O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Niespodziewany sukces manifestu pokolenia Wypędzonych

Sabina Baral
Zapiski z wygnania
/okładka wydania jubileuszowego/
Sabina Baral
Zapiski z wygnania
/okładka wydania jubileuszowego/ Wydawnictwo Austeria
Minęło ponad dwa lata od czasów tamtej rozmowy. Zapiski z wygnania stały się istnym hitem wydawniczym, co, według zapewnień Autorki, było dla Niej zaskoczeniem. Nie do końca wierzyłem w te zapewnienia. Ta książka bowiem wykraczała poza wąską grupę jej naturalnych odbiorców. Nasza ówczesna rozmowa była niejako rozwinięciem książki, w jej trakcie bowiem Sabina powiedziała o odczuciach, które można było wyczytać jedynie między wierszami Jej książki. Wiedziałem wtedy, że do rozmowy tej będziemy musieli wrócić, a informacja o pomyśle przeniesienia Zapisków na deski teatralne, jedynie utwierdziła mnie w tych odczuciach.

Czyste szaleństwo i sen. Tak nasza Autorka komentowała powodzenie Zapisków. A przecież ta książka jest uniwersalnym zapisem losów postawionego poza nawiasem wszystkich norm pariasa. Historia młodej dziewczyny, która dostała od życia potężnego kopniaka już na progu dorosłości, a która musi, z dnia na dzień, stać się silna, musiała wstrząsnąć czytelnikiem, a scena z dworca kolejowego w Wiedniu, tak plastycznie opisana w książce, byłaby godna Antonioniego. Wyobraziłem sobie taką oto scenę. Sabina Baral kreśli pierwsze Słowa Zapisków. Nagle pojawia się Tajemniczy Nieznajomy i przepowiada, iż to, co pisze przemówi do wyobraźni tysięcy ludzi, że pisana właśnie książka wykroczy poza czytelnika obarczonego podobnym Autorce doświadczeniu, że stanie się inspiracją ludzi teatru, a nawet, być może, zostanie na podstawie Zapisków, nakręcony film. I właśnie o reakcję ówczesnej Sabiny na taką hipotetyczną scenę postanowiłem zapytać na samym początku rozmowy.



Adamie, pobudziłeś moja wyboraźnię. Tajemniczy nieznajomy? Tajemniczy bo go nie znam, czy dlatego ze szepcze do mnie z ukrycia i mówi mi rzeczy o których nawet nie marzyłam?

Miałam kiedyś koleżankę klasową, Czesie Grynfarb -- miała ogromne oczy, jak Bambi, i piękne, rude włosy. Przychodziła do mnie odrabiać lekcje, ale nie bardzo się do tego kwapiła. Robiła dramatyczne pozy przy kaflowym piecu w kacie pokoju, i mowiła ze zostanie "słynną aktorką." Traktowałam jej słowa poważnie i nawet trochę jej zazdrościłam; skąd ona wie ze będzie słynna?! Ale u Czesi te dwa słowa, "słynna", i "aktorka", były nierozłączne.

Tańczyłam wtedy w balecie u Sylwii Swen, dawnej primabaleriny, mistrzyni baletu i choreografii, żony Jakuba Rotbauma. Od czasu do czasu, kiedy potrzebowano do przedstawienia dzieci, tańczyłam nawet na scenie opery wrocławskiej. Bardzo chciałam zostać w balecie, ale to było nie do pomyślenia. Tata ciągle powtarzał, że "trzeba mieć zawód", czym taniec w jego mniemaniu nie był. Tłumaczył mi ze kto wie, będę się musiała samodzielnie utrzymywać... W końcu, jako ostateczny argument, pod nosem, dodawał: "musisz pamiętać ze jesteś Żydówka." Więc wiedziałam ze zdobędę jakiś praktyczny zawód, podczas gdy Czesia Grynfarb będzie słynną aktorką! Ale kto wie co jej rodzice mówili?! Sadzę,że też by się czuli bezpieczniej gdyby córka miała konkretne plany na każdą żydowską ewentualność, a nie marzenia.


Wiec w tym kontekście Tajemniczy Nieznajomy, który przepowiada sławę literacką, brzmiałby magicznie i kusząco. I chyba bym mu jednak nie wierzyła, bo jak by się to miało stać?

