O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Genialni

Mariusz Urbanek
Genialni
Lwowska szkoła matematyczna
Mariusz Urbanek
Genialni
Lwowska szkoła matematyczna Wydawnictwo Iskry
Wszystko zaczęło się w Krakowie, pewnego lipcowego wieczoru 1916 roku. Wokół trwa wielka wojna, miasta przeżywają niedostatek aprowizacyjny, młodzi mężczyźni myślą o tym jak wykręcić się od służby w zaborczej armii, lub też jak dostać się do Legionów. Tego dnia na Plantach Hugo Steinhaus słyszy dyskusję na temat twierdzenia Lebesgue`a. Tak wyglądało pierwsze spotkania Steinhausa ze Stefanem Banachem.

Po kilku latach właściciel lwowskiej kawiarni Szkocka biedził się z pewnym problemem. Problemu tego dostarczali mu jego stali i dobrzy goście. Mimo, że przyciągali do kawiarni innych gości i płacili duże rachunki byli nieco uciążliwi. Każda ich wizyta kończyła się pozostawieniem na marmurowym blacie stołu szeregu niezrozumiałych dla nikogo znaków, których nie można było usunąć aż do ich przepisania. Biedny restaurator ni zdawał sobie sprawy, że na jego stole powstają zagadki matematyczne i twierdzenia, które całe lata musiały czekać na rozwiązanie. Marmurowy stolik kawiarniany miejscem powstania lwowskiej szkoły matematycznej? Brzmi o nieco anegdotycznie, ale w czym ma być gorszy matematyk od poety?



Lwowska szkoła matematyczna szybko zdobyła światową sławę. Nie byłą to oczywiście zasługa samego Steinhausa czy Banacha, aczkolwiek na pewno oni grali w niej pierwsze skrzypce. Mariusz Urbanek wymienia jednak oprócz nich Stanisława Ulama, Stanisława Mazura, Hermana Auerbacha, Juliusza Schaudera i Leona Chwistka. Geniusze o encyklopedycznej wręcz pamięci i żelaznej logice i wielcy oryginałowie, jak na geniuszy przystało, prędko rozsławili nie tylko Polskę, ale i Lwów w całej Europie. Szybko się okazało, że dla matematyka tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Jana Kazimierza, więcej znaczy niż ten sam tytuł przyznany w Heidelbergu.

Wojna przerwała tę sielankę. I tu losy naszej grupy potoczyły się diametralnie różnie. Auerbach zginął w lwowskim getcie, Ulam budował bombę atomową, Banach i Steinhaus ukrywali się w piwnicy żyjąc ciągłym zagrożeniu. Zaskoczeniem dla czytelnika może być fakt, że nasi bohaterowie nie musieli bać się wcale bolszewików. Ci, jako pragmatycy, znali wagę ludzi nauki i starali się pozyskać ich, lub przynajmniej uczynić ich neutralnymi. Jakoś nie pasuje to do lansowanej tezy o absolutnej i powszechnej martyrologii narodu polskiego pod sowiecką okupacją.

Po wojnie Stanisław Ulam pracował nad kolejną bombą, tym razem wodorową, Hugo Steinhaus budował wrocławską szkołę matematyczną, starając się żyć w nowej rzeczywistości tak, jak żył przed wojną, Stanisław Mazur zaangażował się w budowę socjalizmu w Polsce, jednak szybko zrezygnował z kariery politycznej widząc, jak socjalizm wygląda w praktyce, zaś Stefan Banach zmarł tuż po wojnie, nie mogąc przeżyć utraty Lwowa…. Losy tragiczne, trudne, ale także piękne, bo takie właśnie jest życie.

Zastanawiałem się w jakim stopniu Mariusz Urbanek zaspokoi nasze polskie poczucie wyższości nad innymi narodami tę książką. My lubujemy się w podkreślaniu naszej wyjątkowości, żądając jednocześnie wybaczenia nam przewin i słabości. Niech jednak Czytelnik nie wpada w samouwielbienie, zwłaszcza, jeśli o nazwiskach bohaterów wcześniej nie słyszał.

Prawdopodobnie na całym świecie nazwiska takich uczonych jak Hugo Steinhaus, Stefan Banach, Stanisław Ulam czy Stanisław Mazur otoczone byłyby czcią. Gdyby lwowska szkoła matematyczna powstała na Uniwersytecie Yale, o uczonych i ich współpracy powstałyby kasowe filmy. Niestety pechem naszych uczonych było to, że urodzili się w Polsce, kraju, który wyżej ceni żołnierza niż uniwersyteckiego profesora, a im bardziej tragiczny był los tego żołnierza, tym zachwyt gawiedzi nad nim jest większa. Smutne to, ale jakże prawdziwe….

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...