Sarajewo

Herve Ghesquiere
Sarajewo
Rany są nadal zbyt głębokie
Herve Ghesquiere
Sarajewo
Rany są nadal zbyt głębokie Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Patriotyzm to umiłowanie swoich. Nacjonalizm to nienawiść do obcych.

Ta stara maksyma, której autorem jest Romain Gary w nieco złagodzonej formie oddaje sens mojej opinii o nacjonalizmie. Ten wrzód na dupie nowoczesnych, z pozoru, narodów, które raz na jakiś czas muszą przejść przez tą wyniszczającą infekcję, nie jest w stanie zbudować niczego pozytywnego. Nacjonalizm niszczy, bowiem nacjonalista nigdy nie patrzy do przodu. Jedynym powodem do dumy nacjonalisty jest przeszłość. Nacjonalista będzie podkreślać sukcesy sprzed dwustu czy trzystu lat tonem ich autora. Nacjonalista będzie dumny z bohaterstwa przodków, nie przyjmując do wiadomości, że ci przeciwstawiali się właśnie ich poglądom, lub co najmniej uważali je za wstrętne.

Nacjonalizm rodzi się z wmówionego poczucia krzywdy. Wstajemy z kolan, nikt nam nie będzie narzucać własnych poglądów czy przekonań, oni nas chcą zniszczyć. To odwieczne słowa, które były wstępem do masakry Ormian, Holokaustu czy ludobójstwa w Rwandzie. Te słowa, wypowiedziane przez Slobodana Milosewicia były też wstępem do masakry w Srebrenicy. Dlatego właśnie trzeba zwracać uwagę na słowa, słowa bowiem mogą mordować. I nawet jeśli są tylko hasłem wyborczym, które ma zapewnić poparcie umożliwiające zwycięstwo, są zbrodnią, za którą odpowiadają ludzie hasła te wygłaszające. Nacjonalistyczny trąd łatwo bowiem wywołać, ale leczenie będzie trwać lata, a skutki nacjonalizmu będą wyniszczające. Niestety politycy zdają się o tym zapominać i to na każdym krańcu świata.

Wróćmy jednak do samej książki. Dwadzieścia lat po zakończeniu wojny w Bośni, wojny, która pochłonęła, według najbardziej ostrożnych szacunków, około stu tysięcy ofiar, a z prawie trzech milionów ludzi zrobiła uchodźców, francuski reporter Herve Ghesquiere wraca do Bośni, by sprawdzić, jak teraz wygląda sytuacja na Bałkanach. Jak pamiętamy wojna zaczęła się w rozpadającej się Jugosławii, kraju, który potrafił, dzięki autorytetowi Tity, zapanować nad różnicami wchodzących w jego skład narodów. Po wojnie został utworzona federacyjna republika Bośni i Hercegowiny. Państwo to tworzą dwie mniejsze republiki, rządzone jest rotacyjnie przez prezydentów pochodzących z trzech grup etnicznych i podzielony jest na kantony, o sprzecznym prawodawstwie. Dodatkowo Bośnia i Hercegowina stanowi koktajl etniczny, w którym każda z grup neguje swoje zbrodnie wojenne, twierdząc, że tylko broniła się przed agresją swoich ofiar. Szkolnictwo tego nienaturalnego tworu jest również podzielone, a programy nastawione na szerzenie nienawiści wobec sąsiadów. Miasta bośniackie jeszcze nie wróciły do dawnej świetności, a polityka zatrudnienia (przy trzydziestoprocentowym bezrobociu) polegająca na promowaniu swoich, nawet jeśli ci nie mają żadnych kwalifikacji zawodowych ani rozwojowi gospodarczemu, ani łagodzeniu zadanych wcześniej ran. Kantony muszą ze sobą współpracować, ale współpracę tę wymusza chwila, nie ma w niej śladu wizji wspólnej przyszłości. Wojna sprzed dwudziestu lat nadal wisi nad zwykłymi ludźmi, którym co prawda udaje się odbudować domy, zapewnić minimalny poziom egzystencji dla bliskich, ale żyją w świadomości, że koszmar sprzed lat może się powtórzyć i to w najmniej spodziewanym momencie.

Musimy spojrzeć wszyscy prawdzie w oczy. Społeczności międzynarodowe nie zdały egzaminu z rozwiązania konfliktu bałkańskiego. Błękitne hełmy na wieki okryły się hańbą za tchórzostwo w Srebrenicy, międzynarodowy trybunał nie potrafi do dnia dzisiejszego osądzić sprawiedliwie zbrodniarzy, z których wielu, dzięki apelacji i kruczkom prawnym chodzi dziś wolno w chwale skrzywdzonych bohaterów i zatruwa młodzieńcze umysły. Politycy nie potrafili doprowadzić do trwałego pokoju i sytuacji, która miałaby sprzyjać leczeniu ran. Ta książka powinna w każdym z nas nie tylko wywołać wyrzuty sumienia, ale i sprzeciw wobec trądowi nacjonalizmu, który już teraz trawi każdą europejską społeczność. Jeśli tego nie zrobimy, to za kilkadziesiąt lat dumni z ze spermy swoich ojców młodzieńcy mordować będą nie tylko rzeczywistych, ale i urojonych wrogów, nawet jeśli ci będą kilkuletnimi dziećmi.


Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...