O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Słodko-kwaśna historia

Ngo Van Tuong
Dorota Podlaska
Słodko kwaśna historia
czyli wszystko, co chcieliście kupić w wietnamskich sklepach, ale baliście się zapytać
Ngo Van Tuong
Dorota Podlaska
Słodko kwaśna historia
czyli wszystko, co chcieliście kupić w wietnamskich sklepach, ale baliście się zapytać Wydawnictwo Drzewo Babel
Co łączy wszystkich ludzi na świecie? Na pewno to, że każdy z nas musi jeść, różni nas tylko to, w jaki sposób przygotowujemy posiłki. Przed laty codzienne menu powielane było z pokolenia na pokolenie, córka przyrządzała potrawy zapamiętane z kuchni matki, czasem tylko zmieniając ilość przypraw. Dziś, w dobie przemieszania ludności, częstych podróży i mnogości książek kucharskich chętnie sięgamy po coś z egzotyki. Stajemy się bowiem wybredni i ciekawi wszelkich nowości.

Wietnamczycy zaczynają powoli wtapiać się w nasz krajobraz. Handel i usługi. W tych dziedzinach czują się jak ryby w wodzie. Ruszają więc do nas zaopatrzeni w mrówczą wręcz pracowitość, energię właściwą tym, którzy nie mają już gdzie wracać. Obok ciężkiej pracy czeka ich u nas sukces. Oczywiście na miarę własnych możliwości i zdefiniowany według ich oczekiwań. O nich właśnie i o ich kuchni opowiada właśnie, podzielona na trzy części, książka.


Część pierwsza zawiera kilka indywidualnych historii wietnamskich biznesów w Polsce, w których humor miesza się z tym najbardziej bolesnym smutkiem. W drugiej znajdziemy wspaniały przewodnik po ingrediencjach kuchni wietnamskiej, jednak to, co tygryski lubią najbardziej znajdziemy w części trzeciej. Dwanaście przepisów kulinarnych. I właśnie dla nich sięgnąłem po tę książkę.

Nie uważam się za dobrego kucharza, ale lubię wszelkie kuchenne eksperymenty. Oczywiście ich wyniki nie zawsze spotykają się z wielkim aplauzem. Pomidorowa tortilla czy falafel nie spotkały się z uznaniem nawet mojej strony, dlatego przepisy analizowałem pod kątem łatwości ich wykonania. Sałatkę z kalarepy zrobi pierwszy z brzegu dureń, uznałem zapisując ją jako jedną z pierwszych przekąsem. Sajgonki postanowiłem pozostawić na późniejsze kuchenne eksperymenty, uznając, że wieprzowina karmelowa podana jako danie główne i banany smażone w cieście, jako deser, bęą ozdobą każdej kolacji, której jeszcze co prawda nie zrobiłem, ale wszystko przede mną.


Książki, a zwłaszcza jej ostatniej części, nie radzę czytać wieczorami. Wzbudza apetyt, a jak wszyscy wiemy, jedzenie po 22 nie jest zbyt dobrym pomysłem.


Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...