” z kolei jest czymś w rodzaju współczesnej baśni. Ewentualnie powieści młodzieżowej z elementami fantastyki, ale to zależy, jak odczyta się sposób pisania Pettersen. Możliwe, że jest trochę zbyt naiwny jak na powieść typowo dla nastolatków, co sprawia, że chyba bezpieczniej zaliczyć „Bańkę” do tworu bazującego na baśni.


Struktura jest bardzo przejrzysta i nawet małe dziecko zrozumiałoby morał płynący z opowieści. Oczywiście, wszystko jest przykryte dużą ilością fantastycznych motywów i nastoletniego poczucia krzywdy, ale jednak. I oczywiście, można narzekać, że jest to zbyt naiwne podejście, bo mądrość płynąca z opowieści nie jest też zbyt skomplikowana i sprowadza się do rady bycia dobrym i zachowywania się fair w stosunku do innych. Nie jest to wyszukane, Pettersen nie odkrywa przed czytelnikami tajemnicy wszechświata, ale też nie miało takim być.

Miłym jest sposób w jaki Siri Pettersen tę prawdę jednak przedstawia. Nie moralizuje, nie komentuje od razu, jakież to błędy popełnia bohaterka i gdzie tkwi problem – pozwala jej mówić, podejmować kolejne decyzje i samej dojść do tego, co nie gra. Oczywiście, czytelnik wie, co jest problemem dużo wcześniej od protagonistki, ale to wynika z prostoty struktury.

Ale to w jaki sposób czytelnik widzi świat zależy od postrzegania samej bohaterki – narzucona wpierw wizja okrutnego świata, gdzie wszyscy są przeciwko niej, jest wciągająca i na tyle przekonująca, że trudno Kine nie wierzyć. To, że chyba nie wszystko jest tak, jak wydaje się Kine, przychodzi z czasem, ale znów – te drobnostki, które zakłócają wykreowany przez nastolatkę obraz świata, przyznaje sama Kine.

„Bańka” nie jest może najbardziej odkrywczą książką roku, ale jest przyjazna i ma w sobie sporo uroku. Niesie w sobie prosty morał, ale został ciekawie podany. Poza tym zawsze warto się przekonać, jak sprawdza się lubiany autor w nieco innej dla niego konwencji.
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...