O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Dowód ontologiczny

Andrzej Ballo
Dowód ontologiczny
Andrzej Ballo
Dowód ontologiczny Wydawnictwo Novae Res
Poznajmy Anzelma, nauczyciela i pasjonata matematyki, człowieka, który nie stroni od alkoholu i jest wrażliwy na czar pięknych kobiet. Bohatera książki, która nieźle namiesza nam w głowach.

Życie możemy porównać do gry komputerowej. Dokonywane przez nas wybory powoduj pewien ciąg zdarzeń, których skutki powodują konieczność szukania nowych rozwiązań. Niestety, w życiu nie możemy cofnąć się do punktu, w którym można na nowo dokonać wyboru. Co by jednak było, gdyby wybór taki był możliwy? Gdybyśmy mogli za pomocą jednego kliknięcia pozbyć się naszych dotychczasowych przyzwyczajeń, czy nałogów? Jeśli taka modyfikacja życia dokonywana była w sposób świadomy bylibyśmy pewnie uszczęśliwieni. Bogatsi o zdobyte doświadczenia kształtowalibyśmy nasze życie doskonaląc je przy każdej modyfikacji, a to z kolei pozwoliłoby nam na życie wręcz idealne. Każdy z nas mógłby się cofnąć do dnia, kiedy sięgnął po pierwszego papierosa lub do chwili, kiedy porzucił miłość życia, lub nie skorzystał z życiowej okazji. Co jednak, jeśli takowe modyfikacje dokonywane są bez naszego udziału? Jeśli nasz wybór jest ograniczony i sprowadza nas do roli kukiełek wystawianych na jedno tylko przedstawienie i chowanych do schowka o nazwie życie?


Te pytania kołatały mi się w głowie w czasie lektury Dowodu ontologicznego. W tytule książki Andrzeja Ballo kryje się myśl św. Anzelma z Cantenburry. Dowód na istnienie Boga, zgodnie z którym samo pojęcie, sama istota Boga zawiera dowód na jego istnienie. Nasz matematyk, bohater książki, świadom jest swego duchowego pokrewieństwa ze Świętym. Bóstwem Anzelma jest matematyka, zgodnie z nią wszystko można udowodnić i wyjaśnić, a reszta, jedzenie, alkohol i kobiety, są przyjemnym dodatkiem umilającym przerwy między kolejnymi zadaniami. Obok Anzelma żyją jego zmysły, krytycznie recenzując codzienność naszego matematyka. Smak piwa czy kawy, zapach kobiety czy potraw, dźwięki, obraz… to wszystko dzieje się niejako w tle życia Anzelma. Obok naszego bohatera są oczywiście kobiety. Dyrektorka szkoły, dawna partnerka, dentystka czy piękna kardiolożka… Wszystkie one pobudzają fizyczność naszego bohatera, który zaczyna dostrzegać pewne zmiany we własnym postępowaniu. Jedynie sny mogą przynieść jakieś wyjaśnienia, ale kto by u licha wierzył w sny? Chyba tylko Anzelm, który zaczyna pojmować, iż jest bohaterem gry, bohaterem, ale i jednocześnie jej Autorem.

Andrzej Ballo napisał książkę, której lekturze towarzyszy złudzenie alkoholowego upojenia. Tu nie ma niczego niezmiennego, czytelnik nie jest w stanie przewidzieć zwrotów akcji, nie może niczego założyć i cały czas porusza się wśród zdań jak małe dziecko we mgle. Szklanka wódki zagryziona grzybkiem halucynogennym stworzy zapewne podobne lekturze wrażenie, więc po tej książce nic nie będzie już takie same.


Ale chyba właśnie o to chodzi?


Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...