Belweder gryzie w rękę

Wojciech Chmielewski
Belweder gryzie w rękę
Wojciech Chmielewski
Belweder gryzie w rękę Wydawnictwo Iskry
Dawni młodzi-gniewni zamieniają się w starych-wkurwionych. Tej żartobliwej maksymie przeczy swą najnowszą książką Wojciech Chmielewski.

Osiedle zlokalizowane na obrzeżach wielkiego miasta. To tu stare, nieco zaniedbane domy, sąsiadują z nowoczesnym osiedlem domków jednorodzinnych, oazą ludzi uważających się za ludzi sukcesu. To tu każdego ranka korpoludki wsiadają w swoje samochody, jadąc w stronę swej pracy, która, zgodnie z ich mniemaniem, daje im wolność i niezależność. Potem budzą się ich drugie połowy, które mają nieco inny rozkład dnia. Wożenie pociech do szkoły, zakupy, gotowanie i czasami plotki ze znajomymi. Wieczorem podsumowanie całego dnia, czasami butelka wina i seks. W tę codzienną monotonię wkrada się czasem jakaś odmiana.


Pracujący w domu Grzegorz każdego dnia cieszy swe oko mieszkającą nieopodal kobietą, która tak samo jak on, zawozi dzieci do szkoły. Kobieta wie o tym i specjalnie dla niego odstawia codzienną rewię mody, dowartościowując się i odkrywając zapomniane poczucie, iż jest się podziwianym i pożądanym. Kobieta fantazjuje o fizycznej bliskości z sąsiadem, zagłuszając tym obawy przed wyjazdem męża na korzystny kontrakt. Z kolei Marek pasjonuje się jedynie cenami dywanów i marzy o dziecku, na które bezskutecznie namawia swą żonę. Z kolei nad całą społecznością czuwa ksiądz Robert, który najchętniej zamieniłby swój wikariat na klasztorną samotnię. Życie naszych bohaterów zmienia się w dniu, w którym córka Grzegorza ulega wypadkowi.

Wbrew obiecującemu tytułowi nie znajdziemy w książce jakiejkolwiek aluzji politycznej. „Belweder..” to książka o nas, pokoleniu, które dorastając, liczyło, że po przemianie ustrojowej, cały świat stanął przed nimi otworem. Wielu z nich, po zmianie młodzieńczych ideałów na codzienną, korporacyjną gonitwę, przekonało się boleśnie czym właściwie był ten otwór. Gdzieś w codziennej pogoni straciliśmy z pola widzenia to, co jest istotne, a w świecie, w którym sukces jest istnym fetyszem, jakakolwiek, nawet najdrobniejsza porażka, potrafi zniszczyć najbardziej udane relacje. Uczono nas budować, ale nikt nie powiedział nam jak naprawić to, co czasami ulega popsuciu, dlatego w chwili niepowodzenia szukamy zamiennika szczęścia. Alkohol, narkotyki czy romans tworzy kolejną ułudę sukcesu, jest więc kolejnym źródłem przyszłych porażek. Tak więc z dawnych młodych gniewnych nie wyrośli starzy wkurwieni, ale bezwolni niewolnicy goniący za czymś, czego i tak nie są w stanie osiągnąć.

Pamiętajcie o tym czterdziestolatkowie…


Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...