O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

O dziewczynce, która bawiła się w Boga

Dan Lungu
O dziewczynce, która bawiła się w Boga
Dan Lungu
O dziewczynce, która bawiła się w Boga Wydawnictwo Amaltea
Odwieczna wędrówka ludów. Ruszają ze swoich domów w poszukiwaniu bogactwa lub choćby perspektywy poprawy bytu. „Wszędzie, gdzie nas nie ma, Ameryka, dziadku”. Zgodnie z tą zasadą wędrują, by wykonywać pracę, której tam daleko, nikt nie chce się podjąć. Będą za nią otrzymywać nędzne grosze, które dla nich będą fortuną. Zaślepieni iluzorycznym sukcesem nie będą widzieć, że ucieka im coś niezmiernie ważnego, coś, co stracić jest łatwo, odzyskać zaś trudno.

Nie ma pracy, która hańbi człowieka. Hańbić może jedynie wynagrodzenie, które za nią otrzymują. O tej prawdzie myślałem, kiedy Dan Lungu relacjonował scenę, w której rumuńska pomoc domowa w bogatym, włoskim domu otrzymuje swoje pierwsze wynagrodzenie. Kobieta płacze uświadamiając sobie ile czasu zajęłoby jej zgromadzenie podobnej kwoty we własnym kraju. Tu otrzymuje ją po miesiącu wykonywania prostych czynności domowych. Jest upokorzona biedą swej ojczyzny, upokarza ją beznadzieja, którą pozostawiła za sobą i do której planuje wrócić, kiedy zarobi dostatecznie dużo pieniędzy, by uniezależnić się od pomocy rodziców i nie liczyć już na męża, który w nowej rzeczywistości nie potrafi znaleźć sobie pracy, nie umie się dostosować i zapewnić minimum egzystencji swej rodzinie.

Tak, ta wędrówka ludów jest nam wszystkim znana. Wszak nasi rodacy już od lat osiemdziesiątych gromadnie wyjeżdżali choćby na sezonowe roboty, a z chwilą otwarcia unijnych rynków pracy, ich wędrówka stała się wręcz masową. Cześć wraca, inni zostają i urządzają się gdzieś na obczyźnie, nie planując już nigdy powrotu. Każdy z nich uważa, że osiągnął sukces. Pytanie za jaką cenę. Cena, którą płaci Letycja, jest wysoka. Euroosierocenie własnego dziecka. Ten kolokwializm pasuje do historii opisanej przez Dana Lungu. Dziewczynka wychowuje się u dziadków, przy milczącej obecności ojca, coraz bardziej oddajającego się od rzeczywistości mężczyzny, pokaranego przez zmiany systemowe.

Kunszt pisarza poznajemy po tym, że nawet najbardziej banalną historię potrafi on opowiedzieć w taki sposób, że czytelnik siedzi przykuty do fotela i chłonie słowa uderzające w niego z kart książki. I tak właśnie jest z tą książką. Dan Lungu zastosował podwójną narrację. Tę opowieść opowiada matka i córka. Dwie narracje, dwie perspektywy i dwa sposoby przekazu. Autor swobodnie przechodzi od przekazu steranej życiem i pozbawionej złudzeń kobiety do narracji kilkuletniej dziewczynki. Czytelnik mając świadomość, że książkę tą pisze mężczyzna podziwia wyobraźnię Autora, który potrafi wczuć się w rolę małej dziewczynki i dojrzałej kobiety. W tej powieści nie ma krzty fałszu, można ją porównać do świetnie wykonanego utworu muzycznego. Czytelnik ma szansę obserwować rozpaczliwą walkę matki i córki o zachowanie więzi, którą tak łatwo stracić przez dzielącą odległość. Czy mają szansę na sukces? Nie mam prawa zdradzać całej fabuły, powiem tylko jedno- książka warta lektury.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...