O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

To, co zostaje

Wojciech Pieniążek
To, co zostaje
Wojciech Pieniążek
To, co zostaje Wydawnictwo Janka
Życie ma tylko początek. Zaczyna się od krzyku i eksplozji światła, potem jest cichnącą litanią powtórzeń, aż wreszcie staje się niesłyszalnym szumem, promieniowaniem tła, by w końcu się skończyć. Osiem liter, skończyć, nie siedem.

Coś się zaczyna, coś się kończy. Tak było, jest i będzie. Ta prastara prawda, ta odwieczna historia zaczyna się każdego dnia w każdym miejscu na kuli ziemskiej. I tą właśnie prawdę przypomina nam w swoim literackim debiucie Wojciech Pieniążek. Dość późny to debiut, trzeba przyznać, Autora trudno bowiem zaliczyć do młodych pisarzy, co zresztą widać w dojrzałej narracji. Jeśli cenimy lekturę, w którą należy się wgryźć, która wymaga refleksji daleko wychodzącą poza treść tej książki, powinniśmy ją przeczytać, uczta duchowa gwarantowana.


Zacznijmy jednak od początku. Mamy oto dwie historie, pozornie ze sobą nie związane. Scenerią pierwszej jest plebania, gdzieś na Podlasiu. Miejsce, które upodobali sobie żołnierze dwóch wrogich armii. Jedni i drudzy stanowią zagrożenie dla mieszkańców, mogą zabić, obrabować, zgwałcić. Zwłaszcza ci zwycięzcy, którzy w wojsku mieli odpokutować własną krwią dawne winy. A jednak nic się nie dzieje, żołnierze zachowują się poprawnie, a kiedy opuszczają gościnne progi jeden z nich zostaje. Dlaczego? Czy ma jakieś zadanie, czy jest jednym z zapomnianych żołnierzy, których jest pełno w armiach całego świata? Dialogi między mieszkańcami nie przynoszą odpowiedzi, są raczej autokreacją wizerunkową, zakładaniem maski, która ma ukryć…. No właśnie….

Druga historia rozgrywa się w Paryżu. Jesteśmy tu świadkami spowiedzi mężczyzny, zmuszonego do spowiedzi., która w istocie jest opowieścią o upadku, może nie dosłownym, ale emocjonalnym. Opowieść bohatera z licznymi dygresjami jest w istocie słowotokiem mającym ukryć słabości i winy, ale w rzeczywistości demaskuje go przed czytelnikiem. Czy winną nie jest tu kobieta, nad którą nie sposób zapanować, nie sposób zdobyć jej do końca, a która jest jednocześnie cały czas obecna. Zaiste może to być frustrujące, ale czy tylko to doprowadziło naszego narratora do stanu, który obserwujemy w czasie lektury?


Tyle o samej treści, ważnym jest jednak nie to, co zostało napisane, ale to, co widzi Czytelnik. W samej książce nie jest ważne to, co przekazał nam Autor, a to, co nie zostało dopowiedziane. Skoro coś się wydarzyło, to coś innego mogło zostać zburzone, bezpowrotne zniszczone. I właśnie w tej oto narracji postacie nie są kryształowo czyste, są brudne, jakby wyprane z wnętrza, puste.

Tak to się kończy, kiedy ludziom odbiera się to, co ważne.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...