O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Snoby

Julian Fellowes "Snoby"
Julian Fellowes "Snoby" Wyd. Marginesy
Edith złapała szczęście za nogi. Właśnie poślubiła hrabiego Charlesa Broughtona, młodego arystokratę, spełniając tym samym marzenie swoje i własnej matki. Nikt wokół nie ma wątpliwości, że wybór małżonka powodowany był głównie tytułem i stanem konta. Problemy zaczynają się, gdy do posiadłości Broughtonów przyjeżdża przystojny aktor.


Historię Edith i jej poczynań czytelnik obserwuje z punktu widzenia narratora – aktora, jej przyjaciela i przedstawiciela arystokracji. Opowiada ze swojej perspektywy, tak więc nie poznaje się całego skandalu i jego skutków z pierwszej ręki, ale raz na jakiś czas pojawiają się rozdziały, w których można poznać myśli i odczucia głównych bohaterów historii. Ale przy tym, trudno powiedzieć, czy to narracja wszechwiedząca i po prostu Fellowes nie podołał swojemu zamierzeniu opowiadania o Edith przez jej przyjaciela czy też – i to jest lepsze wyjaśnienie – te rozdziały poświęcone rozmyślaniom Edith, Charlesa i ich rodzin to po prostu fantazja i przypuszczania narratora, który tym samym uzupełnia swoją opowieść.

„Edith poślubiła pewną ideę życia zaczerpniętą z powieści i czasopism. Wyobrażała sobie podróże, pokazy mody i spotkania z Mickiem Jaggerem. Już widziała, jak wydaje na Mauritiusie przyjęcie dla księżnej Michael…”

„Snoby” to satyra na klasę wyższą, arystokratów, którzy choć czasy świetności mają już dawno za sobą, kurczowo trzymają się przeszłości, zasad i tradycji, podtrzymując ułudę wielkości. W tym zaślepieniu są niemal wszyscy, począwszy od głównych bohaterów opowieści, ich rodzin, aż po poboczne postaci i samo społeczeństwo - co przypomina co chwilę narrator [choćby rozstępowanie się tłumów, niczym Morza Czerwonego, by przepuścić utytułowane głowy]. Najlepszym podsumowaniem przekonania o swojej własnej wielkości i niepowtarzalności jest postać lady Uckfield, która niewzruszenie zachowuje się tak, jakby czasy edwardiańskie czy wiktoriańskie trwały w najlepsze.


Jest to jednak jednocześnie satyra niepozbawiona czułości. Fellowes sam wszak jest przedstawicielem brytyjskiej arystokracji, zresztą można podejrzewać, że narrator opowieści to jego alter ego [z powodu m.in. tej samej pozycji obserwacyjnej, jaką zajmują względem reszty swojej klasy – Fellowes wszak związany jest ze światem filmowym]. O wszystkich przywarach arystokracji mówi ciepło, o zaślepieniu i przywiązaniu do przeszłości opowiada z uśmiechem, ani razu nie potępiając wprost czynów Edith czy w ogóle zachowania swojej klasy.

Fellowes niby krytykuje arystokrację, ale jest to krytyka nie pozbawiona ciepła i miłości. Cięta, ale nie bez sympatii – to teoretycznie tylko opowieść o skandalu i romansie, ale sam sposób opowiadania powoduje, że nie sposób się od niej oderwać i nie ma się poczucia nudy czy tego, że wie się, jak historia się skończy.
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...