Katechizm libertyński

Katechizm libertyński
utwór anonimowy
Katechizm libertyński
utwór anonimowy Wydawnictwo Słowo Obraz Terytoria
Seks. To słowo elektryzuje ludzkość od czasu, kiedy zauważyli, że nie musi spełniać tylko roli prokreacyjnej. Czerpana z seksu frajda skłaniała ludzkość do dzielenia się doświadczeniami, choćby w formie rad czy opowieści. Oprócz funkcji rozrywkowej, powieści te miały funkcje rozgrzeszające zwłaszcza, kiedy mieli świadomość, że w swoich związkach tylko oni czerpali z seksu zadowolenie. Nic dziwnego, jeszcze sto lat temu tylko 15 % kobiet było zadowolonych z życia seksualnego.

Wydawać by się mogło, że najstarszy zawód świata jest taki prosty. Wszak naturalna skłonność do oddawania się rozpuście jest właściwa dla płci pięknej. Po lekturze anonimowego autora zmienimy nasz pogląd. Oj, dawanie mężczyźnie rozkoszy jawi się jako coś, do czego należy się długo przygotowywać i to nie tylko teoretycznie. Dostaliśmy oto książkę będącą swego rodzaju poradnikiem. Wyobraźmy sobie rozmowę jakiegoś uczniaka z podstarzałym Casanovą. Pierwszy zadaje pytania i notuje skrzętnie odpowiedzi drugiego wypowiadane z pozycji autorytetu z wieloletnim doświadczeniem.


Seks, uwodzenie, prezentacja siebie, traktowanie klienta, stosowanie prezerwatyw czy postępowanie w razie choroby własnej czy klienta. Treść książki świadczy o tym, że pisana była przez kogoś naprawdę doświadczonego. Nic dziwnego, XVIII wiek to wiek, w którym statystyczny mężczyzna nie ograniczał się do wdzięków swe małżonki czy stałej kochanki. Okazja czyni zawsze złodzieja, a okazji ówczesnemu, względnie dobrze sytuowanego mężczyźnie, nie brakowało. Jeśli w połowie XIX wieku statystyczny mieszkaniec Londynu mógł liczyć statystycznie na dwa i pół pozamałżeńskiego stosunku seksualnego tygodniowo, możemy przypuszczać, że mieszkaniec Paryża z drugiej połowy XVIII wieku nie był w gorszej sytuacji. Wątpliwym jest jednak, by docelowym czytelnikiem tej książki były pracujące na ulicach czy w podrzędnych zamtuzach kobiety. To raczej instruktaż dla luksusowych kurtyzan bądź utrzymanek jednego tylko klienta, należy jednak mniemać, że podobnie jak w przypadku „Pamiętników Fanny Hill” czytelnikiem te książki miał być mężczyzna. Podnieta? Zagłuszenie wyrzutów sumienia? A może po prostu spis dopuszczalnych wymagań w pozamałżeńskich kontaktach? Bardziej jednak można się skłonić w kierunku czystej rozrywki. Z jednej strony forma parodiująca katechizm kościoła katolickiego, swoiste rzucenie rękawicy potężnej instytucji, z drugiej dołączone wierszyki, które nie należą do arcydzieł sztuki poetyckiej, mogą jednak rozśmieszyć czytelnika… Nie czytałbym ich jednak żonie, czy stałej partnerce.

Katechizm libertyński traktuję jako ciekawostkę mogącą ozdobić każdą bibliotekę, jako dowód, że od dawna ludzkość uprawiała seks w buduarach i szopach.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...