Ten Tajemniczy Nieznajomy niech na razie pozostanie tajemnicą. To prawda, nie doceniamy samych siebie i czasem sukces zaczyna nas przerastać. Pamiętam Twoje słowa o śnie, w jakim się znalazłaś. I jednym z elementów tego snu jest właśnie Monodram w reżyserii Magdy Umer, w którym wcieli się w Ciebie Krystyna Janda. Przyznam, że kiedy czytam jakąś książkę, wyobrażam sobie przeniesienie je na ekran, zastanawiając się nad obsadą, spierając się sam ze sobą nad poszczególnymi aktorami. Nie inaczej było w przypadku Zapisków, tylko, że spór ten szybko stał się bezprzedmiotowy. Ty i Krystyna Janda. Obie jesteście niezmiernie atrakcyjnymi kobietami sukcesu, nie tylko zawodowego. O tym jaka jesteś, wiemy oboje, a i pozostali, którzy poznali Cię przez pryzmat książki, lub prowadzonych z Tobą rozmów, zdążyli Cię poznać. O tym kim jest Krystyna Janda wie każdy, kto interesuje się polską kinematografią. Jaka była więc Twoja pierwsza myśl na wieść o tym, że w Sabinę Baral wcieli się na czas monodramu właśnie Ona? Jak spojrzałaś na samą siebie przez pryzmat Jej dotychczasowych ról?

Krystyna Janda... Byłam już Amerykanką kiedy Jej kariera osiągnęła szczyty. W USA filmy polskie widzi się rzadko, głównie na Festiwalach, wiec nie znałam jej ról, ani tego jak oddziaływała na publiczność i jakie sukcesy w związku z tym osiągała. Ale znałam nazwisko i dziwnym zbiegiem okoliczności nasze drogi się skrzyżowały. Nasza krakowska ciocia zaprzyjaźniona była z Andrzejem Wajdą, a jej stosunki z Krysia Zachwatowicz były wręcz siostrzane. Przez wiele lat oglądałam zdjęcia Wajdów tuż obok naszych w orzechowej gablocie na Pawlikowskiego: Krysia z Piwnicy, Andrzej odbierający Oscara, oboje w Mandze... Kiedy odwiedzaliśmy ciocię, często zjawiali sie tez Wajdowie. Czasami Andrzej opowiadał o pracy i to od niego nauczyłam sie nazwiska "Krystyna Janda". Raz wspomniał ze jest gotowy kręcić ale Janda teraz nie może, Jej mąż umiera. Czy wybierze inna aktorkę? Nie, poczeka.

Moje sztokholmskie koleżanki opowiadały prawie ze bogobojnym szeptem ze były w Warszawie w teatrze, "u Jandy."

"Jaka była więc Twoja pierwsza myśl..." pytasz.

Adamie, dzisiaj Andrzej juz nie żyje, a Ciocia leży na krakowskim cmentarzu na Miodowej. "Krystynie Jandę" poznaję z mediów. To pierwsza dama nie tylko polskiej kinematografii, ale i sceny; "the Polish Meryl Streep," tłumaczę dzieciom. A w ostatnich latach również i symbol odwagi, intelektu, i postawy moralnej, która krzepi i przyzwala nadzieje. I ta osoba -- bo za symbolem jest przecież piękną, mądrą osobą, zdecydowała sie użyczyć moim ZAPISKOM swoja twarz, i glos, i moc wszystkiego co sobą przedstawia. I za jej sprawa szept, nie mój, ale szept kilkunastu tysięcy wygnanych polskich Żydów, szept społeczności, której już nie ma i kultury, która juz nie jest częścią polskiej kanwy, ten szept, a raczej krzyk usłyszą z widowni tysiące innych osób. Dla mnie to jest SPEŁNIENIE. Jakiegokolwiek zadośćuczynienia chciałam pisząc ZAPISKI, o czymkolwiek myślałam, dla rodziców, za rodziców, moich i naszych, za tych wymęczonych rodziców których życie tak okrutnie potraktowało... Krystyna Janda stanie na scenie w ich sprawie.

Mam nadzieje ze wrócimy jeszcze kiedyś do Tajemniczego Nieznajomego.





