Inwazja

Wojtek Miłoszewski "Inwazja"
Wojtek Miłoszewski "Inwazja" Wyd. WAB
2017, w Europie wybucha wojna. Wojska rosyjskie wkraczają na teren Polski bez większych problemów zajmując kraj. Nikt nie jest gotowy na długi i kosztowny konflikt, a tym bardziej na kolejny zatarg z Putinem, tak więc jak można było się spodziewać Polska zostaje z problemem sama.

Politycy swoje, zwykli ludzie swoje. Podczas gdy ci pierwsi próbują jak najwięcej ugrać - w imię interesów swoich lub kraju – ci drudzy muszą radzić sobie sami. Tak więc pośród walk z najeźdźcą, trwa także wojna między rodakami – rabowanie sklepów, stacji benzynowych, wykorzystywanie sytuacji i swojej pozycji by jeszcze bardziej się dorobić. I to jest ta ciekawsza część powieści.

„Inwazja” to debiut powieściowy Wojtka Miłoszewskiego, młodszego brata słynnego Zygmunta Miłoszewskiego, autora znanych kryminałów. Dotychczas w jego dorobku znajdowała się satyra teatralna i scenariusze do polskich seriali – „Wataha” dla HBO, „Prokurator” napisany wespół z bratem, a także „Policjanci i policjantki” cieszące się ponoć popularnością. I najwyraźniej Miłoszewski młodszy stwierdził, że teraz to już nadszedł czas na napisanie jakiejś powieści.

I tym sposobem powstała „Inwazja”. Generalnie pomysł nie jest zły – osadzenie historii w alternatywnej rzeczywistości bliskiej naszej [albo niedalekiej przyszłości] urealniając jednocześnie wszystkie [lub większość] lęków ludzkich dotyczących tego, co czeka ten świat z takimi rządzącymi państwami jakich mamy. Od razu pojawia się spektrum możliwości – ukazanie reakcji rządzących, walki o przetrwanie ludzi, zmieniającą się sytuację polityczną i gospodarczą, konsekwencje itd. Teoretycznie Wojtek Miłoszewski zajmuje się większością tych pomysłów/motywów. Tyle, że wypada to nie za ciekawie.

Aby być w pełni sprawiedliwym trzeba autorowi oddać, że świetnie sportretował pozostawionych samych sobie obywateli, ukazując różne podejścia do wojny, różne sposoby walki/przetrwania. Ładnie kontrastuje poszczególne postawy, niuansując ich dość sprawnie. I gdyby to na tym się skupił i dopieścił tę część książki [np. z większym zdecydowaniem podomykał wątki czy udzielił więcej odpowiedzi, bardziej powiązał bohaterów między sobą, aby nie latali po tej powieści aż w takim chaosie, bo może taki był i zabieg, ale powoduje frustrację i zagubienie czytelnika], to byłoby dobrze. Wprawdzie nic odkrywczego, ale człowiek mógłby sobie pogdybać o dzisiejszym świecie, uświadomić sobie, że konflikty zbrojne to zawsze nic przyjemnego.

Tyle że Wojtek Miłoszewski postanowił pobawić się w politykę. I oczywiście nie mogę komentować poglądów pana autora i jego spojrzenia na obecną sytuację na świecie, ale jednak wymagałabym od autora jakiejś większej świadomości politycznej. Bo oczywiście łatwo sportretować obecnie rządzących tak, jak zrobił to Miłoszewski, ale jednak za bardzo przypomina to karykaturę i ocenę poczynioną przez „Ucho prezesa”. Łatwo wybiec kilkanaście kroków wprzód i nie poinformować czytelników o powiązaniach między poszczególnymi politykami [i dlaczego tylko dwójka europejskich polityków zostaje zaprezentowana jako potencjalnych zainteresowanych sytuacją Polski], tylko skupić się na konflikcie. No można tak zrobić, ale przez to wątki polityczne są pourywane, zawieszone gdzieś w niebycie i w sumie nie wiadomo, co tam robią – bo przecież przy takim podejściu do prezentowania wątków politycznych w „Inwazji”, o wiele sensowniej byłoby przedstawianie kolejnych decyzji w rozmowach zwykłych obywateli. Których w końcu ta sprawa najbardziej dotyka.

Widać, że książka była prawdopodobnie pisana na chybcika, byleby była jak najbardziej aktualna, bo „Inwazji” przydałaby się solidna korekta. Zarówno pod względem narracji przyczynowo-skutkowej, jak i samego języka, który pozostawia wiele do życzenia. Trochę szkoda, bo przy takiej reklamie jaką otoczona była „Inwazja” należało się spodziewać czegoś więcej.

Może i nieco przeraża, może i jest bliska temu, do czego zdaje się świat dążyć, ale zdecydowanie nie jest to pozycja oszałamiająca, podbijająca serca czy choćby warta aż takiej reklamy. „Inwazja” zalicza się do lektur średnich – autor niestety zbyt przekombinował.
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...