O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Księga listów Brunona Schulza. Książka, którą warto przypomnieć

wydawnictwo słowo/obraz terytoria
„Pani milczenie było jakimś głucho dolegającym kolcem w mojej świadomości” / z listu do Anny Płockier/

W czytaniu cudzej korespondencji jest coś nieetycznego. Wdzieramy się bowiem w najintymniejszą część osobowości, odsłanianą tylko dla adresata. Jednakże w jakiż to inny sposób mamy poznać i zrozumieć tak tajemniczego człowieka jakim był Bruno Schulz? Gdyby Schulz pozostawił po sobie wdowę, dzieci, które by go wspominały, gdyby zachowało się więcej jego utworów, wreszcie gdyby nie jego rozliczne fobie, zapewne nasza wiedza o nim byłaby obszerniejsza. Tak się jednak nie stało- Schulz nie pozostawił po sobie zbyt dużej spuścizny – wiele rękopisów zaginęło w dziejowej zawierusze, listy zapewne spłonęły wraz z miastami, w których żyli ich adresaci, grafiki spotkał taki sam los. Pozostały jednak Sklepy cynamonowe, cząstka listów i to, co najważniejsze- pamięć ludzka. Właśnie ta pamięć ludzka spowodowała, iż wielbiciele Schulza, wbrew rządzącym, walczyli o zachowanie pamięci o Artyście. Zbierane listy, grafiki, relacje osób, które znały Schulza, pozwoliły nakreślić wizerunek drohobyckiego artysty.
Sam zbiór listów powstał staraniem Jerzego Ficowskiego, który już od lat czterdziestych ubiegłego wieku zbierał wszelakie pamiątki po Schulzu. Wszystko to, opatrzone wspaniałym wstępem Ficowskiego i wydane przeszło 4 lata temu jest dla nas wspaniałym uzupełnieniem wydanej niedawno Księgi obrazów.
Lektura listów zawiedzie z całą pewnością tych, którzy będą w nich szukać dowodów na masochistyczne skłonności artysty, nie znajdą też dowodów na podboje miłosne Schulza. Jedyne aluzje zawarte w listach świadczą o tym, iż Schulz był głęboko zakompleksiony, niepewny siebie, własnej przyszłości. Znając moc swoich słów, swego talentu nie próbował wejść przebojem w życie. Nawet w listach kierowanych do swoich muz, jak je określali biografowie Schulza, czyli Romany Halpern i Anny Płockier, brak było jakichkolwiek aluzji świadczących o intymnym charakterze znajomości. Z całą pewnością Schulz był intelektualistą. Przemyślenia i analizy literackie, ślady trwających dyskusji listownych świadczą o nietuzinkowości Artysty. Sama lektura jednak nie daje odpowiedzi na podstawowe pytania- jakim właściwie człowiekiem był Bruno Schulz. Nie możemy oczywiście winić za to książki, będziemy mieli pretensje o to do tego okropnego XX wieku, który naszą kulturę tak przenicował i tak zubożył. Jednak czy ten niedosyt nie stanie się dla nas inspirującym? Czy szukając odpowiedzi na zadawane sobie pytania nie sięgniemy po raz kolejny po Sklepy cynamonowe i nie zaczniemy szukać w nich Wielkiego Brunona?
Trwa ładowanie komentarzy...