O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Według innego klucza

John Donvan, Caren Zucker
Według innego klucza. Opowieść o autyzmie
John Donvan, Caren Zucker
Według innego klucza. Opowieść o autyzmie Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Autyzm. Zaburzenia psychorozwojowe pojawiające się przed ukończeniem trzeciego roku życia. Zaburzenia mowy, problemy w sferze społecznej, w sferze kontaktów międzyludzkich i dziwne, niewytłumaczalne zachowania. Na autyzm się nie choruje, autyzm się po prostu ma. Dziecko autystyczne czy autystyczny dorosły jest co prawda nieco dziwny, ale nie znaczy, że jest gorszy. Po prostu jego inność trzeba zaakceptować tak samo jak odmienność ubioru czy fryzury.

Dziś jesteśmy bardzo mądrzy. Jeśli mamy trochę szczęścia i trafimy na odpowiedniego specjalistę, wcześnie zdiagnozujemy autyzm dziecka, nauczymy się z nim żyć, zaczniemy też kształtować otoczenie i zaczniemy przygotowywać sami siebie na nietolerancję tego najgorszego stopnia. Wynikającą z niewiedzy, głupoty i strachem przed poznaniem. Musimy przygotować sami siebie na dziwne spojrzenia, niechęć otoczenia, wskazywanie palcem i te bolesne Słowa, z których debil, matoł czy imbecyl należą do tych bardziej łagodnych. Bowiem za naszymi plecami wszyscy zastanawiają się cóż z nami jest nie tak, skoro normalni ludzie spłodzili coś tak okropnego.

Na szczęście to doświadczenie nie stało się moim udziałem, ale w czasie lektury tej książki cały czas myślałem o sobie w roli ojca autystycznego dziecka. I uczucie ulgi mieszało się z gniewem wobec tych, którzy jeszcze dziś patrzą na inność jak na zagrożenie wobec własnej osoby. Zacznijmy jednak od początku. Siedemdziesiąt pięć lat temu stanie Missisipi w tak zwanej normalnej rodzinie urodziło się dziwne dziecko. Donald Triplett, bo właśnie tak nazywało się pierwsze tak zdiagnozowane dziecko, wykazywał się ponadprzeciętnymi zdolnościami, jednak był on wyalienowany z otoczenia. I zapewne mały Donald nie przeszedłby do historii, gdyby nie trafił do psychiatry dziecięcego, Leona Kannera. Kanner, jak wielu odkrywców medycyny, stawiając diagnozę uznał, że to nie on odkrył chorobę, bo jeszcze wtedy uznawano autyzm za schorzenie, ale tylko ją nazwał. Po tym nadaniu imienia, Kanner popełnił grzech niewybaczalny, ośmielił się bowiem szukać przyczyn autyzmu i uznał, że winę za to zaburzenie ponosi matka, która nie dość mocno kocha swoją pociechę. Ten werdykt na wiele lat skazał matki autystycznych dzieci na społeczne potępienie, wykluczył je poza społeczny nawias, w stopniu równie okrutnym, co niesprawiedliwym. Dodatkowo pozostawiła kobiety same ze swoimi dziećmi. Skoro matka sama jest winna, to po cóż jej pomagać? Pewnie jak zacznie bardziej kochać swe dziecko, to może znormalnieje? Ta pokrętna ludzka logika została złamana stosunkowo niedawno i to dzięki samym matkom, które wydały medycynie bezwzględną walkę sięgając po metody grup wsparcia, takich samych jak te, które znacznie wcześniej założył Bill Wilson.

Tak, John Donvan i Caren Zucker przedstawili historię ludzi przeciwstawiających się pogardzie i ostracyzmowi, zdeterminowanych, by zapewnić swoim dzieciom nie tylko właściwą opiekę, ale i równe życiowe szanse, normalny start w dorosłość. To też świetnie napisana historia ewolucji społecznego podejścia do autyzmu. Napisana z reporterską swadą wywołuje u czytelnika moralnego kaca. Każdy, kto ją przeczyta zada sobie proste pytanie : „Czy kiedykolwiek spojrzałem na takie dziecko z niechęcią?”, pragnąc jednocześnie by odpowiedź na nie była przecząca.


Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...