O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

No dno po prostu jest Polska

Adam Leszczyński
No dno po prostu jest Polska
Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków
Adam Leszczyński
No dno po prostu jest Polska
Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków Wydawnictwo WAB
Nie ma chyba drugiego narodu, który jest tak bardzo kłótliwy jak ten polski. Uwielbiamy wewnętrzne spory, samobiczowanie i cierpiętnictwo. Jednocześnie jednak nie znosimy krytyki i reagujemy na nią dość agresywnie. Nie wierzycie? Wystarczy zalogować się na jakikolwiek portal internetowy i skomentować jakąś naszą polską, lub ogólnoludzką wadę, przypisując ją Polakom. Taki dyskutant zostanie wysłany od razu gdzieś za morza, oskarżony o antypolonizm i zaprzaństwo. Bowiem największą polską wadą jest ta nadwrażliwość i szczególną dbałość o własne, dobre samopoczucie i samouwielbienie.

W komedii „Gdzie jest generał?” polski żołnierz, grany przez niezapomnianego Jerzego Turka, wygłasza monolog, z którego wynika, że każdy Polak już rodząc się, jest bohaterem. W tym właśnie, wypowiadanym łzawym głosem, monologu kryje się nasza polska nadwrażliwość. Każdy Kowalski uważa, że jego ksenofobia nie dotyczy, bowiem Irena Sendler uratowała dwa i pół tysiąca żydowskich dzieci. I właśnie ten fakt powoduje, że każdy i to nie tylko z rodziny uratowanych winien czuć głęboką wdzięczność i kierować ją właśnie w stronę Kowalskiego. W przeciwnym wypadku Kowalski będzie osobiście obrażony i to na cały świat.

Jednym jednak statystyczny Polak jest konsekwentny. Nie lubi Polski, zwłaszcza jeśli rządzą nią „oni”. „Oni” to gorszy sort, mordercy, okupanci, słudzy kondominium, słowem nie są ani patriotami, ani też nie dbają o dobro kraju. Jednocześnie przysłowiowy Kowalski będzie z uwielbieniem patrzeć na zagranicę, gdzie lepiej się żyje, lepiej zarabia i ludzie są jacyś milsi, bardziej sympatyczni, gdzie są perspektywy, a przełożony nie będzie traktować podwładnego metodami karbowego z czasów pańszczyzny. Dlatego kiedy tylko Kowalski przekroczy granice RP zmienia się nie do poznania. Staje się bardzo aktywnym i rzutkim człowiekiem, zaczyna uśmiechać się do innych ludzi i zaczyna jasno widzieć swoją przyszłość. I udowadnia starą zasadę, że Polak potrafi, ale za granicą. Czasami z nostalgią myśli o Polsce, a raczej o polskiej żywności, myśl jednak o powrocie budzi w nich wstręt, bowiem ci, którzy zostali w kraju nad Wisłą to zwykli frajerzy. A najbardziej smutne jest to, że zarówno ten cwaniak za granicą, jak i frajer w kraju nie pomyśli, że można coś zrobić, by tu, nad Wisłą żyło się jakoś lepiej, ludzie byli mądrzejsi i milsi dla siebie.

Polacy więc nie lubią swego kraju, nie lubią też siebie. Nisko cenili nasz naród zarówno Piłsudski, Norwid jak i Prus. Nie lubią go też współcześni, jedna z wypowiedzi anonimowego internauty została nawet wykorzystana jako tytuł w książce Adama Leszczyńskiego, który drobiazgowo analizuje zarówno nasze wady, jak i opinie wyrażane przez wielkich i znacznie mniej znaczących przedstawicieli naszego narodu. Konfrontowane z faktami kreują obraz niezbyt pozytywny dla naszego samopoczucia. Jest co prawda źle, ale bywało i gorzej, marne to co prawda pocieszenie, ale może być przyczynkiem do naprawy status quo. Wystarczy, że zaczniemy akceptować naszą przeszłość i wyciągać z niej wnioski, by Polak nie był przed szkodą i po szkodzie głupi. To już jest coś, bowiem nie jesteśmy odpowiedzialni za przeszłość, w której powodów do chwały jest tyle samo, co i do wstydu, ale przyszłość możemy wykreować sami i jeśli nie będzie ona lepsza od teraźniejszości, to zmarnujemy szanse. Edukacja, solidność, oszczędność, praca i to nie gdzieś w Luton czy Hamburgu, nie w Brukseli czy Rzymie, ale w Milanówku, Ustrzykach Dolnych czy Borzymach. To tu nasze starania powinny przynieść efekt. Jeśli uda nam się do tego dodać wzajemną życzliwość, pragnienie zdobywania wiedzy, nie tylko fachowej, ale i ogólnej, nie tylko o świecie, ale i o elementarnych postawach obywatelskich, wówczas nikt nas nie skłóci, nasze spory nie będą nacechowane wrogością obcych plemion, ale myślą, co zrobić, by było lepiej. Jeśli zaakceptujemy zasady gry, bez względu na to, czy ponosimy porażkę czy odnosimy sukcesy, jeśli będziemy umieli uczyć się na cudzych błędach, to jest szansa, że nasze wnuki będą żyły lepiej niż my.

Chyba to kusząca perspektywa?


Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...