O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Na krawędzi wszystkiego

Jeff Giles "Na krawędzi wszystkiego"
Jeff Giles "Na krawędzi wszystkiego" Wyd. IUVI
Zoe ma zaledwie siedemnaście lat na karku i masę problemów. Dopiero co straciła ojca, w sąsiedztwie zamordowano jej bliskich sąsiadów, a zaraz zacznie się burza. Najnowszy kłopot na głowie? Zabójca na jej ganku i dziwny chłopak obdarzony mocami.

Losy Zoe i chłopaka z mocami zostają splecione na zawsze w chwili, gdy ona odwodzi go od morderstwa. Widzi przy tym coś, czego nigdy nie powinna widzieć i choć on powinien naprawić ten błąd [a raczej oba i zabić tego, kogo miał zabić], to postanawia się dla niej zmienić. Ona nazywa go Iksem, on obiecuje wrócić. Choćby miał niebo i ziemie poruszyć.

„Na krawędzi wszystkiego” to thriller YA, innymi słowy, jest to powieść skierowana do nastolatków. Pisany jest jednak przez osobę dawno dorosłą, której wydaje się, że wie, jak powinno się konstruować postać nastoletniego bohatera i w jaki sposób młodzież mówi i co zaprząta ich głowę. Jeff Giles lata młodości ma dawno za sobą i cóż, przebija to czasami przez narrację – zbyt naiwną zarówno tę prowadzoną przez siedemnastolatkę, jak i dwudziestolatka. Czuć to od pierwszej chwili –co nieco zaburza lekturę.

Nie tylko to, niestety - fabuła się nie klei. Jakaś tam akcja istnieje i to nawet wielowątkowa, ale całość się nie składa w jedną opowieść. Z jednej strony jest ten paranormalny thriller z konceptem samym w sobie ciekawym [łowca dusz, żyjący w Nizinie czyli takim gilesowym Hadesie], którego grozę i tok fabularno-kompozycyjny zaburza druga historia, jaką Jeff Giles chciał opowiedzieć [zapewne po to, by była to książka młodzieżowa; wiadomym jest przecież, że jak dla młodzieży, to trzeba wcisnąć jakiś romans pomiędzy]. A że ta druga część – czyli romans i życie ziemskie Zoe [można to spokojnie wrzucić do jednego worka, za wiele prócz marzenia o Iksie, się w jej życiu nie dzieje] – za dobrze napisana nie jest – a do tego całkowicie niewiarygodna – to cała powieść zaczyna się sypać.

Największy problem jest jednak z samym wątkiem romantycznym między Iksem a Zoe. To znaczy, można zrozumieć konwencję – miłość od pierwszego wejrzenia, silniejsza od wszystkiego, przezwyciężająca nawet śmierć i kilka wymiarów – jednak nawet mając to w pamięci, nie da się w całość uwierzyć lub choćby zaakceptować. Bo całość wypada zbyt naiwnie – nawet zakładając, że wizja miłości od pierwszego spojrzenia nie jest naiwna w całym tym swoim romantycznym koncepcie. Owszem, Zoe jest tylko nastolatką, więc teoretycznie można byłoby zaakceptować część jej zachowań. Tyle, że ta patetyczność i przesada jednak mocno kłuje w oczy, zwłaszcza, gdy zestawi się to z faktem, że widziała swojego amanta chcącego kogoś bezlitośnie zamordować, używając do tego pozaziemskiej mocy, zaś jego samego znała może kilka dni, z czego dobrą część spędził chory. Gdy ma się tę całość na uwadze, jakoś jeszcze sztuczniej brzmią deklaracje dozgonnej miłości.

Do tego nie inaczej zachowuje się Iks. I ok, ewentualnie dałoby się przeboleć Zoe, gdyby jej wybranek serca i miłość na całe życie, wykazywała choć trochę więcej rozsądku i życiowej mądrości – których można byłoby jak najbardziej po nim oczekiwać, zważywszy na jego profesję. Tyle że i on nie lepszy, więc cały wątek pomiędzy nimi staje się nieznośny i czuć cukier przy zgrzytaniu zębami nad głównymi bohaterami.

„Na krawędzi wszystkiego” nie jest może najgorszą powieścią młodzieżową tego roku i z pewnością znajdzie się spore grono czytelników, którzy polubią historię wymyśloną przez Gilesa. Jednak to jedna z tych książek nierównych pod względem fabularnym i jakościowym, z niepotrzebnymi dłużyznami, których bohaterom raczej się nie kibicuje [choć, ponownie, znajdzie się pewnie takowe grono] i po przeczytaniu o powieści szybko zapomina. No ale, ma przynajmniej ładną okładkę.
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...