O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Morze karaluchów

Tommaso Landolfi
Morze karaluchów
Tommaso Landolfi
Morze karaluchów Biuro literackie
Bywa tak, że pióro się zbuntuje i pisarz nie jest w stanie napisać żadnego sensownego opowiadania. Początkowo pisarz może sądzić, że pióro musi odpocząć i sięga po drugie. Po przeczytaniu zbiorku opowiadań mogę przysiąc, że Landolfiemu pióro się chyba nigdy nie zmęczyło.

Tommaso Landolfi jest tym pisarzem, który w naszym kraju jest tak naprawdę nieznany. Szkoda, bo lektura jego opowiadań jest jak wędrówka przez ponadprzeciętnie urozmaicone pustkowie. Nie wiemy, co zobaczymy za rogiem, czy będzie to drzewo, pagórek, a może rozpadlina, która zmusi nas do nadłożenia drogi. W tej podróży musimy skupić się na szczegółach, musimy cały czas uważać, by nie zabłądzić i żebyśmy niczego, co cenne nie przegapili. A jest na co zwrócić uwagę. Oto mamy swoisty koktajl gatunków literackich. Mini rozprawka filozoficzna towarzyszy powieści awanturniczej, kryminałowi czy grotesce. W tej ostatniej Landolfini osiągnął poziom mistrzowski. Mrożek czy Boris Vian mogliby u naszego autora terminować. Nadmuchiwana żona Gogola, wieczne pióra odmawiające współpracy z pisarzem, pragnienie pocałunku, które prowadzi do śmierci i wreszcie to „Morze karaluchów”, opowiadanie, które z jednej strony budzić może obrzydzenie, z drugiej zaś magnetyzuje czytelnika i nie pozwala choćby na krótką przerwę w lekturze. Mamy w nim zakompleksionego i zahukanego przez ojca młodzieńca, dziewczynę, która go odrzuciła, podróż przez wypełniony insektami ocean i skutki odreagowania przechodzące w manie wielkości.

Lektura opowiadań wywołuje deliryczne odczucia, podobne do takich jakie będziemy mieć po połączeniu spirytusu i grzybków halucynogennych. W czasie krótkiej przerwy na papierosa czytelnik rozgląda się szukając postaci Dostojnego Gmatwacza i Wielkiego Warega, przygotowując się jednocześnie do obrony przed natrętnymi insektami. Dopiero po chwili zaczyna rozumieć, że wrócił do własnej rzeczywistości, powrócił z dalekiej wycieczki, która obfitowała w niespotykane przygody. Landolfi bowiem przedstawia nam alternatywną rzeczywistość w sposób przypominający przekroczenie lustra Alicji.

I możemy tylko żałować, że skończyła się oto ostatnia strona.


Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...