O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Ludzie na drzewach

Hanya Yanagihara "Ludzie na drzewach"
Hanya Yanagihara "Ludzie na drzewach" Wyd. WAB
1995. Światem nauki wstrząsa skandal – oto zdobywca Nobla, człowiek, który dokonał sensacyjnego odkrycia, Abraham Norton Perina zostaje oskarżony i skazany za przestępstwa seksualne na nieletnich. Czyżby zdolny naukowiec molestował i gwałcił swoich podopiecznych?

Niejaki Ronald Kubodera nie może się z takim postawieniem faktów pogodzić. Głośno stwierdza, że Perina jest niewinny i aby to udowodnić namawia przebywającego w więzieniu noblistę, by spisał swoje wspomnienia, a poprzez to także pokazał własną, prawdziwą wersję wydarzeń. I tym sposobem powstają pamiętniki Nortona, pełne historii dotyczących jego badań, dokumentujące ścieżkę, która poprowadziła młodego, bez pomysłu na siebie, absolwenta od pierwszej pracy poprzez sukcesy naukowe aż po skazanego opiekuna dziesiątek sierot.

„Ludzie na drzewach” to debiut Hanyi Yanagihary znanej w Polsce dzięki powieści „Małe życie”. Skonstruowana w formie prawie że szkatułkowej – powieść w powieści, praktycznie całość stanowią wspomnienia Periny zredagowane przez Kuboderę, poza tym są jeszcze krótki tekst i ze dwa artykuły wprowadzające czytelnika w sytuację. Całość sprawia niezwykle realistyczne wrażenie – „Pamiętniki A. Nortona Periny” brzmią i wyglądają jak rzeczywiste wspomnienia [także dzięki przypisom odnoszącym się do różnorakich badań brzmiących jakby były prawdziwe].

Tu należy pochwalić Yanagiharę za umiejętność stworzenia w zasadzie od zera wyspiarskiej społeczności z własną historią, zwyczajami i opowieściami całkowicie różniącymi się od znanych zachodniej cywilizacji. Zdaje się, że autorka wzorowała się na jakimś południowoamerykańskim plemieniu, nie zmienia to jednak faktu, że wykonała tytanową pracę. Wykreowane U’ivu jest jak żywe, ma własną fascynującą historię, dziwny, charczący język, obcą i niebezpieczną przyrodę, a dzięki plastycznym opisom można bez problemu wyobrazić sobie położone gdzieś na Pacyfiku wysepki.

To właśnie te małe, niemalże niewidoczne na mapce wysepki, stają się punktem zwrotnym w życiu Periny. Dziki, obcy świat pełen swoich sekretów i niedających się zrozumieć tradycji, daje szansę młodemu absolwentowi na wybicie się. Obcość go fascynuje, nie ma dla niego granic, by posiąść wiedzę – wypytuje tubylców, podgląda życie społeczności i uczestniczy w zwyczajach, coraz bardziej zaintrygowany. Dżungla wyzwala w nim to, co w nim prawdziwe, to, co pierwotne, choć nie widać tego na pierwszy rzut oka.

Zresztą nie tylko w nim. Obca cywilizacja to łakomy kąsek dla naukowców i Yanagihara bezlitośnie piętnuje zachowania ludzi nauki, którzy dla zdobycia materiału, dowodów i sensacyjnych odkryć są w stanie posunąć się do okrutnych czynów. Z niejakim przestrachem czyta się o badaniach, które są przerażające, ale dla Periny [i rzeszy innych naukowców] fascynujące. Odmienności budzą w nich niezdrowe zaciekawienie prowadzące do kolejnych pomiarów, testów i sprawdzania raz po raz wytrzymałości. W ten sposób naturalnie od setek lat ludzie nauki prowadzą badania, nie należy się oszukiwać, jakoś do tych wszystkich odkryć doszło [zawsze okupionych krwią niewinnych], ale Yanagihara zwraca na to raz po raz uwagę, jakby pytała – czy rzeczywiście należy uciekać się do takich metod, zwłaszcza znając konsekwencje?

I w środku tych wszystkich badań, znajduje się przypadkowy uczestnik wyjazdu, Norton Perina. Typ człowieka, na jakiego prędzej czy później każdy trafi. W pierwszej chwili ujmujący – pociąga swoimi barwnymi opowieściami, osiągnięciami czy nieoczywistością – ale fascynacja szybko przeradza się w niepokój i zakłopotanie – bo jest coś w tym człowieku, że zaczyna odrzucać, coś przerażającego, ale jeszcze nie do końca określonego – a to ostatecznie w obrzydzenie i skrajną niechęć. Niby nic nie robi szczególnego, ale między słowami da się wyczuć gorączkowość, nienawiść i niewypowiedzianą groźbę. Taki jest też Perina – z początku urzeka sposób, w jaki opowiada, człowiek myśli sobie, że Norton mógłby być jedną z ostatnich osób na ziemi, które dopuściłyby się przemocy. A potem następują kolejne zgrzyty i trzeba sobie cały czas na nowo formować jego wyobrażenie. I cały czas tkwi w głowie pytanie – dobra, nie jest dobrym człowiekiem, ale czy byłby zdolny do aż takiego zła?

„Ludzie na drzewach” fascynują i szokują. Nie w taki sposób jak „Małe życie” – należy wszak pamiętać, że to są dwa, całkowicie różne od siebie dzieła – ale tak jak i późniejsza powieść pisarki, zapadają w pamięć. Nie dają prostych odpowiedzi, za to stawiają przed czytelnikiem mnóstwo pytań o moralność. Yanagihara w swoim trudnym debiucie pokazuje zepsucie, okrucieństwo i wyrachowanie tego świata.
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...