O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Dysydenci

Aleksander Podrabinek
Dysydencji
Nieuleczalnie nieposłuszni
Aleksander Podrabinek
Dysydencji
Nieuleczalnie nieposłuszni Ośrodek Karta
Zabawne- czas upływa, niby nasz kraj się zmienia, ale los nas nie rozpieszcza. Siedzę sobie w domu na Sokolnikach, piszę te słowa, a ironia losu sprawia, że w tym czasie na podwórzu mojego domu znowu stoją sobie dwa samochody bezpieki. Wszystko jak trzydzieści lat temu. Co najwyżej samochody mają trochę lepsze- już nie sałatowego koloru wołgi udające taksówki, tylko wypasione bryki z przyciemnionymi szybami.

Jak stać się dysydentem w społeczeństwie, którego prawomyślność kontrolowana jest przez sprawnie działającą policję polityczną? Wszak opór w takich warunkach nie może mieć charakteru zinstytucjonalizowanego, tu nie ma miejsca na stałe struktury organizacyjne, miejsca rekrutacji nowych członków czy centralę dowodzenia. Dysydentem po prostu się jest od urodzenia. Wystarcz nie godzić się z utartą drogą, naznaczoną stałą rezygnacją z własnych ideałów i przekonań. Dla Aleksandra Podrabinka droga dysydencka rozpoczęła się w chwili, gdy wraz z ojcem i bratem chciał wziąć udział w antyrządowej demonstracji. Próba ta okazała się fiaskiem- nasza trójka przybyła do Moskwy zbyt wcześnie, ich trzyosobowa demonstracja nie została zauważona przez nikogo, dla młodego człowieka stała się jednak chwilą, w której zapanował nad strachem, a każdy dalszy krok był konsekwencją właśnie tego dnia. Oczywiście udział w trzyosobowej demonstracji nie uczynił z naszego bohatera dysydenta, nawet odmowa wstąpieni do Komsomołu nie uczyniła tego. Odmowa przyjęcia na studia i konieczność pracy zarobkowej, unikanie wojska, a przede wszystkim rozpoczęcie pracy nad demaskatorską książką o wykorzystywaniu psychiatrii do zwalczania opozycji, zwróciły na naszego bohatera uwagę KGB. Represje, zesłany na osiedlenie na Syberii a w końcu uwięzienie w łagrze. Oto wszystko, co reżim przewidywał dla swoich przeciwników.


Swoją relację o tamtych czasach Podrabinek kreślił w 2013 roku. Związek Radziecki odszedł w przeszłość, partia komunistyczna straciła władzę, teoretycznie Rosja zbliżyła się do Europy. Jednak zmiany, które zaszły w kraju są fasadowe. Zmieniła się tylko dekoracja, mentalność ludzka i charakter sprawowania władzy pozostał ten sam. Czy można winić samych Rosjan, że tak mało było wśród nich nieuleczalnie nieposłusznych, posiadających własne zdanie i ceniących sobie wolność? Czy można komukolwiek stawiać zarzut z tego, iż nie wie czym tak naprawdę jest demokracja, w której rządzący jest tak naprawdę sługą narodu i jest stale przez ten naród kontrolowany, choćby przez niezależne instytucje sądownicze, lub dziennikarzy? Czy można tego nauczyć społeczeństwo niewolników przez dwadzieścia lat? Wszak naród wolny tworzą tylko ci, którzy nie zaznali kajdan, ale wiedzą, choćby z opowiadań, że każda władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje w sposób absolutny, więc nikomu nie wolno zbyt dużej władzy wkładać w dłonie. Zaiste gorzką lekturę oferuje nam Autor. Z jednej strony są to wspomnienia, z drugiej zaś swoisty kod postępowania ze sługami dyktatury. Odmowa jakiejkolwiek fraternizacji z prześladowcami to tylko jedna z licznych porad. Znacznie trudniejsza wdaje się ta stuprocentowa uczciwość. Marzeniem dyktatury jest uczynienie z dysydenta zwykłego przestępcy kryminalnego. Jeśli działasz w konspiracji nie wolno ci przechodzić na czerwonym świetle.

Doprawdy trudne jest pisanie o tej książce dziś, kiedy w Europie przeżywamy renesans dyktatur i populizmów. Co kilka miesięcy zastanawiamy się czy demokratyczne twory nie znikną, z woli sterowanego przez populistów suwerena, czy nie wrócimy powoli do czasów, kiedy to państwo decydowało nie tylko o tym, w co będziemy się ubierać, ale i o tym, co jest słuszne. A każda inna myśl uznana zostanie za przejaw obcości, wrogości czy zdegenerowania.
Demokracji bowiem stale trzeba się uczyć.



Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...