O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Nie mówcie, że nie mamy niczego

Madeleine Thien
Nie mówcie, że nie mamy niczego
Madeleine Thien
Nie mówcie, że nie mamy niczego Wydawnictwo Literackie
Powstańcie, niewolnicy dotknięci głodem i zimnem, Powstańcie, cierpiący ludzie na całym świecie! Krew w mojej piersi wrze Musimy walczyć o prawdę! Stary świat zostanie zniszczony Powstańcie, niewolnicy, powstańcie! Nie mów, że nic nie mamy, Będziemy panami świata!

Te słowa, które 150 lat temu napisał Eugeniusz Pottier, francuski poeta, anarchista i mason stały się tytułem książki Madeleine Thien. Bo i te słowa są niezwykłe. Napisane po upadku Komuny Paryskiej stały się w krótkim czasie hymnem ludzi gnębionych, pragnących zmienić nie tylko swój los, ale i los wszystkich krzywdzonych na każdym krańcu świata. Szybko stały się hymnem światowej lewicy od socjaldemokratów po komunistów i anarchistów. Dziś znana jest nam pod tytułem Międzynarodówka i wiemy, że postulowany w niej apel o sprawiedliwość nigdy nie został zrealizowany, mimo, że traktowana była ta pieśń w kilku co najmniej krajach na równi z hymnem narodowym.

Czym właściwie jest książka Madeleine Thien? To przede wszystkim historia dwóch rodzin muzyków, którzy mieli pecha żyć w komunistycznych Chinach. Pech miejsca i czasu urodzenia powoduje, że ich życie było ciągłą koniecznością dokonywania wyborów, ciągłym szukaniem kompromisu między życiem zgodnie z własnymi przekonaniami a pragnieniem zrobienia muzycznej kariery. Jest to jdnak też najnowsza historia Chin i opis społeczeństwa, które zaczęło się podnosić po spustoszeniu dokonanym w czasie Rewolucji Kulturalnej.

Historia lubi się bowiem powtarzać. Na szanghajskiej uczelni muzycznej los styka dwóch muzyków. Jeden to genialny kompozytor zafascynowany Bachem i Beethovenem, drugi zaś jest wspaniałym pianistą, który wprawdzie mógł grać na każdym instrumencie, jednak to właśnie klawisze stały się miłością jego życia. Obaj zmuszeni są do ukrywania swej przeszłości i prawdy o rodzinach przed władzami. Nic dziwnego, w mentalności władz pozostała stara zasada wprowadzona przed tysiącleciami przez cesarzy chińskich- za zbrodnię jednego człowieka płaci cała jego rodzina. Wiedzą również, iż nadciągają czarne chwile dla tych, którzy ponad wszystko stawiają potęgę ludzkiego rozumu. Czasy hunwejbinów, którzy posłużyli Mao Tse Tungowi do rozprawienia się z wewnątrzpartyjną opozycją. Mimo, że w decydującej chwili obaj poszli różnymi drogami, udało im zachować to, co ich połączyło – przyjaźń i wzajemny szacunek. Po latach córka jednego z nich staje wśród protestujących na placu Tianamnen, a potem musi uciekać za granicę, chroniąc się u rodziny drugiego. Cała historia opisana jest jak typowa chińska gawęda, wzbogacona przez dygresje i masę bohaterów, którzy co prawda są tylko statystami głównej opowieści, ale w czasie lektury czytelnik szybko pojmie, iż bez nich, opowieść stanie się mniej zrozumiała i mniej barwna. Dzięki nim właśnie możemy pojąć nie tylko historię Chin, ale i sposób myślenia mieszkańców tego kraju, a także głęboko skrywaną tajemnicę sukcesu, nie tylko ekonomicznego, na jaki Chiny wydają się być skazane. Jednocześnie jednak zaczynamy rozumieć, że zarówno w Chinach, jak i na każdym krańcu świata nie ma, nie było i chyba nigdy nie będzie prawdziwej sprawiedliwości.

I to właśnie jest najbardziej smutne.


Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...