Psychoanioł w Dublinie

Łukasz Stec
Psychoanioł w Dublinie
Łukasz Stec
Psychoanioł w Dublinie Wydawnictwo Akurat
Każdy emigrant udaje, że jest mu dobrze na obczyźnie. Lepsze zarobki, opieka socjalna i przekonanie, że Polska nie oferuje żadnych perspektyw skłania wielu ludzi do emigracji. W Unii Europejskiej jesteśmy już dziesięć lat, stosunkowo wcześnie państwa członkowskie otworzyły nam swoje rynki pracy. Emigracja staje się powoli problemem dla naszego rynku pracy. Ale czy tylko? Czyż nie jest problemem samych emigrantów, o czym przekonuje nas w swojej satyrze Łukasz Stec?

Życie Wowy było jednym wielkim pasmem niepowodzeń. Niespełniony artysta, którego dość prowokacyjne performance nie znajdowały uznania nawet u najbardziej liberalnych odbiorców. Nieszczęśliwy w małżeństwie mąż i właściciel chorego na depresję kocura. Słowem Wowa, a właściwie Wawrzyniec, jest postacią godna filmu Woodego Allena. W Dublinie Wowa liczył na znalezienie właściwego odbiorcy swojej sztuki, tymczasem utrzymywał się z pracy tłumacza, mieszkał z kotem, a jego jedyna przyjemnością była poranna kawa wraz z wypalonym na świeżym powietrzu papierosem. To dość monotonne życie przerwała wizyta psychodelicznego Anioła - Indianina. Anioł przybył do Wowy z nietypowym zadaniem. Oto nasz bohater otrzymuje szansę odnalezienia swego mordercy i zapobieżenia swej śmierci, a na to wszystko ma tylko siedem dni.



W tym momencie czytelnik zaczyna podejrzewać, iż książka, którą ma w dłoni jest kolejną powieścią kryminalną, jednak już kolejne strony dowodzą, że tak wcale nie jest. Fabuła wskazuje, iż jest ona satyrycznym komediodramatem. Czegóż tam bowiem nie ma? Jest krytyczne, rozliczające własne życie, spojrzenie głównego bohatera, jego ekscentryczni współlokatorzy, wreszcie jest Anioł i kot chory na depresję. A w tej całej scenerii Wowa próbuje w ciągu tygodnia odwrócić nieuniknioną śmierć, sprowadzając na siebie nowe kłopoty. Krąg potencjalnych morderców zaczyna się niebezpiecznie rozszerzać….

W końcu przychodzi dzień, w którym wszystko staje się jasne. Czy Wowę zabił, stojący na skraju bankructwa, dawny teść, oszalały z zazdrości turecki emigrant, a może demoniczny handlarz bronią? O tym dowiemy się z książki Łukasza Steca, książki, która jest wspaniałą lekturą na upalne, wakacyjne dni.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...