Pozostańmy przy filmie. Pamiętasz na pewno najlepszą ekranizację Anny Kareniny. Kreowała ją Greta Garbo. Była tam scena na peronie, w którym nic nie było ważne, tło, inne postacie... była tam tylko mimika twarzy. I ta właśnie scena towarzyszyła mi, kiedy po raz pierwszy czytałem scenę z dworca wiedeńskiego w Zapiskach. Wyobrażałem sobie pokazanie właśnie tej sceny, pewnie tuzowie kina mnie obśmieją, ale co mi tam, napiszę o moich wyobrażeniach. Jeden rzut na peron, towarzystwo, młodzieńca, który był ubrany jak z żurnala mody, potem te nieszczęsne kozaczki i nienaturalnie wygięte nogi, by nikt nie dostrzegł oderwanych obcasów i w końcu twarz, na której jest zmęczenie i ulga, że to już koniec, ale pomieszana z tym niepokojem, co będzie dalej. Kilkuminutowa gra samą twarzą, gdzie ważne jest tylko oświetlenie, mimika i makijaż. Oj, a obiecałem sobie, że postaram się nie poruszać niczego, co jest związane z marcem. Nie robimy tu bowiem apeli rocznicowych, choć oboje wiemy, że gdyby nie marzec, to książka ta by nie powstałą. Dobra, skoro jesteśmy przy tej scenie z dworca kolejowego w Wiedniu..... gdyby wtedy pojawił się ten Tajemniczy Nieznajomy i chciał dodać tej dziewczynie, która jeszcze nie zdaje sobie sprawy jak będzie za chwilę silna, to jakich słów musiałby użyć? Co musiałby zrobić, byś nie rozkleiła się zupełnie, tylko poprawiła na głowie koronę i ruszyła na podbój świata?

To była dla mnie trudna chwila. Stan nieważkości, bo nie wiem na czym tu się oprzeć, jak ziemia mnie poniesie. Chyba nie myślałam o stratach, o Jacku, o wujkach, o podartym pamiętniku... Wszystko zostało za nami, nie ma po co patrzeć do tylu.... Tylko jedna noga przed druga. Szukałam w tym bzdurnym momencie godności, bo może to był właśnie ten pierwszy raz kiedy rodzice patrzyli na mnie szukając otuchy.

Ten "młodzieniec, który był ubrany jak z żurnala mody" o którym wspominasz mimochodem żenował mnie... Tacy młodzieńcy często na mnie patrzyli z zainteresowaniem, wodzili wzrokiem, cos tam zagadywali, a ja widząc to odchodziłam kokieteryjnie, nonszalancko, pewna siebie. Teraz on na mnie nie patrzył, a o kokieteryjnym odejściu nie było mowy....

Tajemniczy Nieznajomy mógłby sie do mnie uśmiechnąć, mógłby popatrzeć na te połamane kozaczki i zacząć się śmiać, tak normalnie i ja bym chyba też wybuchła śmiechem i dzielilibyśmy tę chwilę. Mógłby mi szepnąć : "Nie musisz być silna, bądź spokojna", bo ja tego nie wiedziałam. Ale najważniejsze i najmocniejsze, co mógłby mi powiedzieć to: "Granica za Toba. Nikt Cie tutaj juz nie skrzywdzi."



To teraz znowu wróćmy do samej książki. Rozmawiałem niedawno z pewną feministką, która odczytała Twoją książkę w sposób, jaki mnie zaskoczył. Oto moja znajoma stwierdziła, że gdybyś rozwinęła w niej bardziej wątek amerykański, wątek wychodzenia z roli emigrantki, aklimatyzację w Stanach Zjednoczonych, a co za tym idzie karierę i zdobycie się na niezależność, oraz zamianę ról z rodzicami, książkę można by odczytać jako wręcz biblię soft feminizmu. Przyznam, że mnie to zaskoczyło, powiedz więc, jak się czujesz jako potencjalna ikona feminizmu?

Feminizm.... przyznam Ci sie ze nie wiedziałam jak sie nawet zabrać do odpowiedzi na to pytanie. Na dobra sprawę już nie wiem nawet co to jest "feminizm". Ale właśnie plany o nowelizacji ustawy antyaborcyjnej w Polsce jakoś mnie zainspirowały -- może to co kiedyś nazywano feminizmem jest teraz solidarnością kobiet i lojalnością w sprawach nas dotyczących?

Za feministkę sie nigdy nie uważałam. Niezręcznie ubrana Bella Abzug, prawnik w dziwnych kapeluszach i rozchłestanych swetrach, była feministka. Betty Friedan była feministką i działaczką sołeczną. Gloria Steinem, piękna dziennikarka, założycielka czasopisma Ms., też była feministką. Wszystkie tak o sobie mówiły – że są feministkami. Wszystkie, nota bene, Żydówki – nie sądzę, że to przypadek, ale też nie najważniejszy powód.

Wiec przyjechałam do USA witana nie tylko rasizmem, ruchem równouprawnienia afroamerykanów, czy tragedią wojny w Wietnamie, ale tez i protestami feministycznymi, paleniem biustonoszy, i literaturą "Mistyki kobiecości" która kwestionowała tradycyjną role amerykańskich kobiet. A mnie z tego wszystkiego najbardziej interesowała praca kreślarki.

