O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Trzysta tysięcy gitar nam gra

Dariusz Michalski
Trzysta tysięcy gitar nam gra
Historia polskiej muzyki rozrywkowej
lata 1958-1973
Dariusz Michalski
Trzysta tysięcy gitar nam gra
Historia polskiej muzyki rozrywkowej
lata 1958-1973 wydawnictwo Iskry
W kawiarniany gwar jak tornado jazz się wdarł i ja też chciałem grać….

Te słowa byłyby trafnym wstępem do monumentalnej książki autorstwa Dariusza Michalskiego. 15 lat z historii polskiej muzyki rozrywkowej, lat, które zaczęły się w okresie gomułkowskiej odwilży, a zakończyły w epoce Gierka, lat, które dowiodły jak muzyką można wyrażać swoje ja, wbrew otaczającej rzeczywistości. Lat, które dzięki swojej specyfice nigdy już się nie powtórzą.

Młodemu pokoleniu trudno będzie wyobrazić sobie problemy, z którymi borykać się musiał miłośnik muzyki. Nie było Internetu z popularnym kanałem youtube, telewizja stawiała pierwsze kroki, płyty winylowe z zagranicznymi nowościami były praktycznie niedostępne. Dla kogoś, kto nie chciał słuchać jedynie słusznej muzyki pozostało radio Luksemburg i samodzielne muzykowanie, te domowe i te w młodzieżowych klubach, które uwolnione z socrealistycznej obroży mogły zezwolić na przemycanie nowinek ułatwiając tym samym powstanie podwalin polskiego big beatu.

Trzysta tysięcy gitar nam gra. W tytule książki Michalskiego nie ma wielkiej przesady. Każdy, kto miał gitarę i potrafił sklecić kilka akordów szybko nabierał ochoty na podzielenie się swoim wnętrzem z otoczeniem. Mechanizm ten wspaniale został ukazany w jednym z odcinków „Wojny domowej”. Piosenka pisana przez nastolatków powstała przy akompaniamencie dwóch gitar i garnków zastępujących perkusję. Potem tylko konkurs, który miał otworzyć drogę do scenicznej kariery. Nic więc dziwnego, że w latach sześćdziesiątych w każdym mieście grał jakiś zespół, a jego członkowie marzyli o sławie, która stała się udziałem Johna Lennona czy Paula Mc Cartneya. I jak to bywa w życiu, marzenia jednych się ziszczały, marzenia innych legły w gruzach. Na ich drodze stawał brak szczęścia, talentu czy choćby przeklinany marzec 1968 roku, kiedy to kilka zespołów rozpadło się w scenerii dość podobnej do rozpadu słynnego zespołu Comedian Harmony. Stworzona przez nich muzyka pozostała, zapomniana często, ale ponadczasowa.


Książka Dariusza Michalskiego powala swoją objętością. Ponad osiemset stron tekstu i ilustracji oparte na kwerendzie i wywiadach z bohaterami tamtych dni zaowocowała pierwszą tego typu szczegółową monografią muzyki tamtych lat. Autor przypomniał nam o takich zespołach jak Tarpany, Śliwki czy Następcy Tronów. Zespołów, o których dziś pamięta garstka do mnie podobnych pasjonatów, którzy polują na każde nagranie zespołów i boleją nad tym, jak niewiele ich zostało. Czytelnika nie powinna jednak przerażać grubość samej książki, co język, jakim została napisana. Potrafi ona bowiem nie tylko zająć czytelnikowi cały wieczór, ale także i noc nie pozwalając się oderwać choćby na chwilę.

Co więc nam zostało? Czytać i słuchać muzyki, choćby tej



Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...