O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Nad piękną modrą Drevnicą

Antonin Bajaja
Nad piękną modrą Drevnicą
Antonin Bajaja
Nad piękną modrą Drevnicą Książkowe klimaty
Dzieciństwo. Lubimy je wspominać, idealizując często te minione lata. Ale jakże to robić, kiedy dorasta się w czasach, kiedy stare musi odejść, a nowe przeraża? Lub kiedy należy nauczyć się szybko tej obłudy, która zmusza do chwalenia tego, co naganne?

Zlin. Miasto na wschodnich Morawach, zbudowane jako miasto przemysłowe. To tu istniały słynne zakłady obuwnicze Baty, a życie całego miasta kręciło się wokół fabryki. Miasto, któremu odebrano po wojnie starą nazwę, a nowa miała na zawsze chwalić ideologię komunistyczną. A przecież miało być tak wspaniale. Entuzjazm pierwszych powojennych dni, powitanie chlebem i solą wyzwolicieli, normalizacja i próba powrotu do starych przedwojennych czasów została przerwana praskimi dniami lutowymi, kiedy to partia komunistyczna, przy zachowaniu pozorów przemian demokratycznych, przejęła w Czechosłowacji pełnię władzy. Nastąpiły czystki personalne, a wielu ludzi uciekło poza granicę kraju. Te dni zmieniły wszystko. Stare czasy odeszły w zapomnienie, zwołane kilka miesięcy po przewrocie wybory zostały zaplanowane tak, by można było wybrać tylko posłów akceptowanych przez partię komunistyczną. Wszędzie, gdzie okiem sięgnąć partia komunistyczna pokazywała kto właściwie rządzi krajem, czyj głos właściwie się liczy. Nawet niepozorny Zlin dostał nową nazwę, Gottwaldov.


Czasy, które nastały, nie były przyjazne dla przedwojennej inteligencji. Inteligencja, ta prawdziwa, z dziada pradziada ma jedną wadę. Ceni sobie niezależność i swobodę myślenia. W dodatku składa się ze zbyt wielu indywidualistów, a tych trudno zglajszachtować partyjną legitymacją czy pionierską chustą. Nowe czasy oznaczały dla nich konieczność milczenia i okres bezwolnego przyglądania sięszarogęsieniu dawnych parobków czy woźniców, którzy na każdym kroku przypominali co oznaczają nowe czasy. Dorastać w takich czasach? Aż skóra cierpnie na samą myśl o tym, a jednak wielu ludziom udało się czasy te przetrwać. I właśnie o takich ludziach pisze Antonin Bajaja.

Pisana w konwencji listów książka jest zarówno hołdem wobec tych, dzięki którym udało się pisarzowi zachować samego siebie nieskażonego komunizmem, wspomnieniem lat, które powinno się wspominać z rozrzewnieniem i uśmiechem na twarzy, ale przede wszystkim głębokim ukłonem w stronę Moraw, gdzie mieszkają dziewczyny o buziach tak apetycznych jak brzoskwinie, gdzie są wspaniałe pola i łąki, a wino, które daje ta ziemia może konkurować z nadreńskimi specjałami. Tej książki nie da się opowiedzieć, ją trzeba przeczytać, ale wcześniej choćby pobieżnie poznać historię Czechów, zdradzonych dwukrotnie przez sojuszników, własnych polityków, a nawet północnych sąsiadów i własnych obywateli.


Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...