O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Winda

Magdalena Knedler
Winda
Magdalena Knedler
Winda Wydawnictwo Janka
To jeden z najbardziej demokratycznych środków lokomocji. Winda. Każdy z nas, kto mieszka na choćby na trzecim piętrze chętnie z niej korzysta. Wszak wracając do domu lepiej chwilę poczekać i pojechać, zamiast mozolnie wspinać się po schodach. Wind unikają chyba tylko chorzy na klaustrofobię, bądź stroniący od kontaktu z ludźmi. W windzie bowiem nie sposób uniknąć bezpośredniego z nimi kontaktu. A kontakt z ludźmi ma to do siebie, że potrafi nas kształtować, choć i my kształtujemy w niej otoczenie.

Anonimowy wieżowiec stojący na jednym z wrocławskich osiedli. Takich wieżowców jest wiele nie tylko we Wrocławiu, ale i całym kraju. Tu każdy, kto pragnie anonimowości może jej szukać. Kontakty, poza zwyczajowym dzień dobry, wypowiadanym koło windy, wystarczą za wszystkie stosunki sąsiedzkie. Nigdzie jednak nie sposób być w pełni anonimowym. Początkowo kojarzeni jesteśmy z piętrem, na którym mieszkamy. Potem, dziwnym zbiegiem okoliczności znane jest wszystkim nasze imię, ulubiona potrawa a nawet wykonywany zawód. Niepostrzeżenie sąsiedzi stają się bliscy. Czyżby efekt windy?


Chyba mieszkańcy tego bloku nie mogą bardziej różnić się od siebie. Starszy pan o arystokratycznych manierach na pewno nie pasuje do dziewczyny, która długo pracowała nad oczyszczeniem swej mowy z naleciałości gwarowych. Kanadyjski Żyd nie będzie pasować do Japonki, która czasami zakłada tandetne kimono i paraduje po ulicach z atrapą samurajskiego miecza. Kobieta zafascynowana haiku z pewnością nie przystaje do swego męża, gburowatego korpoludka, szukając pocieszenia w ramionach skrzypka. Skrzypek z kolei wzdraga się na myśl o nagim ciele anorektyczki, której jedynym pragnieniem jest wywołanie żądzy u mężczyzny. I jeszcze ta dobra dusza, piekąca wspaniałe ciasta i anonimowo podrzucająca je sąsiadowi, ta dobra dusza całego bloku, cicha i jakby niezauważalna… może dlatego, że mieszkająca na samym dole? A jednak ta dziwna mieszanka ludzka potrafi stworzyć, początku nieco ułomną, ale jednak wspólnotę. Początkowo te drobne sukcesy i nieco większe tragedie przeżywane są w samotności, później jednak staną się tajemnicą poliszynela, choć tak naprawdę nikt o nich nie mówi.

Magdalena Knedler z banalnej wręcz scenerii zrobiła zbiorowy portret Polaków, jaki nigdy by nam do głowy nie przyszedł. Czy portret jest prawdziwy, a masa lokatorska bloku jest reprezentatywna, jest kwestiami dyskusyjnymi. Nie to jest jednak ważne, autorce udało się po prostu otworzyć zamknięte drzwi mieszkań z blokowiska, gdzie jak napisał klasyk, wiele spraw nawarstwia się i spiętrza, po to, by uzmysłowić nam tę prawdę, którą znamy, ale jej nie rozumiemy. Nie jest ważne kim jesteś, nie jest ważne czego się boisz, czy co chcesz osiągnąć. Status materialny również nie jest istotny, podobnie jak i inne aspiracje. Musisz bracie spojrzeć na siebie jak na kogoś ważnego i tak sam siebie traktować, zdaje się mówić Magdalena Knedler, a jeśli Ci się to uda, to jesteś w połowie drogi do tego, by stać się szczęśliwym.


A chyba o to nam chodzi w naszym życiu?

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...