O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Pięć lat kacetu

Stanisław Grzesiuk
Pięć lat kacetu
Stanisław Grzesiuk
Pięć lat kacetu Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Mam z tą książką pewne osobiste wspomnienie. Stała na półce w domu mich rodziców i kusiła mnie swoim tytułem. Pięć lat kacetu. Miałem już, mimo młodego wieku, jakieś pojęcie o obozach koncentracyjnych, dlatego perspektywa przeczytania relacji kogoś, kto spędził w piekle za drutami aż pięć lat wydała mi się kusząca, zaś wszelkie sugestie, iż jestem za młody na taką lekturę przyjmowałem tak, jak to robi uparty dziesięciolatek. Po lekturze, ni e mając wcześniej do czynienia z tak dalekim realizmem i bezpośredniością przekazu, musiałem przyznać, iż faktycznie byłem na nią za młody. Rozumiałem jednak instynktownie, że nie zawierała ona wizji pobytu w kacecie jako relacji z młodzieńczej przygody.

Początek II wojny światowej. Młody warszawiak zostaje aresztowany i zesłany do obozu koncentracyjnego Dachau. Młody chłopak jeszcze nie wie czym jest obóz koncentracyjny, nie wie, ze w XX wieku można kogoś zabić zupełnie bez powodu, a człowieka można utopić w wiaderku wody. Szybko musiał zrozumieć, że dostał się do piekła, w którym jedynym ratunkiem jest łamanie wszelkich reguł, w którym by przeżyć nie wolno bać się bicia, w którym każdy przeżyty dzień jest sukcesem. Dachau, Mauthausen i wreszcie Gusen. Trzy obozy koncentracyjne i trzy miejsca obozowej edukacji Grzesiuka. W pierwszym usłyszał, że w obozie są co prawda ludzie żywi, ale już martwi, pojął więc, że trafił do świata, gdzie o śmierć i ból jest łatwiej niż o kęs strawy. W drugim zyskał przyjaciela i pewność, że nawet w najgorszych warunkach można pozostać człowiekiem. W trzecim zaś przeszedł pełną drogę żywego trupa do obozowego arystokraty żyjącego z grania na mandolinie.


Stanisław Grzesiuk pisząc swe wspomnienia chciał przedstawić codzienne życie przeciętnego więźnia obozu koncentracyjnego. Warszawski cwaniak szybko zrozumiał, że w tym miejscu praca więźnia służy wyniszczeniu, a otrzymywane pożywienie nie kompensuje utraconych sił. Więzień, współczesny niewolnik, ma umrzeć, bo w normalnym świecie jest niepożądany. Jego przestępstwem jest narodowość, przekonania polityczne, orientacja seksualna czy choćby fakt, że znalazł się kiedyś w nieodpowiednim miejscu, o nieodpowiednim czasie. To wszystko wystarczyło, by zakuć go w kajdany, ogolić głowę, zamienić nazwisko na numer, bić, zmuszać do katorżniczej pracy, głodzić i w końcu uśmiercić. Aby przeżyć, więzień musi przestać przestrzegać istniejących w obozie zasad. Musi więc unikać pracy i zdobywać za wszelką cenę żywność, oraz unikać pobicia. Wszystko to, okraszone sporym szczęściem pozwoliło Grzesiukowi przeżyć obóz i zdobyć nietypowe doświadczenie . w ekstremalnych warunkach człowiek zatraca bowiem całą swoją cywilizacyjną otoczkę. Niektórzy pozbywają się jej szybciej, przekonani, że lepiej jest bić niż być bitym. Jednorazowy kompromis z człowieczeństwem prowadzi szybko do jego zatracenia. Bowiem obóz niszczył człowieka nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Jedne, co może szokować czytelnika to język, jakim książka została napisana. Ten realizm, przyjęcie śmierci jako coś normalnego, codziennego szokuje. Tak, ktoś, kto obcuje codziennie ze śmiercią przyjmuje ją jak coś normalnego, oczywistego. Widok stosu trupów przestaje po jakimś czasie szokować, nie przeszkadzają też leżące na sąsiedniej pryczy ludzkie zwłoki, a niesione po stromych schodach na szczyt kamieniołomu wywołują jednie niechęć i chęć artykułowania wyzwisk.

Wszystko to było mi znane wcześniej. Dlaczego więc sięgnąłem po tę książkę ponownie? To wydanie jest pierwszym nieocenzurowanym, a trzeba pamiętać, że książka Grzesiuka poddana została trzykrotnej cenzurze. Pierwszą przeprowadził sam autor, skreślając niektóre fragmenty, między innymi swoją opinię o sensie obozowego ruchu oporu, w jego pojęciu źródle dodatkowego ryzyk i cierpień zaangażowanego w ten ruch więźnia. Druga cenzura była oczywista, a po raz trzeci książkę poddano skreśleniom po procesie, jaki wytoczył Autorowi współwięzień, nadmiernie wykorzystujący swe obozowe przywileje. Tak, to pierwszy pełny zapis pierwotnej myśli Autora.


Dziwnie się pisze o tej książce tydzień po tym, jak ujawniona została pewna impreza urodzinowa z maja 2017. Chyba gdzieś zniknęła wiedza, tak swego czasu powszechna w naszym kraju, o tym czym kończy się pogarda jednego człowieka wobec innych.

A szkoda.



Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...