O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Czas krwawego księżyca

David Grann
Czas krwawego księżyca
Zabójstwa Indian Osagów i narodziny FBI
David Grann
Czas krwawego księżyca
Zabójstwa Indian Osagów i narodziny FBI Wydawnictwo WAB
Ameryka lata dwudzieste XX wieku. Boom ekonomiczny trwa w najlepsze, Ameryka bogaci się, bogacą się Amerykanie. W Oklahomie odkryte zostały złoża ropy naftowej. Dla Osagów, Indian należących do plemienia Siuksów, odkrycie to wydawało się błogosławieństwem. Złoża leżały na terenie ich rezerwatu, a prawo gwarantowało im to, iż nie zostaną oni pominięci w zyskach z eksploatacji złóż.

Wieść o bogactwie Indian rozeszła się po kraju lotem błyskawicy. Powszechnie uważano, że dzikusy są jak dzieci i nie mogą samodzielnie decydować o deszczu pieniędzy jakie nagle spadły im z nieba. Prawo wymagało więc ustanawiania białego kuratora kontrolującego ich majątek. Nic dziwnego, że na tereny Osagów ściągali nie tylko przedstawiciele firm naftowych, ale i amatorzy szybkich zysków. Luksusowe towary oferowano Indianom z kilkusetprocentowym zyskiem, a Indianki zyskały nowych wielbicieli. Biały mąż mógł sprawować funkcję kuratora, a więc dla całej rodziny stanowił praktyczne rozwiązanie wymogów ustanowionego prawa. Bogactwo Indian stało się też powodem zawiści. Tak to już bowiem jest, że jeden człowiek uważa, że o wiele lepiej korzystałby z bogactwa drugiego, zwłaszcza, kiedy uważa, iż ten drugi zupełnie nie zasłużył na owo dobrodziejstwo losu. W takich warunkach, mimo, że rzezie Indian przeszły już do historii, tragedia wisiała wręcz na włosku.


Pierwsze morderstwo zdarzyło się w rodzinie Molly Burckhart. Jej siostra została zamordowana strzałem w tył głowy. Śledztwo nie przyniosło spodziewanych efektów, tym bardziej, że prowadzone było w sposób nieprofesjonalny. Wkrótce dochodzi do kolejnych zabójstw, a gdy ich liczba sięgnęła 24, do akcji wkroczyli agenci nowo powołanej służby- Federalnego Biura Śledczego. Dla jej szefa, Edgara Hoovera, szybkie wykrycie sprawcy jest sprawą ambicjonalną, stanowiącą o wartości i przydatności nowej organizacji zwalczającej przestępczość.

O tej historii nikt, oprócz Osagów, nie chce w Ameryce pamiętać. Przywołuje bowiem wspomnienie dzielenia ludzi na tych lepszych i gorszych, przypomina czasy, kiedy nabyte prawa mogły nie być respektowane, choćby ze względu na kolor skóry tego, kto z danego prawa chce korzystać. Przypomina również o ustawach, które dzieliły, miast łączyć. Pamięć o tym jest niewygodna, bowiem Amerykanie chcą iść naprzód, budując demokratyczne społeczeństwo. Na ile oczywiście budowa ta jest skuteczna, jest już tematem na inną dyskusję, niemniej jednak dzisiejsza Ameryka jest zupełnie innym krajem niż ten, w którym William Hale i jego wspólnicy postanowili wzbogacić się, bez względu na moralny i prawny aspekt przyjętej przez nich drogi prowadzącej do obranego celu. Dzisiejsza Ameryka nie akceptuje rasizmu i praw, które nie chroniłyby prawa własności, nie akceptuje też śledztw, które nie doprowadziłyby do znalezienia i ukarania ludzi, którzy są winni popełnionych zbrodni. W świadomości Osagów tamte czasy nie zostały nigdy rozliczone, a prowadzone śledztwo nie wskazało wszystkich winnych zbrodni. Agentom Hoovera zależało na szybkim wskazaniu winnych, więc przypisali grupie Hale`a wszystkie dokonane zbrodnie. Nic dziwnego, że historia ta wywołuje moralnego kaca i to nie tylko wśród mieszkańców Stanów Zjednoczonych. Również dla nas winna być ona groźnym memento, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, kiedy stanowione prawa mogą dyskryminować całe grupy społeczne.


A to prowadzi do tolerancji dla zła


Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...