Do palenia biustonoszy było mi daleko, bo niby dlaczego?! Nigdy nie protestowałam kiedy ktoś kurtuazyjnie otwierał mi drzwi, pomagał w noszeniu paczek, czy podsuwał krzesło. Dlaczego?! Wszelkie składane mi symboliczne hołdy nie zaprzeczają przecież istocie równouprawnienia. Równouprawnienia -- nie równości. Przecież jestem naprawdę inna od mężczyzny.

Lata 70-te były jednak latami rosnącej świadomości praw kobiet. Na przykład Olivetti miało problem kiedy będąc w ciąży z moja najstarszą córką poprosiłam o coś wtedy nieznanego -- o urlop macierzyński. Chcieli mnie zadowolić we wszystkim, miałam wysokie stanowisko i byłam im potrzebna, ale mój przełożony, szef filii amerykańskiej Dr. Lorenzotti, tłumaczył ze "jak dadzą mi urlop macierzyński, to przecież o taki upomni sie każda sekretarka!" Zaproponowali mi płatny urlop chorobowy. To był nowy problem i zastanawiałam się, czy walka o urlop macierzyński jest czymś w co chcę się zaangażować. Doszłam jednak do wniosku, że źle podchodzę do całej sprawy, ciąża nie jest chorobą. Odrzuciłam ofertę i po kilku jeszcze starciach przyznano mi urlop macierzyński, co odbiło się echem w firmie i w prasie.

Jedną z gwiazd Olivetti była wtedy Dr. Marisa Bellisario, później szefowa całego Italtel. Drobna, śliczna, wymalowana i wymanikurowana, na jakichś dramatycznie wysokich obcasach, w różowych kostiumach Laury Biagiotti – utożsamiała kobiecość i żelazną dłonią kierowała firmą zatrudniającą trzydzieści tysięcy pracowników w 130 krajach. "Taką kobietą chcę być" -- myślałam. Jej bielizna to na pewno koronki marki La Perla, i nikt tego nie będzie palił!

W sumie nie toleruje dyskryminacji. Jakiejkolwiek. Może matki feminizmu uznałyby mnie za godna spadkobierczynie ich ideałów?


Pozostało jeszcze jedno pytanie. Ocena sztuki. Oboje jednak zgodziliśmy się, że za wcześnie na odpowiedź. Rozmawialiśmy bowiem jeszcze przed premierą. Później, na poznańskim spotkaniu z czytelnikami Sabina sama zaczęła opowiadać o przedstawieniu. Sam spektakl jako połączenie tekstu, muzyki i obrazów, niczym performance, przemawia do wyobraźni. Zbrodnia doskonała, której należy samodzielnie doświadczyć. To Słowa Sabiny, a kiedy je wypowiadała poczułem, że moje starania, by rozmowa nasza nie dotyczyła marca 1968, a była poświęcona Sabinie i przedstawieniu legły w gruzach. Powinienem jednak to przewidzieć. Gdyby nie ten cholerny marzec to zapewne nigdy byśmy się nie poznali. Ona, szczęśliwa Wrocławianka, a ja Poznaniak z wyboru, nie dowiedzielibyśmy się o swoim istnieniu. I nie poznałbym kobiety, której serdecznością obdzielić by można tuzin innych. Dodatkowo ten Marzec stale był w czasie naszej rozmowy obecny. Ale czy ta klęska była stuprocentowa? Oj, nie. Dzięki Tajemniczemu Nieznajomemu, który w przyszłości będzie pretekstem do kolejnej naszej rozmowy, poznałem Sabinkę od nieco innej strony, a dzięki temu, że wszystko to skrzętnie spisywaliśmy, poznać mogą Ją i inni. Ponadto znowu zrozumiałem, co Sabina chciała powiedzieć wtedy, we Wrocławiu, kiedy, przemawiając na spotkaniu rocznicowym swojej klasy, apelowała, by o wszystkim, co było udziałem Jej pokolenia opowiedzieć naszym dzieciom. I cokolwiek teraz bym napisał, jakiekolwiek podsumowanie bym wymyślił, to wszystko zabrzmi patetycznie, a przez to nieco sztucznie. I chyba tylko mrugający do nas Tajemniczy Nieznajomy może nam pomóc.

Choćby dolewając kawy do naszych filiżanek i zapewniając, że to jeszcze nie koniec naszych rozmów wobec czego podsumowanie tej rozmowy jest zbędne.




Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...