O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Przewodnik po kawiarniach literackich XX wieku

Andrzej Z. Makowiecki
Warszawskie kawiarnie literackie
Andrzej Z. Makowiecki
Warszawskie kawiarnie literackie wydawnictwo Iskry
Podobno prawdziwy literat nie może żyć bez kawy i rozmów. A gdzie łatwiej znaleźć jedno i drugie niż w kawiarni?

Kawiarnie literackie. Miejsca wręcz kulturotwórcze, miejsca, gdzie spotykają się elity, by dyskutować o literaturze, wymieniać poglądy, czasem plotkować, wreszcie miejsca, gdzie rodziły się przyjaźnie i romanse. W kawiarniach wypadało bywać nie tylko po to, by wypić pół czarnej i wypalić papierosa, ale też po to, by kreować własny image, skupiać wokół siebie wielbicieli, wreszcie by zabić nudę czy szukać natchnienia. Bo przecież literat też ma prawo być znużony, zniechęcony lub po prostu głodny pomysłów. Słowem, kawiarnie literackie były w XX wieku tym, czym dziś facebook czy twitter.

Historię najpopularniejszych kawiarni przybliża nam Andrzej Z. Makowiecki. Jego "Warszawskie kawiarnie literackie" to spisany na podstawie relacji i wspomnień subiektywny przewodnik po zapleczu literackiego życia stolicy. Oczywiście nie tylko Warszawa tworzyła literaturę, a bohema innych miast z pewnością była nie mniej barwna. Jednak chyba od czegoś trzeba zacząć? Oczywiście kawiarnia jako instytucja kultury została już wielokrotnie opisana. Gdyby więc Autor poszedł tą drogą powstałaby kolejna książka o propagowaniu kultury w warszawskich kawiarniach. Z tego też względu Makowiecki postanowił zająć się historią mody na bywanie w kawiarniach, mody, która doprowadziła do powstania żartu, iż wszelkie narody pijają kawę, Polak zaś na nią chodzi.

Nie byłoby kawiarni literackich gdyby nie młodopolska bohema. Łatwo to zrozumieć, nawet zamożni artyści pragnęli wyrwać się z atmosfery własnego domu i zaznać czegoś nowego. Ci biedni zaś, tylko w kawiarni mogli liczyć na ogrzane pomieszczenie, nieco światła a wszystko to za równowartość jednej filiżanki kawy. Jeśli dodamy do tego nimb Jamy Michalikowej i ambicje do powtórzenia jej sukcesu, jasnym się dla nas stanie dlaczego kawiarnie literackie powstawały jak grzyby po deszczu. Nie wszystkie jednak miały szanse zaistnieć, zaś pozostałe oddały swą kulturową rolę kabaretom. W swej dojrzałej formie kawiarnie literackie były miejscem ściśle zhierarchizowanym. Biada tym, którzy niezaproszeni ośmielili się w przedwojennej Ziemiańskiej usiąść przy stoliku, gdzie siadał Boy czy Słonimski, równie ostre przyjęcie czekałoby tego, kto narzucałby się swym towarzystwem Gombrowiczowi. Pisarz bowiem był niczym nabab- z byle kim nie mógł się pospolitować. Zwyczaj ten przetrwał wojnę i został przeniesiony choćby do kawiarni Czytelnika, by umrzeć śmiercią naturalną, gdy pisarze włączyli się w walkę opozycyjną.


Dziś takich kawiarni już nie ma. Szkoda, bo chętnie bym popatrzył z kącika na moich ulubionych pisarzy, chętnie przeniósłbym się w czasie by zaznać niepowtarzalnej atmosfery miejsc, które zniknęły wraz z końcem XX wieku.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...