O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Jestem bratem NN

Fleur Jaeggy
Jestem bratem NN
Fleur Jaeggy
Jestem bratem NN Noir sur Blanc
Lektura trwa około czterech godzin; pamięć o książce pozostaje na resztę życia. To zdanie, wypowiedziane przez Josifa Brodskiego o zbiorze opowiadań szwajcarskiej pisarki, było dla mnie dostateczną rekomendacją do tego, by sięgnąć po tę książkę. I nie zawiodłem się.

Zacznijmy od tego, czym właściwie powinienem kończyć rozważania na temat tych dwudziestu opowiadań. Krótkie, kilkustronicowe opowiadania zawierają skondensowaną treść, którą każdy inny pisarz rozwinąłby do rozmiarów grubej książki. Tę książkę można bowiem porównać do galerii malarstwa, w której oglądamy obrazy, z lekka tylko zarysowane, jakby ich twórca leniwie pociągnął kilka razy pędzlem, wiedząc, że jego dzieło jest skończone w oczach odbiorcy. Bo tak właśnie jest. Po cóż nam zewnętrzne opakowanie postaci, jeśli liczy się jej wnętrze? Po cóż nam dialogi, jeśli istotna jest sama treść przekazu? Czy nie lepiej wydobyć z samego dna ludzkiej duszy to, co najbardziej boli, co stanowi nie tylko o naszym wnętrzu, ale też o naszych lękach i o tym, przez co najbardziej cierpimy.


W opowiadaniach Jaeggy dominuje śmierć. Młody człowiek chce jak najwcześniej umrzeć, obawia się jednak uczestnictwa w pogrzebie matki, uznając, iż wystarczy jak będzie na nim ona sama, w innym opowiadaniu matka z synem wspólnie mordują bliską im osobę, uznając jednocześnie, że najważniejsze jest ukrycie ciała, którego tak naprawdę i tak nikt nie chce szukać. Śmierć dla Jaeggy wydaje się być również synonimem samotności, wszystkie nakreślone postacie są samotne, jakby Autorka chciała powiedzieć, że nie należy bać się samotności, jest ona bowiem tak samo naturalną częścią naszej egzystencji, jak choćby uczucie głodu czy pragnienia. Ale samotność ta wypływa z utracenia bliskiej osoby, stąd jakże często pojawia się siostra, ta utracona, czasem zazdroszcząca, dyskretnie opiekuńcza i starająca się żyć według własnych norm, zachowując to, co osobiste dla samej siebie. Tak, Fleur Jaeggy doskonale rozszyfrowała współczesnego człowieka, samotnego, lękającego się śmierci i tęskniącego za rajem utraconym. Niestety Autorka nie podaje choćby jednej recepty na te dolegliwości lub choćby jakiegoś tropu. Czyżby nie wierzyła w istnienie remedium, mogącego zaradzić lub złagodzić nasze cierpienia? Czy faktycznie pozostaje nam melancholijne myślenie o życiu, zastępujące samo życie?

Chyba na te pytania każdy z nas powinien znaleźć własną odpowiedź


Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...