Grupa naTemat

Christiane F. Życie mimo wszystko

Christiane F. Życie mimo wszystko
Christiane V. Felscherinow i Sonja Vukovic
Christiane F. Życie mimo wszystko
Christiane V. Felscherinow i Sonja Vukovic Wydawnictwo Iskry
Christiane F. Któż z nas nie słyszał o tej postaci. Jej książka o młodocianych narkomanach z Berlina Zachodniego była dla mojego pokolenia książką kultową. Któż z nas nie zastanawiał się nad społecznymi przyczynami narkomanii wśród młodych ludzi? Któż z nas nie widział wyalienowania zwykłego człowieka żyjącego w wielkim blokowisku? „My, dzieci z dworca ZOO”, książka o życiu Christiane kończyła się akcentem dającym nadzieję, nadzieję na normalizację życia, na wyjście z nałogu. Niestety, życiu Christiane F. dalej towarzyszyły narkotyki.

Trzydzieści pięć lat po ukazaniu się „Dzieci..” Christiane F. znów sięga po pióro. Nie jest to już ta sama nastolatka, zbuntowana przeciw całemu społeczeństwu, nie jest to nastoletnia prostytutka zdobywająca pieniądze na narkotyk, nie jest też osobą, która chciałaby założyć własny świat, małą enklawę, do której nie mieliby wstępu ci, którzy tak ochoczo oceniają innych po wyglądzie. „Życie mimo wszystko” jest relacją pięćdziesięcioletniej kobiety, zaskoczonej, że udało jej się dożyć tak sędziwego, jej zdaniem, wieku.

Nie chciałbym szczegółowo relacjonować całej książki. O czym bowiem miałbym pisać? O wielkim, rynkowym powodzeniu „Dzieci z dworca Zoo”? A może o nieustannym poszukiwaniu własnego miejsca na ziemi i odrobiny szczęścia? O latach spędzonych na ucieczce przed samym sobą, o wypitym alkoholu, wstrzykniętych dawkach heroiny czy w końcu o odebranych, przez Jugendamt, prawach rodzicielskich? O pobycie w więzieniu? A może o tym paranoicznym lęku przed otoczeniem i wielkim umiłowaniu świata zwierząt? To wszystko bowiem spotkało naszą bohaterkę, los dla niej nie był wcale łaskawy. Kolejne wznowienia książki pozwoliły jej wprawdzie utrzymać się na względnie dobrym poziomie materialnym, jednak wszyscy wiemy, że pieniądze szczęścia dać nie mogą.

Niedawno miałem okazję rozmawiać o Christiane z moim znajomym. Opowiadał mi o wrażeniu jaki zrobiła na nim wizja dzieci, zaopatrzonych w dużą drewnianą łyżkę. Łyżka ta była pomocna przy wciskaniu przycisków w windzie. Bez łyżki tej dziecko skazane było na pomoc ludzi dorosłych. Znajomy powiedział, że gdyby nie Internet, to dziś, w dobie powszechnej pogoni za pieniądzem, nasze dzieci też musiałyby nosić ze sobą substytut mitycznej łyżki. Uśmiech, który był pierwszą reakcją na te słowa, zastąpiła refleksja. Ile czasu poświęcamy naszym pociechom? Czy potrafimy im pomóc wtedy, gdy najbardziej nas potrzebują? Czy potrafimy zareagować na niebezpieczeństwa, jakie na każdym kroku czyhają na nasze pociechy? Wreszcie, czy w pełni jesteśmy przygotowani do roli rodzica, ale nie rodzica, który tylko utrzymuje dom, ale tego, który naprawdę chce wychowywać swe dzieci? Czy zdajemy sobie sprawę z tego, że nasza niedbałość może kosztować nasze dzieci zbyt wiele?

Przeczytajmy więc relacje kobiety, która tak naprawdę nigdy nie podniosła się z upadku, do którego doprowadziła ją bezduszność społeczeństwa, o kobiecie, która mimo swych wad, mimo nałogu, starała się być dobrą matką po to, by swoje dziecko uchronić przed własnym losem.

I nie czujmy się lepsi od Christiane. My po prostu mieliśmy nieco więcej szczęścia.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

ZOBACZ TAKŻE:
Skomentuj