O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Stambuł, Stambuł

Burhan Sonmez
Stambuł, Stambuł
Burhan Sonmez
Stambuł, Stambuł Książkowe klimaty
Najdziwniejszą cechą Stambułu było to, że wolał pytania od odpowiedzi. Potrafił zamienić szczęście w koszmar albo w drugą stronę – po beznadziejnej nocy nadchodził radosny poranek. Swoją moc czerpał z niepewności. Nazywali to przeznaczeniem miasta. Z raju jednej z ulic na kolejnej można było niespodziewanie trafić do piekła.

Więzienie gdzieś głęboko pod ulicami najwspanialszego z miast świata. W malutkiej celi siedzą marznąc i czekając na swoją porcję tortur mężczyźni. W ich sytuacji rozmowa jest jedyną odskocznią od brutalnej rzeczywistości. Mężczyźni nie mają powodów by sobie ufać. Nie, nie podejrzewają swoich współtowarzyszy o świadomą zdradę. Wiedzą jednak, że każdy z nich może ulec pokusie i wyjawić oprawcom cudzy sekret, skorzystać z pokusy złagodzenia, choćby na chwilę, cierpienia, zachowując jednocześnie swoją tajemnicę. Jednocześnie wiedzą, że na torturach można wyjawić absolutnie wszystko, lub też wszystko ukryć we własnym sercu. Tu nie ma możliwości, by zatrzymać się w pół drogi. Nie ma też tu miejsca na marzenia o przyszłości. Tu każdy sam przeżywa swoją golgotę i wie, że pozostała mu tylko przeszłość i właśnie tę przeszłość jest tak pożądana przez oprawców. Każde przesłuchanie to nie kończące się cierpienie, to próba, w której wyznacza się granice bólu na ciągle to nowym poziomie. Nic więc dziwnego, że rozmowy więźniów zawężają się do neutralnych zagadnień. Dowcipy, dawno zasłyszane opowieści i legendy, oto treści, które są dla nich bezpieczne i odsuwają myśl o kolejnym opuszczeniu celi i torturach. W końcu jednak w celi pojawi się ktoś, kto uświadomi im potęgę wyobraźni. I od tej chwili każdy z nich może opuścić więzienie, choćby w marzeniach, czy wyobraźni.


Mężczyźni więc wyobrażają sobie, że oto maja okazję zapalić papierosa. Nieistniejący tytoń zawijają w niewidzialną bibułkę, zaciągają się głęboko delektując się smakiem dymu, by w końcu zgasić niedopałek w wyimaginowanej popielniczce. Kolejnym marzeniem jest łyk orzeźwiającej raki i oczekiwanie na świeżo przyrządzoną rybę z grillowanymi warzywami. Taki posiłek, jedzony na tarasie z widokiem na Bosfor o zachodzie słońca okraszony rozmowami i śmiechem, zamyka tą ponurą przecież opowieść. Równolegle bowiem z dialogiem prowadzonym w celi, każdy z naszych bohaterów snuje w duszy własną opowieść, zaczynającą się w dniu aresztowania. Opowieść, której adresatem jest tylko czytelnik, stanowi przeciwwagę banalnych, iście dekameronowskich opowieści, którymi każdy z nich zabija długie i zimne godziny oczekiwania. Wrażenie starcia świata brutalnego z łagodnością sybarytów ceniących sobie rozkosze stołu, oddziałuje na zmysły czytelnika, który dość brutalne, choć nie eksponowane, sceny tortur przyjmuje jako fizyczną ingerencję we własne ciało. Autor nie skazuje jedynie bohaterów na cierpienie. Wraz z nimi przeżywa tortury czytelnik, by wreszcie znaleźć ukojenie na stambulskim tarasie.

Stambuł w tej książce jest jakby nieobecny. Nie dociera on do cel, tak samo jak nie może tam dotrzeć promyk słońca, czy nadzieja. Jednocześnie Stambuł czasów dyktatury wydaje się być najbardziej ponurym miejscem na świecie. Tu każdy uczynek może urosnąć do rangi bohaterstwa, lub spaść na poziom zdrady. Tak naprawdę to nie wiemy w jakim czasie Burhan Sonmez umieścił akcję swej książki, wiek jego pozwala nam jednak sądzić, że jesteśmy świadkami dyktatury mrocznych lat osiemdziesiątych, które na zawsze naznaczyły stracone pokolenie choćby takich pisarzy jak Mario Levi i miały wpływ na twórczość tych młodszych jak Ece Temelkuran czy Elif Shafak. Ten okres jest dla Turków tym, czym dla Hiszpanów wojna domowa. To kopalnia tematów nie tylko rozliczeniowych, ale i przestrzegających przed podziałami społecznymi, czy przed narzucaniem własnych norm moralnych, etycznych i przekonań politycznych. To ostrzeżenie przed dyktaturą, która chce mieć monopol na wyznaczanie norm w każdej sferze życia, pogardliwie i nienawistnie traktując wolną wolę. Jednak ducha złamać nie sposób, przekonuje Sonmez, każdy bowiem, nawet w najtrudniejszych, najbardziej czarnych chwilach może ustrzec swe myśli i marzenia, przez ingerencją prześladowców.


I tego chyba prześladowcy obawiają się najbardziej.


Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...