O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Mroki

Jarosław Borszewicz
Mroki
Jarosław Borszewicz
Mroki Wydawnictwo Iskry
Są książki, których nie powinni czytać dwudziestolatkowie. W tym wieku bowiem sądzi się, że cały świat stoi przed człowiekiem otworem. Po czterdziestce człowiek wie już, czym jest ten otwór, może więc czytać najbardziej dołującą prozę. Ta właśnie myśl przebiegła mi po głowie, kiedy po latach, po raz drugi przeczytałem Mroki Jarosława Broszewicza.

Nad życiem Dueta wisiała klątwa braku akceptacji i poczucia niskiej wartości. Całkowity brak zasad, dzięki którym mógłby wyrówna swe szanse w grze z życiem wywołała u niego poczucie beznadziejności. Z tego więc względu jedynym, komu Duet chciałby dowieść swojej wartości był on sam. Nie powinna nas więc zdziwić decyzja chłopca, iż nie podjął studiów na prestiżowym kierunku. Duet zdał ten egzamin tylko dla udowodnienia swojej wartości, swej wyższości nad innymi.


Przepaść zawodowa między aktorem a dorożkarzem wydaje się większa niż kanion Kolorado. Związek dorożkarza z aktorką wydaje się więc bardziej egzotyczny niż Eskimoski z mieszkańcem wysp Bora Bora. A jednak Nieobecna i Duet tworzą pozornie udany związek. Związek, w którym dwójka ta rani się wzajemnie i upokarza. Nieobecna wstydzi się swego wybranka, a on odpłaca jej niemą, wręcz pogardliwą zazdrością. W ogóle stosunek naszego bohatera do kobiet to mieszanka czułości i zimna. Erotyka bowiem w doświadczeniu Dueta ma smak przygnębienia płynącego ze zdrady lub zawodu. Czyż nie lepiej jest więc zakończyć to, co piękne, kiedy można wspominać cudowne chwile i nie brudzić wspomnień tym co złe?

Miłosne i egzystencjalne rozterki naszego bohatera przerywane są kontemplowaniem zasłyszanych w dorożce cytatami ludowej filozofii pełnej krytycznej recenzji życia, oraz dialogami z Wiktorem, wyimaginowanym przyjacielem Dueta. Wiktor jest tak naprawdę ucieleśnieniem psymizmu naszego bohatera i to on pcha go w kierunku samozagłady. Śmierć można oszukać żyjąc i tworząc pozory szczęścia, ale czy na dłuższą metę jest to możliwe? Czyż szczęście i śmierć nie są dwiema stronami tej samej monety, bliskimi krewnymi, którzy spotykają się tego każdego dnia bawiąc się tak naprawdę losem ludzkim? A może w ogóle nie powinniśmy zastanawiać się nad tymi sprawami, bo nadmiar wdychanej melancholii nas udusi?


Borszewicz napisał książkę wbijającą w fotel, zmuszającą czytelnika do refleksji nad samym sobą i światem, a jednocześnie przygnębiającą pesymizmem właściwym ludziom znudzonym własną dojrzałością. I dziwić może tylko, że książkę tę pisał w wieku, w którym ma się jeszcze złudzenia, iż świat jest piękny.

Ale może właśnie na tym polega jego kunszt pisarski?

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...