O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Rzeczpospolita krzemieniecka

Bożena Gorska
Rzeczpospolita krzemieniecka, albo nowe Ateny Wołyńskie
Bożena Gorska
Rzeczpospolita krzemieniecka, albo nowe Ateny Wołyńskie Wydawnictwo Wysoki Zamek
Kresy Wschodnie. Te dwa Słowa dla różnych ludzi w Polsce oznaczają zupełnie coś innego. Dla jednych są przyczynkiem do nacjonalistycznych resentymentów, do rozpamiętywania krzywd i marzeń o powrocie do rodzinnych domów. Dla innych z kolei są pretekstem wyrażania nienawiści wobec innych ludzi, dla których są one tylko narzędziem takim samym, jak dla kibica będzie szalik obcej drużyny. Najmniejsza grupa to ludzie, dla których Kresy to spuścizna duchowa kulturowa, to osiągnięcia naukowe i kulturalne oraz gospodarcze, jakie zostały pozostawione za obecną wschodnią granicą. Spuścizna, z której się jest dumny, a żal z powodu przerwania wielowiekowej obecności kultury polskiej na Kresach nie ma nic wspólnego z dżumą nacjonalizmu.

Gimnazjum Krzemienieckie. Założył je na początku XIX wieku Tadeusz Czacki, który lokując w budynkach dawnego kolegium jezuickiego wzorową szkołę średnią, szkołę, która miała korzystać z kadr uniwersyteckich, a więc pełnić miała funkcję szkoły wyższej, korzystał z pomocy nie kogo innego, jak Hugona Kołłątaja. Szkoła szybko zyskała renomę świetnej uczelni i zyskała prawo nadawania niższych tytułów naukowych. Kadra pedagogiczna, bogata biblioteka, której podwalinami był księgozbiór królewski i własna drukarnia. Wszystko to spowodowało, iż oto daleki Krzemieniec zyskał miano Aten Wołyńskich. Świetność uczelni przerwały carskie represje po upadku powstania listopadowego. Po odzyskaniu niepodległości liceum zostało reaktywowane na mocy dekretu Naczelnika Państwa, Józefa Piłsudskiego. Szkoła ta działała aż do wybuchu wojny, a po wojnie jej tradycje przejęło jedno z warszawskich liceów.


To właśnie o tym fenomenie kulturowym pisze Bożena Gorska. Autorka zdając sobie sprawę z faktu, iż nawet najciekawsza historia może być niestrawna, zwłaszcza dla młodego pokolenia, napisała tak naprawdę serię esejów dotyczących Polski międzywojennej, które to eseje można czytać w dowolnej kolejności, przerywając ich dalszą lekturę nawet na kilka tygodni. Samą książkę otwiera oczywiście esej związany z analfabetyzmem, który w dawnym zaborze rosyjskim był przeraźliwie powszechny, a w samym województwie wołyńskim dotyczył prawie 70% tamtejszej populacji. Misja cywilizacyjna, a raczej scalenie dawnych ziem zaboru rosyjskiego z resztą Kraju wydawało się więc wysiłkiem niemożliwym do zrealizowania. I choć misja ta nie została w pełni wykonana, to państwo polskie dowiodło, iż zdolne było do poważnego wysiłku edukacyjnego. Ta książka jest historią najwybitniejszej co prawda, ale jednej z wielu założonych na tym terenie. Była to szkoła elitarna i tak zarówno absolwentów jak i kadrę naukową potraktował okupant, mieli zginąć, bowiem sami byli nosicielami nauki, kultury i idei państwowotwórczych. Tak, nie bójmy się powiedzieć tego wyraźnie. Uczniowie tego liceum mieli być przyszłą elitą, której nowo powstałemu państwu po prostu brakowało. Brakowało ludzi wykształconych, ludzi chcących budować Polskę i którzy będą potrafili to robić. I właśnie z tego powodu ta książka jest cenna, ta książka to wzór postępowania, wzór tworzenia szkoły, której absolwenci będą ludźmi kreatywnymi, ludźmi myślącymi. Ta książka jest po prostu lekturą obowiązkową dla każdego ministra edukacji narodowej, każdy, kto myśli o objęciu tej teki winien ją przeczytać, ale ze zrozumieniem, by nie mordowano polskiej edukacji.


Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...