O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Cztery sztandary, jeden adres

Ludwika Włodek
Cztery sztandary, jeden adres.
Historie ze Spisza
Ludwika Włodek
Cztery sztandary, jeden adres.
Historie ze Spisza Wydawnictwo Literackie
Pogranicze. Tu ścierają się kultury, ludzie mówią o sobie, że są tutejsi, wreszcie tu, dawno temu panował nienazwany jeszcze multikulti. Jak na Spiszu, gdzie koło siebie mieszkali Słowacy, Węgrzy, Rusini, Polacy, Niemcy, Żydzi i Cyganie.

Dawno temu ziemie te należały do dziedzicznego króla Węgier jednak dzięki zastawowi przeszły pod zarząd korony polskiej. Przez stulecia królowie polscy gimnastykowali się, by nie przyjąć zwrotu długu, wiedząc, że pożytki z tych ziem przekraczają jego wartość. Gospodarka wymagała jednak ludzi, którzy przybywali z daleka, osiedlali się wtapiając w otoczenie i ubogacając je swoją kulturą. Tworzył się nowy lud, który jeszcze niedawno swą narodowość określał od miejsca zamieszkania. Nie ma już jednak jednego ludu Spiszaków, gdzieś tam budzona „świadomość narodowa” podzieliła całe rodziny. To przypadek rządził, który z braci identyfikował się ze Słowakami, który zaś optował za Polską. Do dziś jednak żyją ludzie, którzy potrafią swobodnie przejść z jednego języka na drugi, w zależności od tego z kim akurat prowadzi dialog, a oba te języki należą do mowy młodości. I o tych właśnie ludziach opowiada nam Ludwika Włodek, to im oddaje głos w „Historiach ze Spisza”.

Rozmówcy Autorki pochodzą z różnych rodzin. Ich przodkowie rodzili się w pałacach i domach chłopskich, pierwsze słowa, jakie wypowiadali pochodziły z różnych języków, różnie też los pokierował ich życiem, wielu z nich opuściło rodzinny Spisz, nie zapomnieli jednak o swoich korzeniach, na swój sposób kultywując je i czasami zapominając o tym, że obok wielkiej ojczyzny jest też i ta mała, czasami podzielona politycznymi granicami państw. Dzięki tej książce przełamujemy te sztuczne granice dzielące małą ojczyznę Spiszaków, poznajemy historię ich ziemi, rozumiejąc, że tylko tu mógł urodzić się mitoman i awanturnik Beniowski, że tylko tu mogła narodzić się legenda o skarbie inkaskim i wreszcie tylko tu nacjonalizm XX wieku mógł tak podzielić ludzi.

Nie ma już dawnego Spisza. Nikt z nas już go nie zobaczy, jednak dzięki tej książce wydaje mi się, że poznałem te okolice takimi, jakie były jeszcze sto lat temu.


Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...