O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Mur

Grzegorz Gortat
Mur
Grzegorz Gortat
Mur Wydawnictwo Janka
Odwieczne marzenia o świecie doskonałym, który można wytworzyć dzięki rewolucyjnym przemianom towarzyszą nam od czasów, kiedy Tomasz Morus spisał swe rozważania o idealnym społeczeństwie zamieszkującą pewną wyspę. Świat jednak musiał czekać dwa wieki na historię, która miała polemizować z marzeniami o wyidealizowanym świecie. A szkoda, bowiem droga do urzeczywistnienia ideałów często wybrukowana jest czaszkami ofiar przemian, z tego więc właśnie powodu obowiązkiem pisarzy jest tworzenie antyutopii w momencie, gdy ktokolwiek, czy z lewa, czy z prawa, namawia nas do tworzenia raju na ziemi.

Wszelkie rewolucje wybuchają pod hasłem sprawiedliwości społecznej. Klasa tych, którzy nie posiadają niczego pragnie sprawiedliwej redystrybucji dóbr, a nie mogąc uzyskać ich dzięki polityce fiskalnej, sięga po nie siłą, zabierając wszystko i marnotrawiąc to, czego nie zdoła zabrać. Ten mechanizm obserwujemy od czasów rewolucji francuskiej, po czasy nam obecne. Wszędzie tam, gdzie ktoś sięga siłą po cudzy majątek, usprawiedliwiając to „sprawiedliwością dziejową”, wszędzie tam, gdzie państwo nie chce lub nie potrafi zapewnić ochrony podstawowych praw, lub choćby wypracować kompromisu pomiędzy ich zachowaniem, a sprawiedliwą dystrybucją majątku, mamy do czynienia z państwowym bezprawiem, które szybko stanie się karykaturą ideałów towarzyszących jego wdrożeniu.

Idealne państwo, idealna republika rządzone przez charyzmatycznego prezydenta. Prezydent wraz z rodziną ginie w zamachu. Republika pogrąża się w chaosie i gdzieś na jej peryferiach znajduje się Miasto, a raczej jego ruiny, w których ścierają się różne frakcje partyzanckie, oraz twierdza otoczona Murem, rządzona twardą ręką przez bezwzględnego Sędziego. Jednym z mieszkańców twierdzy jest Nul, nosiciel cegieł. Stoi on na samym dole hierarchii i wie, że w każdej chwili może zostać zabity lub choćby wysłany do pracy poza granice twierdzy. Z pracy tej nikt jeszcze nie wrócił, ale tym nasz bohater się nie przejmuje, nie ma bowiem nikogo, komu mógłby zaufać. Przypadek sprawia, że Nul znalazł się w Centrum zainteresowań Sędziego i rozpoczął napoleońską wręcz karierę, poznając jednocześnie prawdę o źródłach finansowania twierdzy i jej problemach finansowych. Młodzieniec powoli odkrywa swoje pochodzenie, zaczyna pojmować kto jest jego prawdziwym wrogiem a kto… nie, w twierdzy każdy jest samotny, nikt nie ma przyjaciół, a nawet sojuszników, w twierdzy, tak jak na tym świecie można mieć podwładnych lub przełożonych, można mieć tych, których przychylność można sobie kupić, nie ma jednak miejsca na wyższe uczucia. I Nul, który powinien przecież dążyć do zemsty, chce naprawiać świat zaczynając od ratowania jednej osoby.

Antyutopie. Nie doceniamy ich, czytamy je jak bajki, które przecież nigdy się nie ziszczą. Marszczymy brwi, kiedy niosą zbyt kasandryczne wizje. I mamy w tym trochę racji. Wszak autorzy posuwają się w nich dalej niż utopistyczni wizjonerzy, a my wolimy wizję pięknej przyszłości od apokalipsy. A przecież ideał nigdy nie zostanie osiągnięty, zwłaszcza w całej populacji. Natura ludzka daleka jest od dążenia do dobra, jednostka pozbawiona wad, lub na taką się kreująca, jest podejrzana i fałszywa. Wady i występek jest równie związany z naturą człowieka jak choćby oddychania czy pragnienie. Dlaczego więc bezkrytycznie przyjmujemy zapowiedzi polityków, a nie dowierzamy choćby Zamiatinowi, Sansalowi czy Gortatowi?

Czyżbyśmy tak bardzo chcieli wierzyć w bajki?



Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...