O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Styczeń z Legimi

Masłowska, Wicha czy West – to parę z nazwisk, których powieści przeczytałam w styczniu na czytniku.

Pomiędzy doczytywaniem książek na egzamin, przeglądaniem notatek, udało mi się wydzielić trochę czasu na lekturę powieści dla przyjemności. Tak to jest – niby czasu brak, ale jak się ma pod ręką czytnik czy smartfona, to łatwo go wyjąć w zatłoczonym tramwaju i poczytać chwilę w drodze, czy też czekając na korytarzu, dać się pochłonąć na moment w literackim świecie. Czytam dużo, ale przez to, że miałam przy sobie jakiekolwiek urządzenie elektroniczne z ebookiem na dysku, przeczytałam jeszcze więcej – właśnie przez skradanie tych kilka minut w ciągu dnia. Bo tu kilka minut, tam kilka minut i nagle się okazuje, że przeczytało się pół książki [a normalnie poświęciłoby się tamten czas na przeglądanie facebooka, nie oszukujmy się].



Wśród tytułów tym razem znalezionych na Legimi znalazła się Masłowska. „Dramaty. Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku; Między nami dobrze jest” to dwa dramaty sceniczne, jakie autorka napisała na zamówienie dla teatrów. Można nie przepadać za stylem Masłowskiej, nie da się jednak odmówić jej umiejętności operowania słowem. Oba dramaty są genialnie rozpisane i choć sama fabuła, np. „Między nami dobrze jest” może nie przekonywać, to dla samego języka, dla samych gier słownych i metajęzykowych odniesień warto spróbować.



Z kolei książkę, ostatnio nagrodzonego Paszportem Polityki, Marcina Wichy „Jak przestałem kochać design” można polecać w ciemno. To przekrój historii design w Polsce, opowiedziany w sposób przystępny, tak że nawet największy laik zrozumie i nawet go to zainteresuje. Jest więc o meblach, jest o pierwszych projektach, o designie dnia dzisiejszego i o szkole plakatowania. A gdy już czytelnik przeleci przez tę pozycję, warto sięgnąć po „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”, które choć nie są dosłowną kontynuacją, to jednak uzupełniają „Jak przestałem kochać design”.



Dla wytchnienia od trudów dnia codziennego sięgnęłam po „Bezsenność na Manhattanie” Sarah Morgan. To jeden z tych zwyczajnych, bezpretensjonalnych i nie mierzących wysoko, romansów, w typie chick lit. Lekkie i przyjemne, a poza tym wciąga całkowicie - choć fabuła głupiutka i przewidywalna, to nie odbiera to ani przyjemności z lektury, ani gorączkowemu kibicowaniu bohaterom w drodze do ich happy endu. Z płynnego czytania niestety wytrącają zamieszczone na początku każdego rozdziału "złote myśli", które brzmią jak wyimek z Coelha, względnie - z sekcji porady w jakimś kolorowym pisemku.



Lubię sięgać po powieści młodzieżowe, choć niestety często są to lektury pełne bólu, bowiem ich autorzy nie umieją pisać, traktują swoich czytelników jak idiotów lub jak dzieciaki albo jedno i drugie. Dlatego miłym zaskoczeniem było spotkanie z twórczością Kasie West, której wszystkie książki ostatnio trafiły na polski rynek. I cóż, pierwszy wybór – „Blisko ciebie”- i od razu przyjemna lektura. Może nie powala na kolana, ale jest urocza, ciepła i optymistyczna, nie uciekając przy okazji od trudnych tematów. Ma ciekawych bohaterów i - co jest bardzo ważne - nie demonizuje postaci wokół [czyli nie kontrastuje bohaterów tak, by ktoś był ewidentnie złym tylko dlatego, że stoi pomiędzy Nim a Nią].
Marta Kraszewska
Tekst powstał przy współpracy z Legimi

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...