Trzy siostry, trzy królowe

Philippa Gregory "Trzy siostry, trzy królowe"
Philippa Gregory "Trzy siostry, trzy królowe" Wyd. Książnica
Trzy kobiety, trzy siostry, trzy rywalki. A także trzy królowe, które los związał z dynastią Tudorów. Choć łączą je więzy rodzinne, to gdy każda z nich założy koronę innego kraju, nawet pokrewieństwo nie zapobiegnie wzajemnej i jawnej wrogości.

Małgorzata, Maria i Katarzyna – trzy kobiety, które na początku szesnastego wieku dzierżyły władzę w trzech silnych państwach. Dwie pierwsze zniknęły w mrokach dziejów, kojarzone jedynie za sprawą ich znanego brata – Henryka VIII-ego, o trzeciej mowa jest na lekcjach historii, ale tylko w kontekście swojego pierwszego męża, wspomnianego wyżej Tudora. Z polskiej perspektywy żadna nie była szczególnie istotna, jednak dwie z nich – Małgorzata Tudor i Katarzyna Aragońska – miały swoje czasu realny wpływ na politykę.

Losy całej trójki postanowiła odkurzyć Philippa Gregory, która w „Trzech siostrach, trzech królowych” sięgnęła po postaci drugoplanowe z perspektywy historii. Takie, które swego były ważnymi pionkami na planszy, mającymi zagwarantować utrzymanie pokoju między ojczyzną a swoim objętym w posiadanie królestwem. Bo jako kobiety, nawet wysoko urodzone, miały wartość tylko dyplomatyczną – potwierdzenie sojuszu, pokoju - i w kontekście przedłużenia rodu za sprawą męskiego potomka.

I to w powieści Gregory bardzo ładnie widać. Niby są królowymi, niby mają władzę i koronę, ale całe ich życie w zasadzie kręci się wokół starania się o syna. Wszak gra jest o tron Anglii dla syna w przyszłości – stąd też przez jakąś jedną piątą książki czyta się o kolejnych porodach, śmierciach w wieku niemowlęcym i ciążach. A że Małgorzata i Katarzyna ciągle rywalizują ze sobą, na każdym możliwym polu, to i na zmianę chwalą się w listach wydaniem na świat potomka, to płaczą po ich śmierci, zazdroszcząc rywalce tymczasowego szczęścia.

„ Teraz nie mam już cienia wątpliwości, kto jest najpierwszą z trzech księżniczek – moja jątrew Katarzyna Aragońska, moja siostra Maria czy ja. Odpowiedź może być tylko jedna: ja.”

Na główną bohaterkę i narratorkę książki Philippa Gregory obrała sobie Małgorzatę Tudor, zdaje się, że najbardziej z tej trójki zapomnianej, mimo że była królową Szkocji, a jej panowanie można śmiało nazwać niespokojnym i burzliwym. Życie upłynęło jej na konfliktach i rywalizacji na każdym polu. Małgorzata przedstawiona przez Gregory jest ambitna, pewna siebie przyzwyczajona do stawiania na swoim, dumna z tego, kim jest – księżniczką angielską, królową Szkocji i jedną z Tudorów, a także świadoma, co jest jej zadaniem. Zapalczywa i łatwo wpadająca w konflikty, gdy w grę wchodzą jej interesy, ale i pamiętliwa i starająca się grać w grę na takiej pozycji, jaka jest jej dana.

Czy taka była prawdziwa Małgorzata Tudor? Pewnie nie, trudno stwierdzić ze szczątkowych źródeł historycznych, które prawie jak jeden mąż są jej nieprzychylne. Ale ta fikcyjna Tudorówna zdaje się być prawdziwym człowiekiem z krwi i kości, a nie tylko nudną, nierzeczywistą postacią z podręcznika do historii – i za ożywienie i przypomnienie losów królowej Szkocji można być wdzięcznym Philippie Gregory. Nawet jeżeli wiele z tej książki to fikcja literacka autorki.
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...