O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Pedant w kuchni

Julian Barnes
Pedant w kuchni
Julian Barnes
Pedant w kuchni Wydawnictwo Świat Książki
Każdy z nas czasami wchodzi do kuchni. Aktywność niektórych kończy się oczywiście na samym wejściu, choćby z obawy, że mogą przypalić nawet gotującą się wodę. Inni z kolei starają się, choć ich starania często nie spotykają się z uznaniem otoczenia. Nietrafione decyzje, począwszy od wyboru potrawy, na przecenieniu talentu skończywszy, zniechęcają do dalszej aktywności. Co w takim razie robić, by nie narazić się na nieuchronną śmierć głodową, czy jedzenie gotowych potraw? Recepta Juliana Barnesa wydaje się prosta. Trzeba być pedantem.

Bardziej prawdopodobnym wydawała mi się wygrana w toto lotka, niż to, że brytyjski mistrz krótkich opowiadań, Julian Barnes zacznie udzielać porad, co robić, by gotowanie stało się czynnością znośną, nawet dla największego kulinarnego beztalencia. Sięgając po „Pedanta…” spodziewałem się lekko prześmiewczych opowiadań, którego bohaterem jest jakiś ekscentryczny Brytyjczyk, który uważa swój dom za twierdzę, a jej ostatnim bastionem właśnie kuchnię. Otrzymałem natomiast historię kulinarnych zmagań samego Autora i zapis jego doświadczeń.

Słowo pedant kojarzy się z kimś, kto maniakalnie zwraca uwagę na porządek. Ktoś taki myje nawet wodę, a na widok kilku kryształków cukru na kuchennym blacie wpada w histeryczny gniew. Czy ktoś taki może być dobrym kucharzem? Wszak samo gotowanie, to proces twórczego nieładu. W czasie gotowania słuchamy muzyki, a nawet ćwiczymy swe umiejętności wokalne, tworząc mozaikę ze skorupek jaj, czy warzywnych obierek. Dopiero gdy sukces wieńczy dzieło, sprzątamy z grubsza otoczenie, by móc w spokoju delektować się swoim dziełem. Pedanteria jednak potrafi ułatwić życie, zwłaszcza mężczyźnie w kuchni. Pal licho drobinki pyłków, czy walające się łupiny cebuli. W kuchni może nas nawet terroryzować domagający się przysmaku kot, nawet noże mogą być lekko brudne, ważne jest byśmy sztywno trzymali się przepisu. W kuchni przydaje się dokładność aptekarza, zwłaszcza jeśli ten na górze nie wyposażył nas w kulinarny talent. Zaopatrzeni w kilka książek kulinarnych, odpowiednie garnki, miarki i wagi będziemy w tanie stworzyć, jeśli nie cuda, to rzeczy zdatne do spożycia. A to pierwszy krok w kierunku mistrzostwa.

Oczywiście Barnes nie prezentuje nam książki kucharskiej, nie należy jej też traktować jako poradnika. Ta książka nie jest również pastiszem książki z popularnego gatunku wszechobecnych poradników. To po prostu ironiczne spojrzenie Autora na samego siebie. W ironii jednak znajdujemy ziarno powagi, więc klasyczna już oczywista oczywistość trzymania się przepisu jest tą radą, o której często zapominamy. Sam przekaz Barnesa pisany jest w duchu brytyjskich dowcipów o gościu, który prosi o sól, w reakcji na przesoloną potrawę. Mamy więc oprócz porad dobrego wujaszka, ironię Jasia Fasoli. Słowem Pedant w kuchni jest świetną odskocznią dla czytelnika w każdym wieku.

I właśnie o to chodzi.



Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...