Bądź moim bogiem

Remigiusz Grzela
Bądź moim bogiem
Remigiusz Grzela
Bądź moim bogiem Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Życiem rządzi przypadek. Doświadczył tego młody, obiecujący pisarz, kiedy po przypadkowym spotkaniu w metrze dawno zaginionej kobiety związanej z jego rodziną, trafił na ślad innej, równie zapomnianej i jednocześnie wyklętej.

Wiera Gran. Dla wielu z nas nazwisko to nie jest obce. Kontrowersyjna książka Agaty Tuszyńskiej i głośny proces o ochronę dóbr osobistych, który rodzina Władysława Szpilmana wytoczyła Autorce, przypomniał wielu z nas o istnieniu tej dawnej gwiazdy piosenki. Na nowo rozgorzały dyskusje, podsycane dodatkowo emocjami. Wielu z nas na nowo stanęło przed koniecznością udzielenia samemu sobie odpowiedzi na pytanie co ta naprawdę jest cenniejsze w książce będącej wywiadem. Czy powinniśmy cenić wyżej relację rozmówcy, czy wiarygodność relacji, nie popartej dodatkowo żadnym dowodem.

Nasza bohaterka była wschodzącą gwiazdą przedwojennej estrady. Jej niesamowity głos, umiejętność modulacji, wywołująca wrażenie, iż nie odtwarza piosenki, ale opowiada własną historię, przyniosła jej rzesze wielbicieli. To właśnie głos pozwalał Artystce utrzymać się w getcie warszawskim. Kobieta przeżyła wojnę i jak wielu jej podobnych, stanęła przed oskarżeniami i pomówieniami ze strony tych, którzy co prawda przeżyli, ale dla których los był mniej łaskawy. Zwykła zazdrość, plotki i podejrzenia potrafią stworzyć mity, rozrastające się niczym stugłowa hydra. Nie poparte dowodami relacje z drugiej lub nawet trzeciej ręki najpierw wypędziły naszą bohaterkę z Kraju, by na obczyźnie wpędzić ją w manię prześladowczą i uniemożliwić jej pełne rozwinięcie kariery śpiewaczej.

Rozmowa, której literacki zapis mamy okazję przeczytać, miała miejsce pod koniec życia Artystki. Schorowana i podejrzliwa, wszędzie widząca spisek Artystka była zmęczona ludźmi, którzy chcieli usłyszeć od niej przyznanie się do winy, do tego, że kolaborowała, zdradzała by przeżyć kolejne dni, tygodnie czy miesiące. Dotarcie do tak skrzywdzonej, skopanej przez los osoby wymaga cierpliwości i taktu. I właśnie w tym dotarciu do rozmówczyni Remigiusz Grzela ujawnił to, w czym, jak się wydaje, czuje się najlepiej. Rozmowy z ludźmi przeprowadzane nie z pozycji dociekliwego dziennikarza, ale partnerskiego spotkania, w którym to właśnie rozmówca jest najważniejszy, a dziennikarz jest jedynie dyskretnym moderatorem, dbającym o komfort rozmówcy i to, by powiedział wszystko, co może zainteresować czytelnika. Nieuchronnie stajemy przed porównaniem „Bądź moim bogiem” z „Oskarżoną Wierą Gran”. Obie książki są diametralnie od siebie różne. Książka Tuszyńskiej pozostawia u czytelnika niesmak. Fizyczność starości, opętanie fobiami i domysłami. Wszystko to znajdziemy u Tuszyńskiej. Być może to obraz prawdziwy, pozbawiony jednak szacunku dla rozmówcy, a ten może poczuć się nie tylko obrażony, ale i wykorzystany. W książce Grzeli tego nie znajdziemy. Wrażliwość w dotykaniu spraw, których nie ma prawa osądzać, pozostawianie spraw, o których nie sposób opowiedzieć wprost, niedopowiedzianych, po to, by czytelnik mógł je doczytać między wierszami. I te osobiste wątki Autora, dzięki którym można go nie tylko zrozumieć, ale i lepiej poznać…

Debiut literacki? Jeśli debiutować to tylko czymś takim.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...