Za tamtą górą

Antoni Kroh
Za tamtą górą
Antoni Kroh
Za tamtą górą Wydawnictwo Iskry
Któż jeszcze pamięta o Łemkach. Ich kultura, religijne zwyczaje, język gdzieś rozmyły się w mrokach dziejowych. Naród ściśnięty miedzy trzy inne, żarłoczne, nieuznające ich odmienności. Polacy, Ukraińcy i Słowacy uznawali ich za element obcy, na który trzeba uważać, ale który można wynarodowić. Chyba dlatego tak wielu uznało pragnienia upamiętnienia kultury Łemków prawie za zdradę narodową.

Z etnografami jest taki problem, że widząc ślady dawnych zwyczajów zaczynają się nimi interesować. A kiedy zgromadzą wystarczającą wiedzę o nich, starają się wiedzą tą podzielić. A to już nie każdemu się może spodobać. Zwłaszcza, jeśli wiedza ta zawiera cyrylice, cerkiewne śpiewy, krzyże trochę inne niż nasze i mowę nieco śpiewną, nieco obcą, choć zrozumiałą. Tego właśnie doświadczył Antoni Kroh, etnograf, badacz i pisarz. Zafascynowany zapomnianą kulturą postanowił lepiej ją poznać i podzielić się wiedzą z innymi, głównie tymi, którzy zamieszkują teraz w dawnych łemkowskich wsiach, wśród potomków Łemków, wygnanych gdzieś daleko, na ziemie odzyskane i takich ludzi jak my. Ale jego wiedza boli. Pełna jest ona krzyży, które nowi mieszkańcy podkarpackich wsi starali się odprawosławić, odcinając dodatkowe belki poprzeczne lub niekaatolicko ułożone nogi Chrystusa. Pełne są cerkwi zamienionych w kościoły katolickie, zniszczonych cmentarzy i kapliczek, opuszczonych wsi i ludzi bojących się odezwać w języku przodków.

Krohowi udało się to, co niemożliwe. Przekonał Łemków, aby ze skrzyń powyciągali stare księgi, ze ścian pozdejmowali ikony a z szaf stare ubrania. By pomogli zorganizować pierwszą wystawę kultury łemkowskiej, by zaczęli mówić o swojej historii i osobistych doświadczeniach. Oczywiście sam Kroh nie uczynił cudu, gdyby nie młodsze pokolenie, gdyby nie ludzie, którzy zapragnęli śpiewać stare pieśni, spotykać się, choćby raz do roku, wszystko ograniczyłoby się tylko do jednej, jedynej wystawy. Gdzieniegdzie jakiś cmentarz został uporządkowany, stara cerkiew odbudowana, a na corocznej Watrze spotkali się kolejni ludzie, a wszystko to w jakiejś dziwnej atmosferze podejrzliwości, tej samej, która kazała władcom PRL-u zniszczyć jedyny prawdziwie społecznie zbudowany pomnik wdzięczności Armii Czerwonej, bo były na nim łemkowskie litery.

Był sobie kiedyś potężny kraj w Europie, spichlerz całego cywilizowanego świata, którego mieszkańcy miłowali wolność na tyle, że nie pozwalali władcom na żadne zakusy jej krępowania. Miasta tego kraju były tym, co dziś określilibyśmy określeniem multi kulti. Królestwo to było bogate, jego waluta, najmocniejsza w całej Europie była jednocześnie istnym dziełem sztuki menniczej. Tak, taka była Polska Jagiellonów, nie pomyliliście się. Przypomniałem o tym, bowiem przełom 1989 roku nie zmienił niczego w naszym podejściu do różnorodności. Dalej jesteśmy malutką, zakompleksioną nacją. Gdzieś zgubiliśmy nasze jagiellońskie dziedzictwo.

Obawiam się, że bezpowrotnie


Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...